Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka

Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka Fotografie z podróży i wyjazdów w różne strony świata

USA2  #16 - To już jest koniec, nie ma już nic... Poza wspomnieniami i zdjęciami ===============================Dzień do...
04/03/2026

USA2 #16 - To już jest koniec, nie ma już nic... Poza wspomnieniami i zdjęciami
===============================
Dzień dobry,

Samolot przelatywał właśnie na południe od Wielkiej Brytanii gładko sunąc w kierunku Zurychu kiedy zacząłem pisać ostatnią relację. Lot do Miami trwał ponad dziesięć godzin, a powrót niewiele ponad osiem. Taka jest siła wiatrów na naszej półkuli.
Publikuję ją już z domku, do którego dotarliśmy wczoraj późnym wieczorem.

Ostatni dzień w Miami zaczęliśmy od kąpieli w hotelowym basenie ulokowanym na 14 piętrze, mniej więcej w jednej czwartej wysokości budynku, który jest apartamentowcem z wbudowanym hotelem. Wygląda to dość ciekawie, w wysokim budynku jest otwór o szerokości kilkunastu i wysokości kilkudziesięciu metrów, w którym znajduje się basen z pięknym widokiem na basen portowy i park z muzeum techniki. Leżąc w podgrzewanej wodzie można obserwować cruisery w porcie, choć nie ze zbyt wielkiej wysokości. Fajne...
Śniadanie kupiłem na wynos w pobliskiej kafejce i po konsumpcji i krótkim spacerze fotograficznym musieliśmy się wyczekować.

Naszym celem było Wynwood, dzielnica murali. Faktycznie, po zaparkowaniu przy ulicy właściwie na każdym kawałku ściany znajdowały się bardzo różne murale tworząc kolorowy obraz. Obeszliśmy spacerowym krokiem kilka przecznic podziwiając murale i pojechalismy do drugiej znanej dzielnicy, czyli Little Havana.

Faktycznie, w kolumbijskiej restauracji, w której zakończyliśmy zwiedzanie, chyba tylko jeden kelner mówił po angielsku. Wcześniej pospacerowaliśmy około 40 minut obserwując starszyznę grającą w warcaby i w szachy na niewielkim placyku, a także kolorowe sklepy na Calle Ocho, głównej arterii dzielnicy. Z pewnością warto było ją odwiedzić ciekawe miejsce.

Na koniec naszego pobytu w Miami wróciliśmy z powrotem nad basen portowy, aby z bliska zaobserwować jak olbrzymi cruiser zawraca w miejscu w najszerszym miejscu kanału. Widok jest magiczny, kiedy kilkusetmetrowy i kilkunastopiętrowy potwór obraca się o 360 stopni korzystając z silników strumieniowych. Warto to zobaczyć. Mało profesjonalny timelapse wrzuciłem już na stronę.

Na tym zakończyliśm naszą dość długą podróż. Co do ogólnej oceny, to jak zawsze warto było pojechać, aby zobaczyć coś nowego. Mardi Gras w Nowym Orleanie to fantastyczne święto, które w zielono-fioletowo-złotych kolorach wypełnia życiem to i tak żywe i ładne miasto.

Teksas także jest wart zobaczenia, Dallas na plus, San Antonio na duży plus, a Austin moim zdaniem można odpuścić kosztem Houston, o ile chce się zobaczyć centrum lotów kosmicznych. Ponieważ mieliśmy w planach wizytę w Kennedy Space Center na Florydzie, zrezygnowaliśmy z tego miasta.

Floryda jest bardzo duża, a jej zwiedzanie nie jest proste. Wydaje się, sposób jaki wybraliśmy, czyli przejazd od Jacksonville do Miami ma sens, można zobaczyć sporo po drodze. Zdecydowanie warte zobaczenia jest kolorowe St. Augustine i Kennedy Space Center. Warto także odwiedzić jedno lub więcej 'springs' i spędzić w nich kilka godzin. Warto także wypróbować przejazd airboatem po Everglades. Czy warto płynąć statkiem, albo zwiedzić farmę aligatorów, to już do własnej decyzji.

Najwięcej wątpliwości to odwiedziny w Key West. Droga z Miami jest bardzo długa i męcząca, a w samym Key West naszym zdaniem nie ma nic wartego zobaczenia, ceny hoteli są astronomiczne.

