Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka

Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka Fotografie z podróży i wyjazdów w różne strony świata

13/08/2026
Niesamowite przeżycie
12/08/2026

Niesamowite przeżycie

No i jeszcze sernik baskijski
05/04/2026

No i jeszcze sernik baskijski

05/04/2026

Coroczna tradycja rodzinna, krojenie MURZINA (potrawa wielkanocna z rejonu Śląska Cieszyńskiego)

USA2  #16 - To już jest koniec, nie ma już nic... Poza wspomnieniami i zdjęciami ===============================Dzień do...
04/03/2026

USA2 #16 - To już jest koniec, nie ma już nic... Poza wspomnieniami i zdjęciami
===============================
Dzień dobry,

Samolot przelatywał właśnie na południe od Wielkiej Brytanii gładko sunąc w kierunku Zurychu kiedy zacząłem pisać ostatnią relację. Lot do Miami trwał ponad dziesięć godzin, a powrót niewiele ponad osiem. Taka jest siła wiatrów na naszej półkuli.
Publikuję ją już z domku, do którego dotarliśmy wczoraj późnym wieczorem.

Ostatni dzień w Miami zaczęliśmy od kąpieli w hotelowym basenie ulokowanym na 14 piętrze, mniej więcej w jednej czwartej wysokości budynku, który jest apartamentowcem z wbudowanym hotelem. Wygląda to dość ciekawie, w wysokim budynku jest otwór o szerokości kilkunastu i wysokości kilkudziesięciu metrów, w którym znajduje się basen z pięknym widokiem na basen portowy i park z muzeum techniki. Leżąc w podgrzewanej wodzie można obserwować cruisery w porcie, choć nie ze zbyt wielkiej wysokości. Fajne...
Śniadanie kupiłem na wynos w pobliskiej kafejce i po konsumpcji i krótkim spacerze fotograficznym musieliśmy się wyczekować.

Naszym celem było Wynwood, dzielnica murali. Faktycznie, po zaparkowaniu przy ulicy właściwie na każdym kawałku ściany znajdowały się bardzo różne murale tworząc kolorowy obraz. Obeszliśmy spacerowym krokiem kilka przecznic podziwiając murale i pojechalismy do drugiej znanej dzielnicy, czyli Little Havana.

Faktycznie, w kolumbijskiej restauracji, w której zakończyliśmy zwiedzanie, chyba tylko jeden kelner mówił po angielsku. Wcześniej pospacerowaliśmy około 40 minut obserwując starszyznę grającą w warcaby i w szachy na niewielkim placyku, a także kolorowe sklepy na Calle Ocho, głównej arterii dzielnicy. Z pewnością warto było ją odwiedzić ciekawe miejsce.

Na koniec naszego pobytu w Miami wróciliśmy z powrotem nad basen portowy, aby z bliska zaobserwować jak olbrzymi cruiser zawraca w miejscu w najszerszym miejscu kanału. Widok jest magiczny, kiedy kilkusetmetrowy i kilkunastopiętrowy potwór obraca się o 360 stopni korzystając z silników strumieniowych. Warto to zobaczyć. Mało profesjonalny timelapse wrzuciłem już na stronę.

Na tym zakończyliśm naszą dość długą podróż. Co do ogólnej oceny, to jak zawsze warto było pojechać, aby zobaczyć coś nowego. Mardi Gras w Nowym Orleanie to fantastyczne święto, które w zielono-fioletowo-złotych kolorach wypełnia życiem to i tak żywe i ładne miasto.

Teksas także jest wart zobaczenia, Dallas na plus, San Antonio na duży plus, a Austin moim zdaniem można odpuścić kosztem Houston, o ile chce się zobaczyć centrum lotów kosmicznych. Ponieważ mieliśmy w planach wizytę w Kennedy Space Center na Florydzie, zrezygnowaliśmy z tego miasta.

Floryda jest bardzo duża, a jej zwiedzanie nie jest proste. Wydaje się, sposób jaki wybraliśmy, czyli przejazd od Jacksonville do Miami ma sens, można zobaczyć sporo po drodze. Zdecydowanie warte zobaczenia jest kolorowe St. Augustine i Kennedy Space Center. Warto także odwiedzić jedno lub więcej 'springs' i spędzić w nich kilka godzin. Warto także wypróbować przejazd airboatem po Everglades. Czy warto płynąć statkiem, albo zwiedzić farmę aligatorów, to już do własnej decyzji.

