04/03/2026
USA2 #16 - To już jest koniec, nie ma już nic... Poza wspomnieniami i zdjęciami
===============================
Dzień dobry,
Samolot przelatywał właśnie na południe od Wielkiej Brytanii gładko sunąc w kierunku Zurychu kiedy zacząłem pisać ostatnią relację. Lot do Miami trwał ponad dziesięć godzin, a powrót niewiele ponad osiem. Taka jest siła wiatrów na naszej półkuli.
Publikuję ją już z domku, do którego dotarliśmy wczoraj późnym wieczorem.
Ostatni dzień w Miami zaczęliśmy od kąpieli w hotelowym basenie ulokowanym na 14 piętrze, mniej więcej w jednej czwartej wysokości budynku, który jest apartamentowcem z wbudowanym hotelem. Wygląda to dość ciekawie, w wysokim budynku jest otwór o szerokości kilkunastu i wysokości kilkudziesięciu metrów, w którym znajduje się basen z pięknym widokiem na basen portowy i park z muzeum techniki. Leżąc w podgrzewanej wodzie można obserwować cruisery w porcie, choć nie ze zbyt wielkiej wysokości. Fajne...
Śniadanie kupiłem na wynos w pobliskiej kafejce i po konsumpcji i krótkim spacerze fotograficznym musieliśmy się wyczekować.
Naszym celem było Wynwood, dzielnica murali. Faktycznie, po zaparkowaniu przy ulicy właściwie na każdym kawałku ściany znajdowały się bardzo różne murale tworząc kolorowy obraz. Obeszliśmy spacerowym krokiem kilka przecznic podziwiając murale i pojechalismy do drugiej znanej dzielnicy, czyli Little Havana.
Faktycznie, w kolumbijskiej restauracji, w której zakończyliśmy zwiedzanie, chyba tylko jeden kelner mówił po angielsku. Wcześniej pospacerowaliśmy około 40 minut obserwując starszyznę grającą w warcaby i w szachy na niewielkim placyku, a także kolorowe sklepy na Calle Ocho, głównej arterii dzielnicy. Z pewnością warto było ją odwiedzić ciekawe miejsce.
Na koniec naszego pobytu w Miami wróciliśmy z powrotem nad basen portowy, aby z bliska zaobserwować jak olbrzymi cruiser zawraca w miejscu w najszerszym miejscu kanału. Widok jest magiczny, kiedy kilkusetmetrowy i kilkunastopiętrowy potwór obraca się o 360 stopni korzystając z silników strumieniowych. Warto to zobaczyć. Mało profesjonalny timelapse wrzuciłem już na stronę.
Na tym zakończyliśm naszą dość długą podróż. Co do ogólnej oceny, to jak zawsze warto było pojechać, aby zobaczyć coś nowego. Mardi Gras w Nowym Orleanie to fantastyczne święto, które w zielono-fioletowo-złotych kolorach wypełnia życiem to i tak żywe i ładne miasto.
Teksas także jest wart zobaczenia, Dallas na plus, San Antonio na duży plus, a Austin moim zdaniem można odpuścić kosztem Houston, o ile chce się zobaczyć centrum lotów kosmicznych. Ponieważ mieliśmy w planach wizytę w Kennedy Space Center na Florydzie, zrezygnowaliśmy z tego miasta.
Floryda jest bardzo duża, a jej zwiedzanie nie jest proste. Wydaje się, sposób jaki wybraliśmy, czyli przejazd od Jacksonville do Miami ma sens, można zobaczyć sporo po drodze. Zdecydowanie warte zobaczenia jest kolorowe St. Augustine i Kennedy Space Center. Warto także odwiedzić jedno lub więcej 'springs' i spędzić w nich kilka godzin. Warto także wypróbować przejazd airboatem po Everglades. Czy warto płynąć statkiem, albo zwiedzić farmę aligatorów, to już do własnej decyzji.
Najwięcej wątpliwości to odwiedziny w Key West. Droga z Miami jest bardzo długa i męcząca, a w samym Key West naszym zdaniem nie ma nic wartego zobaczenia, ceny hoteli są astronomiczne.
Zastanowię się jeszcze nad dokładniejszym podsumowaniem tego wyjazdu, jednak nie nastawiam się na to za bardzo, bo dotychczas po wcześniejszych wyjazdach nie udawało mi się tego zrobić 😇
To by było na tyle, za 55 min ladujemy w Zurychu i po dwóch godzinach lecimy do Berlina, skąd tylko 4 godziny do domu.