Zastanowię się jeszcze nad dokładniejszym podsumowaniem tego wyjazdu, jednak nie nastawiam się na to za bardzo, bo dotychczas po wcześniejszych wyjazdach nie udawało mi się tego zrobić 😇

To by było na tyle, za 55 min ladujemy w Zurychu i po dwóch godzinach lecimy do Berlina, skąd tylko 4 godziny do domu.

Do usłyszenia z kolejnego wyjazdu!

PS. jednak kilka zdań podsumowania od strony technicznej.
1. Podróżowanie na lekko jest świetne i wydaje się, do zrealizowania nawet w kierunki o bardziej zróżnicowanej pogodzie. Odpowiednie koszule, szczególnie koszule z technicznego materiału wysychają w jedną noc. Ubrania bawełniane wymagają nieco więcej czasu, zatem jak są dwie noce z rzędu w tym samym hotelu warto zrobić przepierkę bez zbędnej zwłoki
2. Pojechałem w lekkich i przewiewnych butach miejskich, które znakomicie się sprawdziły. Sandały trekkingowe użyłem dwa razy i w zasadzie nie były potrzebne. Grubsze buty i kurtka czekają w samochodzie na parkingu.
3. Miałem drugą parę długich spodni, ale finalnie używałem tylko jednych bardzo lekkich i krótkich spodenek, w których teraz śmiesznie wyglądam w samolocie pdlodchodzacym do lądowania w Zurychu. Nie chciało mi się przebierać na lotnisku 😇
4. Jedna niezniszczalna średniej grubości kurtka z windstoperem znakomicie wystarczyła na całą podróż.
5. Power bank całkowicie zbędny, jak się przemieszcza samochodem nie jest potrzebny, ale mimo wszystko chyba warto zabrać, a w wersji bez wynajetego samochodu koniecznie.
6. Kosmetyki tylko niezbędne osobiste, w każdym hotelu były szampon i mydło w płynie.
7. Dobry zasilacz o mocy minimum 65W, a lepiej więcej z kilkoma wyjściami USB I USBC to konieczność, oczywiście przejściówki do lokalnych gniazdek.
8. Dron to całkowita porażka, nie użyłem go ani razu. To w dużej części moja dupow..ść, ale praktycznie w każdym miejscu w którym próbowałem zarejestrować lot w odpowiedniej aplikacji dostawałem info, że są jakieś ograniczenia 'lotnicze' i że muszę mieć osobną zgodę. Wiem, że wiele osób się nie przejmuje i lata, ale ja mam z tym problem.
9. Nikt nie weryfikował wagi bagażu podręcznego ani wagi ani rozmiarów plecaka. To nasz drugi wyjazd w tej formule do USA i dokładnie takie same odczucia. Może w innych krajach jest inaczej?
10. Kilka kart płatniczych i kredytowych plus gotówka to bardzo dobry wybór. Co prawda nie zdarzyło nam się ani razu aby nie dało się zapłacić kartą, ale czasami musiałem wypróbować więcej niż jedną. Kredytowa jest zwykle potrzebna przy wynajęciu samochodu.
11. Ceny w USA to niestety kosmos i nie ma różnicy kiedzy Nowym Jorkiem a Teksasem. Nasze ceny w PLN to nominalna cena w USD i poza paliwem, to dotyczy wszystkiego. Hotele jeszcze droższe, szczególnie jeśli szuka się lokalizacji w centrum, a przy krótkich wyjazdach po prostu szkoda czasu na dojazdy.
12. Kaucje w hotelach to standard, w zależności od hotelu potrafią zablokować od 50 do 300 USD, a zwrot to zwykle kilka dni. Czasami odliczają z kaucji jakieś wydatki hotelwe, np. parking.
13. Parkingów warto szukać poza hotelami, typowa stawka za dzień w parkingu publicznym to 15 - 25 USD, a w hotelu co najmniej dwa razy więcej.
14. AI jako wsparcie w wyjeździe. To pierwszy raz, kiedy aż tak intensywnie korzystałem z AI do podróżowania. Nie chodzi nawet o pomoc we wcześniejszym planowaniu, ale o pomoc ad'hoc, np. "co dzisiaj wieczorem dzieje się ciekawego w San Antonio". Bez zadania tego pytania nie trafilibyśmy na rodeo (ale za to nadal miałbym selfiesticka :). AI potrafi wskazać nieodległe restauracje biorąc pod uwagę preferencje, albo zaplanować wieczór. Oczywiście warto sprawdzać to co generuje AI, ale dla mnie to jest niesamowity przełom w efektywnym podróżowaniu.
KONIEC :)

