05/08/2026
Jeżeli tylko jest ku temu sposobność, a w ostatnich latach na szczęście tak się dzieje, nie mogłem sobie odmówić łapania dobrych fluidów na najpiękniejszym festiwalu świata, Pol'and'Rock Festival!
Zaraz po przyjeździe muzyczną ścieżkę rozpocząłem od wieczornego koncertu amerykańskiego Godsmack. Mocne, nisko osadzone gitarowe riffy, potężna sekcja i perkusyjne popisy dosłownie powalały na łopatki! Sully Erna, lider zespołu, nie krył zachwytu festiwalem i jego atmosferą. Trudno się dziwić... sam chłonąłem tę energię razem z tysiącami ludzi pod sceną. I było widać, że absolutnie każdy czerpie z niej pełnymi garściami!
Po tym koncercie wybrałem nieoczywisty kierunek... koncert zespołu Łzy. Po ich ostatnim występie, który miałem okazję oglądać w Opolu, po prostu nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia, jak poradzą sobie tym razem na Małej Scenie. Powiem tylko jedno: namiot ASP odleciał!
Upalny piąteczek rozpoczęła mi Dziwna Wiosna - zespół, który po raz kolejny dostał się na festiwal poprzez eliminacje, a tym razem wskoczył na Dużą Scenę. Lubię ich surowe, bezpośrednie brzmienie i charyzmę Dawida Karpiuka, a publiczność tylko dolewała oliwy do ognia, podkręcając i tak już piekielnie gorącą atmosferę.
Przez kolorowe pole, pełne uśmiechniętych ludzi, z energetycznym łykiem Rock'n'Fitness po drodze, dotarłem ponownie pod Małą Scenę. Tam koncertowy dzień rozpoczynała ekscentryczna ZUTA z ekipą. Ostrzyłem pazurki na ten koncert i zdecydowanie się nie zawiodłem! A moment, kiedy Zuta wzruszona słuchała, jak cała publika gremialnie wyśpiewuje teksty jej piosenek? Bezcenne!
Chwilę później przyszedł czas na świeże zjawisko, które coraz śmielej kiełkuje na naszych scenach, młodzi i gniewni z ADHD. A skoro prawdziwi metalowcy, to wiadomo… zagrali w skarpetkach! Szkoda tylko, że Krzysiek Sokołowski z Nocnego Kochanka, który pojawił się gościnnie, nie zdecydował się również wystąpić na bosaka. Mała Scena pękała w szwach. Młodzi muzycy na pewno unieśli presję i bawili się doskonale, a publika wtórowała im z pełną mocą. Chociaż… może trochę się narażę, ale moim zdaniem na tym etapie jest to jeszcze bardziej ciekawostka niż kawał naprawdę dobrego grania. Oczywiście z pełnym uwzględnieniem wieku tych młodych ludzi, mają przecież jeszcze mnóstwo czasu, żeby rozwinąć skrzydła. Najlepszym dowodem była publiczność... pogo przed namiotem wcale nie było mniejsze niż to w środku, a żeby w ogóle dostać się na koncert, trzeba było wykazać się niemal umiejętnościami komandosa.
Moja fotoopowieść kończy się na Daria ze Śląska. Z czystej ciekawości poszedłem posłuchać i zobaczyć na żywo artystkę, która razem ze swoim zespołem coraz śmielej podbija największe polskie sceny i zgarnia kolejne nagrody. I był to naprawdę bardzo dobry koncert. Wrażliwość Darii, mądre, mocne teksty i świetne aranżacje można było chłonąć garściami. Do tego pięknie przygotowana scenografia, która idealnie dopełniała całość i budowała wyjątkowy klimat... jak to powiedzieli miło było widzieć tylu gości pod blokiem.
Złapałem jeszcze kilka nutek Myslovitz, Dżemu, Kobranocki, Nocnego Kochanka i Kasi Lins… ale tym razem już bez fotoopowieści. Bo czasem trzeba po prostu odłożyć aparat, przestać biegać ze szkłem przy oku i oddać się chwili.
A więc zapraszam na może nieco chaotyczną, ale za to pełną emocji fotorelację kolorowych ludzi z kolejnej wizyty w tym niezwykłym miejscu. To dopiero początek przyjdzie jeszcze czas, żeby zagłębić się w temat, wrócić do tych koncertów i dorzucić zdecydowanie więcej kadrów.