Do usłyszenia z kolejnego wyjazdu!
PS. jednak kilka zdań podsumowania od strony technicznej.
1. Podróżowanie na lekko jest świetne i wydaje się, do zrealizowania nawet w kierunki o bardziej zróżnicowanej pogodzie. Odpowiednie koszule, szczególnie koszule z technicznego materiału wysychają w jedną noc. Ubrania bawełniane wymagają nieco więcej czasu, zatem jak są dwie noce z rzędu w tym samym hotelu warto zrobić przepierkę bez zbędnej zwłoki
2. Pojechałem w lekkich i przewiewnych butach miejskich, które znakomicie się sprawdziły. Sandały trekkingowe użyłem dwa razy i w zasadzie nie były potrzebne. Grubsze buty i kurtka czekają w samochodzie na parkingu.
3. Miałem drugą parę długich spodni, ale finalnie używałem tylko jednych bardzo lekkich i krótkich spodenek, w których teraz śmiesznie wyglądam w samolocie pdlodchodzacym do lądowania w Zurychu. Nie chciało mi się przebierać na lotnisku 😇
4. Jedna niezniszczalna średniej grubości kurtka z windstoperem znakomicie wystarczyła na całą podróż.
5. Power bank całkowicie zbędny, jak się przemieszcza samochodem nie jest potrzebny, ale mimo wszystko chyba warto zabrać, a w wersji bez wynajetego samochodu koniecznie.
6. Kosmetyki tylko niezbędne osobiste, w każdym hotelu były szampon i mydło w płynie.
7. Dobry zasilacz o mocy minimum 65W, a lepiej więcej z kilkoma wyjściami USB I USBC to konieczność, oczywiście przejściówki do lokalnych gniazdek.
8. Dron to całkowita porażka, nie użyłem go ani razu. To w dużej części moja dupow..ść, ale praktycznie w każdym miejscu w którym próbowałem zarejestrować lot w odpowiedniej aplikacji dostawałem info, że są jakieś ograniczenia 'lotnicze' i że muszę mieć osobną zgodę. Wiem, że wiele osób się nie przejmuje i lata, ale ja mam z tym problem.
9. Nikt nie weryfikował wagi bagażu podręcznego ani wagi ani rozmiarów plecaka. To nasz drugi wyjazd w tej formule do USA i dokładnie takie same odczucia. Może w innych krajach jest inaczej?
10. Kilka kart płatniczych i kredytowych plus gotówka to bardzo dobry wybór. Co prawda nie zdarzyło nam się ani razu aby nie dało się zapłacić kartą, ale czasami musiałem wypróbować więcej niż jedną. Kredytowa jest zwykle potrzebna przy wynajęciu samochodu.
11. Ceny w USA to niestety kosmos i nie ma różnicy kiedzy Nowym Jorkiem a Teksasem. Nasze ceny w PLN to nominalna cena w USD i poza paliwem, to dotyczy wszystkiego. Hotele jeszcze droższe, szczególnie jeśli szuka się lokalizacji w centrum, a przy krótkich wyjazdach po prostu szkoda czasu na dojazdy.
12. Kaucje w hotelach to standard, w zależności od hotelu potrafią zablokować od 50 do 300 USD, a zwrot to zwykle kilka dni. Czasami odliczają z kaucji jakieś wydatki hotelwe, np. parking.
13. Parkingów warto szukać poza hotelami, typowa stawka za dzień w parkingu publicznym to 15 - 25 USD, a w hotelu co najmniej dwa razy więcej.
14. AI jako wsparcie w wyjeździe. To pierwszy raz, kiedy aż tak intensywnie korzystałem z AI do podróżowania. Nie chodzi nawet o pomoc we wcześniejszym planowaniu, ale o pomoc ad'hoc, np. "co dzisiaj wieczorem dzieje się ciekawego w San Antonio". Bez zadania tego pytania nie trafilibyśmy na rodeo (ale za to nadal miałbym selfiesticka :). AI potrafi wskazać nieodległe restauracje biorąc pod uwagę preferencje, albo zaplanować wieczór. Oczywiście warto sprawdzać to co generuje AI, ale dla mnie to jest niesamowity przełom w efektywnym podróżowaniu.
KONIEC :)