Tak się jeździ sześciolitrowym Mustangiem po Florydzie. Średnia prędkość 39 mil/h czyli około 62 km/h, spalanie 31 mil z...
02/03/2026

Tak się jeździ sześciolitrowym Mustangiem po Florydzie. Średnia prędkość 39 mil/h czyli około 62 km/h, spalanie 31 mil z galona, czyli 7,59 l/100 km 😇
Cena benzyny w USA zmieniła się zasadniczo wczoraj w nocy. W Dallas tankowałem przy Walmarcie za $2,32 za galon, czyli 2,30 pln za litr. Na Florydzie cena była do wczoraj w okolicy $2,80 za galon, a w Key West $3,40 Dzisiaj w Miami cena skoczyła do $3,20, ale udało mi się jeszcze zatankować do pełna za $2,99. Warto zwrócić uwagę, że na jedynej stacji Shell przy Car Rental Center w Miami, cena dla zapominalskich to $4,99. Warto pojechać boczną drogą i zatankować kilka mil od lotniska...

02/03/2026

Niezbyt udany timelapse, ale przy wejściu na rodeo w San Antonio zabrali mi selfiestick (podobno można gonuzywac jako broni) i musiałem mocno improwizować. Mimo to wrzucam.

USA2  #15 Taniec olbrzymów w deszczu================================Dzień dobry,Właśnie rozpoczyna się ostatni dzień nas...
02/03/2026

USA2 #15 Taniec olbrzymów w deszczu
================================
Dzień dobry,

Właśnie rozpoczyna się ostatni dzień naszego pobytu w USA, ale czas na podsumowanie jeszcze przyjdzie. Wczoraj postanowiliśmy poszwędać się po Miami Beach i skorzystać z wynajętego samochodu.
Zaczęliśmy od śniadania w pobliskiej kafejce, które okazało się bardzo 'wypasione' i w zasadzie jedna porcja na nas oboje byłaby wystarczająca.
Po śniadaniu poszliśmy na parking po samochod i faktycznie za dobę zapłaciliśmy $15, czyli całkiem sporo taniej niż w hotelu. Polecam ten parking zlokalizowany na końcu jednokierunkowej NE 3rd Street, wjazd po lewej stronie, tuż przed skrzyżowaniem z NE 1st Ave. Na oko to 15 min spaceru od hotelu, ale po Miami Downtown kursuje bezpłatna kolejka Metromover, co powoduje, że nawet z bagażem nie trzeba zasuwać po chodnikach.

Pojechaliśmy w kierunku Miami Beach, co wymaga przejazdu wiaduktem wzdłuż basenu portowego, w którym wczoraj cumowało dziewięć (!) wielkich cruiserów czekających na nowych pasażerów. Oznacza to, że ponad 25 tys ludzi okrętuje się w kilka godzin na te kolosy. W praktyce oznacza to wielkie korki na wjeździe do strefy cruiserów, o czym boleśnie przekonałem się myląc zjazd na skrzyżowaniu, co spowodowało, że następne 25 minut spędziliśmy posuwając się powoli w kilkupasowym korku pełnym samochodów zmierzających do strefy 'odlotów'.
Po wyplątaniu się z korka, przejechaliśmy w końcu na South Miami Beach, gdzie udało się zaparkować.
Pogoda mocno nas zaskoczyła, mocno wiało, zachmurzenie i zaczął padać średnio mocny, acz ciepły deszcz. Po chwili przeczekania w samochodzie poszliśmy nad ocean i podziwialiśmy zacumowane w rzędzie wielkie cruisery, które przypłynęły wczesnym rankiem i będą wypływać późnym popołudniem.
Pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie i być może to spowodowało, że otoczenie Miami South Beach nie podziałało na nas jakoś bardzo pozytywnie.
Niezależnie od wiatru, zdecydowałem się na szybką kąpiel w oceanie. Wodę oceniłem na 23-24 stopnie, czyli jak się już wejdzie to jest ok. Fale niewielkie, zatem zabawy za bardzo nie było i po kilku minutach poszliśmy na spacer wzdłuż plaży. Po kilkunastu minutach, nieco znudzeni i zawiedzeni pogodą i otoczeniem, wróciliśmy do samochodu i postanowiliśmy się przejechać z po kultowej Ocean Drive i poczuć jak w Miami Vice jadąc kabrioletem z otwartym dachem. Przejażdżka nie trwała długo i polegała raczej na powolnym toczeniu się w korku. Ocean Drive było kiedyś dwukierunkową promenadą przy plaży, teraz połowa jezdni to zielona droga dla rowerów...

