06/12/2025
Szemkel
Mój anioł z wypalanej gliny...
Pochylony, przytłoczony powietrzem, a może tym, że teraz będę go miała za stróża. Zastygł nieanielsko zmęczony, opuścił głowę tak, że spod pukli sztywnych włosów ledwie widać jego twarz. Skupioną, smutną, z kreskami brwi uniesionymi tak, jak unosi je współczucie dla tego, co już widział. Na co patrzy. Ale przecież nie widzi, za źrenice mając dwie pustki po ukłuciu szpilki. A może patrzy we mnie - przeze mnie. Po chwili uniesienia, że jest, zakotwiczy we mnie jego smutek, który nim jest.
Przecież dlatego go wybrałam, jest szlachetnym, widomym znakiem tego, że nie ma żadnej pociechy. Ten, kto go wyrzeźbił, kazał mu już na zawsze pozostać w pozycji z założonymi do tyłu rękoma. Jakby mówił: niczego za ciebie nie zrobię. Nie mogę. Ale mimo wszystko ten ktoś wychylił jego sylwetkę do przodu - wolę myśleć, że w smutnej próbie zbliżenia niż tylko zyskania balansu. Jego nierówna faktura może pokaleczyć. A może ktoś pokaleczył jego? Anioła w kolorze ziemi, gliny, od której miał być lepszy - może to mu doskwiera? W żadnym wypadku nie jest doskonały ani tym bardziej z materii światła. Drapie, jak drapać może konkret istnienia. Z niebem wiąże go chyba tylko liźnięcie rozbielonego niebieskiego szkliwa na górnych krawędziach jego skrzydeł. A jednak dotykam go z taką czułością i przejęciem, jakbym dotknęła własnej duszy.
Szemkel, Szemkel
- sarkają aniołowie
dlaczego nie jesteś doskonały*
Całe szczęście, że nie jest…
Bo doskonałość wyklucza. Nie istnieje.
*(Siódmy anioł Zb. Herbert)
anioł - Rafał Klementowski
zdjęcia - Mariusz K***t
tekst - przyszedł za aniołem... Choć może dziś powinien być o św. Mikołaju?