O co chodzi z tym całym naświetlaniem na papierze? Otóż…
W przypadku „normalnej” fotografii tradycyjnej (od niedawna zwanej – analogową), obraz naświetlany jest zazwyczaj na filmie (błonie pokrytej emulsją światłoczułą). W małym obrazku, są to najczęściej rolki 24 lub 36 klatkowe; w średnim formacie, przy filmach typu „120” jest to od 8 do 16 klatek (w zależności od wielkości kadru); w wielkim for
macie są to najczęściej błony cięte (np. 4×5″, 5×7″czy 8×10″). Naświetlanie na filmach wymaga ściśle określonego procesu wołania, utrwalania i ewentualnego zmiękczania, co może być czasem utrudnione, a już na pewno dość kosztowne na dłuższą metę. Jakiś czas temu musiałem zrobić próbę aparatu Lubitel 166B (jak naświetla, czy ostrzy i w ogóle…), ale niespecjalnie chciałem „marnować” na tę próbę nowy film. Potrzebowałem czegoś, co szybko założę, pstryknę zdjęcie, wyjmę i w kilka minut wywołam w tanim wywoływaczu, bez zbędnych guseł typu „trzy obroty w lewo, potrząchanie koreksem, czy utrzymywanie stałej temperatury. Wpadłem wtedy na pomysł, że przytnę odpowiedni kawałek papieru fotograficznego (taki zwykły do odbitek) i na nim naświetlę próbkę. To był przeterminowany (circa 30 lat) FOTON, który nominalnie ma czułość ok. 6 ASA, więc ja go niedowartościowałem i traktowałem jako 3 ASA. Przy zdjęciach statycznych ze statywu w niczym nie przeszkadzał długi czas ekspozycji, więc zacząłem naświetlać takie właśnie obiekty. Początkowo była to martwa natura, widok z okien i inna statyka, a potem doszły autoportrety i wreszcie szersze portrety. Zacząłem pchać ten papier we wszystkie aparaty, jakie wpadły mi w ręce, od małoobrazkowego LOMO, Smieny, Nikona, Kieva, przez średnioformatową Yashicę, Mamiyę, Lubitela, po wielkoformatowe skrzynkowce i kamery studyjne 8×10”. Na pomysł, na który przypadkowo wpadłem, wpadł i opatentował w 1841 roku, angielski wynalazca i fotografik William Fox Talbot. Technika KALOTYPII (zwanej też TALBOTYPIĄ) stosowana była w latach 40. Czy to już wszystko? Pewnego razu, Kolega Maciek Leśniak podsunął mi pomysł na wywołanie w Caffenolu, czyli wywoływaczu przyrządzonym z kawy rozpuszczalnej, sody i witaminy C. Pokochałem ten wywoływacz. Łagodne przejścia tonalne, małe ziarno, przyjazny dla środowiska, tani i łatwy w przyrządzaniu i do tego ładnie pachnie kawą.