Po chwili przejażdżki pojechalismy na północ w poszukiwaniu bardziej dzikich części Miami Beach, ale po pół godzinie jazdy miedzy kilkudziesięciopiętrowymi apartamentowcami poddaliśmy się i już w ulewnym deszczu udało nam się wjechać na zadaszony parking centrum handlowego.

Znaleźliśmy super włoską knajpkę o swojskiej nazwie "Carpaccio", gdzie zjedliśmy przepyszną zupę i jeszce lepsze carpaccio, przyrządzone idealnie, jedno z polędwicy, a drugie z łososia, tuńczyka i ośmiornicy. Pyszności. Na zewnątrz ulewa jakiej chyba jeszcze nie przeżyliśmy udowadniała, że jesteśmy w strefie tropikalnej.

Po lunchu pojechalismy w słabnącym deszczu ponownie w kierunku South Beach, aby zobaczyć wypływające cruisery. Udało nam się trafić na wyjście jednego z największych statków pasażerskich świata, czyli Symphony of the Seas, mieszczący około 6000 pasażerów i 2200 członków załogi. Wrażenie jest niesamowite. Można poszukać na YT filmików timelapse pokazujących jak liniowce kolejno wypływają z portu, widowisko jest niesamowity, tańczące olbrzymy.

Po obserwacji wróciliśmy do hotelu i trochę odpoczęliśmy, a na koniec dnia poszliśmy na spacer po nabrzeżu Downtown Miami. Dużo zieleni w pięknym parku muzeów, a potem spacer w gwarnym Bayfront Park, pełnym sklepów i restauracji.

Wieczór zakończyliśmy pijąc prosecco na hotelowym balkonie, to nasz zwyczaj w ostatni wieczór na wakacjach. Przed nami ostatni z cruiserów zawracał w miejscu aby wypłynąć w kolejny rejs. Niestety brakło nam kilka pięter aby widzieć ten taniec w całości, cruiser schował się za pięknie oświetlonym budynku Frost Museum of Science.

Teraz szykujemy się do wyjścia z hotelu I ostatniego dnia zwiedzania.

Do usłyszenia!

USA2  #14-1 - Miami Heat====================Dzień dobry, Obudziły nas głośne krzyki dobiegające gdzieś niedaleko hotelu,...
01/03/2026

USA2 #14-1 - Miami Heat
====================
Dzień dobry,

Obudziły nas głośne krzyki dobiegające gdzieś niedaleko hotelu, a jeszce wcześnie. Myślałem, że to może młodzież wracającą z sobotniej imprezy, ale prawda okazała się bardziej prozaiczna, ponieważ podeszła hotelem przebiega trasa jakiegoś biegu, może maratonu, i krzyki to doping publiczności.

Tytuł tego odcinka odnosi się przede wszystkim do temperatury, w Miami jest strasznie gorąco i wilgotno, ale także do nazwy lokalnego zespołu NBA, którego wczorajszy mecz zablokował Downtown Miami.

Wracamy jednak do Key West. Jak wiecie dojechaliśmy tam przedwczoraj dość późno i stać nas było na dość krótki spacer, także w warunkach iście tropikalnych. Po całkiem dobrze przespanej nocy i bardzo smacznym, choć nieprzesadnie urozmaiconym śniadaniu w hotelu Ambrosia, ruszyliśmy w kierunku końca cywilizacji, czyli do słynnej "ostatniej boi" z napisem 90 mil do Kuby.
Żar lał się z nieba i po ok. 30 min marszu łapiąc cień, z potem zalewającym oczy, doszliśmy do ostatniej boi. Nie chciało nam się stać w długiej kolejce do zdjęcia, więc zrobiliśmy fotkę od tyłu 😇
Poza symbolicznym znaczeniem to miejsce nie ma żadnego innego sensu.

Po drodze minęliśmy dom Hemmingwaya, ale jakoś nas to nie wciągnęło i przeszliśmy mimo.

Wróciliśmy do hotelu I trzeba było się zbierać, check-out w amerykańskich hotelach jest standardowo o 11-tej i po krótkim ochłonięciu pod klimą, zakończyliśmy naszą wizytę w całkiem ładnym Key West.

Dołączyliśmy do całkiem znacznej grupy odwiedzających to miejsce, którzy podsumowują go "można, tylko po co".
Jeśli lubisz imprezować w licznych klubach, w dzień długo śpisz i masz wyrąbane na setki kilometrów dojazdu, to warto. W przeciwnym wypadku warto się zastanowić, czy na Florydzie nie ma ciekawszych miejsc.

W drodze powrotnej zaliczyliśmy kilka przystanków, np. No Name Bar, który jest znany z wyklejania wnętrza jednodolarowymi banknotami przez odwiedzających, a dodatkowo z podawania piwa w plastikowym kubeczku o pojemności max 200ml napełnionym do max 150ml, a opisanym w menu i wycenionym jako 12oz, czyli 350 ml.... Ludzie walą do ciemnego wnętrza ciągłym strumieniem, to ewidentnie kultowe miejsce.

Potem siedmiomilowy most, czyli spacer po odremontowanym kawałku starego mostu z widokiem na nowy, także w upale.
Następnie karmienie tarponów (spore ryby) i bliskie spotkanie z manatami. Na koniec zdjęcie po wielkim homarem i lunch w Twisted Shrimps, które były smaczne, ale niezbyt zakręcone 😉

Na tym zakończyła się nasza przygoda z Key West i około 18:30 trafiliśmy do zatłoczonego centrum Miami.
Udało się znaleźć parking za $15 dziennie, co daje $30 oszczędności w stosunku do oferty naszego hotelu.

Na tym na razie kończę, Miami będziemy eksplorowali dzisiaj i jutro.

Do usłyszenia!

Cześć, mam do sprzedania bilet na koncert Al Di Meola w niedzielę 8 marca o 20-tej w NOSPR Katowice. Bilet jest wystawio...
01/03/2026

Cześć, mam do sprzedania bilet na koncert Al Di Meola w niedzielę 8 marca o 20-tej w NOSPR Katowice. Bilet jest wystawiony na AleBilet, ale mogę go sprzedać bezpośrednio. Niestety z przyczyn osobistych nie pasuje mi ten termin.

Co do ceny jestem elastyczny 😇

Prośba o udostępnienie i kontakt via messenger jeśli ktoś jest zainteresowany.

28/02/2026
28/02/2026

Everglades

USA2  #14(?) - bagna, aligatory i koniec cywilizacji=========================Dzień dobry,Właśnie wstało słońce na połudn...
28/02/2026

USA2 #14(?) - bagna, aligatory i koniec cywilizacji
=========================
Dzień dobry,

Właśnie wstało słońce na południowym końcu cywilizacji, czyli w Key West. Przyjechalismy wczoraj po cholernie długiej i nudnej podróży z Everglades. Nudnej, bo podróżowanie 300+ km z prędkością max 90km/h jest naprawdę nużące. W tym (k)raju te ograniczenia są zupełnie niepasujące do koncepcji ogólnej wolności jednostki, ale to nie jest jedyna niekonsekwencja (np. trzeba zapinać pasy).

Jeszcze kwestia numeracji, ten krótki odcinek ma numer 14, a poprzedni był dwunasty. Cóż, jeśli wszedłeś między wrony, tutaj faktycznie nie ma 13- go piętra w hotelach, czy 13-go rzędu w większości samolotów, taki zwyczaj.

Ale wracamy do wczorajszego dnia, który zaczął się od szybkiej wizyt w 7/11, gdzie za sensowne pieniądze można kupić ciepłe śniadanie dla dwóch osób do zjedzenia w samochodzie. Energicznie, bo nie da się szybko, ruszyliśmy do miasteczka Everglades, w którym zarezerwowałem (trochę bez sensu) nasz pakiet zwiedzania obszaru Everglades. Mieliśmy kupione trzy elementy pakietu, 50 minutowy przejazd airboatem, czyli kultową płaskodenką z silnikiem V8 i wielkim śmigłem, 1,5 godzinny rejs statkiem po obszarze TenThousandIslands i zwiedzanie farmy aligatorów. Wszystko kupione w Captain Jack's Airboat Rides, ale jak się okazało, tylko rejs airboatem był organizowany przez nich, reszta to inni operatorzy, a Captain Jakck jest brokerem. Pewnie można lepiej to ogarnąć kupując bilety osobno, jednak to wymaga myślenia z duzym wyprzedzeniem, czego u mnie niestety zabrakło. Za rezerwację biletów zabrałem się z dwudniowym wyprzedzeniem, co okazało się zdecydowanie za mało i po prostu nie było już wolnych miejsc 😐i wziąłem to co było dostępne.
Co ważne miejsc na przejażdżki airboatem jest mnóstwo w okolicy Miami i nie trzeba jeździć do Everglades, ale niestety nie zwróciłem na to wystarczającej uwagi. Ale jest jeszcze jedna ważna różnica. Jeśli wybierzecie airboata blisko Miami, to będziecie się ślizgać głównie po otwatych rozlewiskach, czyli kanałach wśród wysokich traw.

Blisko Everglades, airboaty ślizgają się po kanałach wśród mangrowców, które tworzą piękne tunele. Z pewnością inne wrażenia i być może, jesli macie więcej czasu, można spróbować obu wersji. My nie mieliśmy i wybraliśmy, trochę przypadkiem wersję z mangrowcami.

Gdybyście planowali taki wyjazd, to rezerwujcie takie atrakcje ze znacznie większym wyprzedzeniem. Podobnie z Kennedy Space Center, jeśli chcecie dołączyć do zwiedzania kompleksu w małym busie z przewodnikiem, tzw. pakiet VIP, który kosztuje dodatkowo około $30 od osoby, to także trzeba to załatwić z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem, także do tego podszedłem za późno 😐

Ale wracamy do Everglades. Wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane i po podpisaniu kilkunastu (literalnie) stron różnych zgód, może na wykorzystanie szczątków pozostawionych przez aligatory, wsiedliśmy na 6 osobowego (są różnej wielkości) airboata i rycząc silnikiem pod oknami pięknych rezydencji popłynęliśmy kanałami mangrowców. Wrzucę filmik, który w części oddaje atmosferę, jest zabawnie. Ale nie liczcie na obserwacje fauny, wyjacy strasznie silnik płoszy wszytko, airboatów operujących równocześnie jest chyba kilkanaście. Po prostu fajna zabawa.

Po powrocie z airboata, przejechaliśmy kilka km na wybrzeże, gdzie po 30 minutowy oczekiwaniu w upale, zaokrętowaliśmy się na średniej wielkości stateczek, który zabrał nas ba 1,5 godzinny rejs między wyspami u zachodnich wybrzeży Florydy. Przyjemnie, bez wielkich emocji, widzieliśmy mangrowce, sporo różnych ptaków i delfiny. W miarę ciekawe.

Ostatnią częścią wycieczki była wizyta na farmie aligatorów, która znajduje się na jedynej drodze do Everglades, kilka km w kierunku Miami. Nie spędziliśmy tam zbyt wiele czasu, musielibyśmy czekać 45 minut na pokaz karmienia aligatorów, a czas nas nieco gonił i obejrzeliśmy dość szybko całkiem duże okazy aligatorów i krokodyli amerykańskich (są, ale jest ich bardzo mało). Najsmutniejszy widok to dwa potężne tygrysy w niezbyt wielkich klatkach - nie wiem skąd i dlaczego w takim miejscu.
Po około 30 minutach ruszyliśmy w drogę do Key West.

Po drodze jeszcz obiad w super miejscu El Toro Loco Ranch, gdzie zjedliśmy przepyszny stek 'picanha' i kotleciki jagnięce. Miejsce zdecydowanie warte polecenia, choć do najtańszych nie należy..

A potem kilka godzin super nudnej jazdy w kierunku Key West, niestety najciekawsze fragmenty, czyli np. Steven Mile Bridge przejeżdżaliśmy już po ciemku, i po 20-tej dotarliśmy do Key West. Wrażenia z tego miasta przekażę w kolejnym, już przedostanim wpisie.

Do usłyszenia!

Adres

Złotow
77-400

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka:

Udostępnij

Kategoria