Najwięcej wątpliwości to odwiedziny w Key West. Droga z Miami jest bardzo długa i męcząca, a w samym Key West naszym zdaniem nie ma nic wartego zobaczenia, ceny hoteli są astronomiczne.

Zastanowię się jeszcze nad dokładniejszym podsumowaniem tego wyjazdu, jednak nie nastawiam się na to za bardzo, bo dotychczas po wcześniejszych wyjazdach nie udawało mi się tego zrobić 😇

To by było na tyle, za 55 min ladujemy w Zurychu i po dwóch godzinach lecimy do Berlina, skąd tylko 4 godziny do domu.

Do usłyszenia z kolejnego wyjazdu!

PS. jednak kilka zdań podsumowania od strony technicznej.
1. Podróżowanie na lekko jest świetne i wydaje się, do zrealizowania nawet w kierunki o bardziej zróżnicowanej pogodzie. Odpowiednie koszule, szczególnie koszule z technicznego materiału wysychają w jedną noc. Ubrania bawełniane wymagają nieco więcej czasu, zatem jak są dwie noce z rzędu w tym samym hotelu warto zrobić przepierkę bez zbędnej zwłoki
2. Pojechałem w lekkich i przewiewnych butach miejskich, które znakomicie się sprawdziły. Sandały trekkingowe użyłem dwa razy i w zasadzie nie były potrzebne. Grubsze buty i kurtka czekają w samochodzie na parkingu.
3. Miałem drugą parę długich spodni, ale finalnie używałem tylko jednych bardzo lekkich i krótkich spodenek, w których teraz śmiesznie wyglądam w samolocie pdlodchodzacym do lądowania w Zurychu. Nie chciało mi się przebierać na lotnisku 😇
4. Jedna niezniszczalna średniej grubości kurtka z windstoperem znakomicie wystarczyła na całą podróż.
5. Power bank całkowicie zbędny, jak się przemieszcza samochodem nie jest potrzebny, ale mimo wszystko chyba warto zabrać, a w wersji bez wynajetego samochodu koniecznie.
6. Kosmetyki tylko niezbędne osobiste, w każdym hotelu były szampon i mydło w płynie.
7. Dobry zasilacz o mocy minimum 65W, a lepiej więcej z kilkoma wyjściami USB I USBC to konieczność, oczywiście przejściówki do lokalnych gniazdek.
8. Dron to całkowita porażka, nie użyłem go ani razu. To w dużej części moja dupow..ść, ale praktycznie w każdym miejscu w którym próbowałem zarejestrować lot w odpowiedniej aplikacji dostawałem info, że są jakieś ograniczenia 'lotnicze' i że muszę mieć osobną zgodę. Wiem, że wiele osób się nie przejmuje i lata, ale ja mam z tym problem.
9. Nikt nie weryfikował wagi bagażu podręcznego ani wagi ani rozmiarów plecaka. To nasz drugi wyjazd w tej formule do USA i dokładnie takie same odczucia. Może w innych krajach jest inaczej?
10. Kilka kart płatniczych i kredytowych plus gotówka to bardzo dobry wybór. Co prawda nie zdarzyło nam się ani razu aby nie dało się zapłacić kartą, ale czasami musiałem wypróbować więcej niż jedną. Kredytowa jest zwykle potrzebna przy wynajęciu samochodu.
11. Ceny w USA to niestety kosmos i nie ma różnicy kiedzy Nowym Jorkiem a Teksasem. Nasze ceny w PLN to nominalna cena w USD i poza paliwem, to dotyczy wszystkiego. Hotele jeszcze droższe, szczególnie jeśli szuka się lokalizacji w centrum, a przy krótkich wyjazdach po prostu szkoda czasu na dojazdy.
12. Kaucje w hotelach to standard, w zależności od hotelu potrafią zablokować od 50 do 300 USD, a zwrot to zwykle kilka dni. Czasami odliczają z kaucji jakieś wydatki hotelwe, np. parking.
13. Parkingów warto szukać poza hotelami, typowa stawka za dzień w parkingu publicznym to 15 - 25 USD, a w hotelu co najmniej dwa razy więcej.
14. AI jako wsparcie w wyjeździe. To pierwszy raz, kiedy aż tak intensywnie korzystałem z AI do podróżowania. Nie chodzi nawet o pomoc we wcześniejszym planowaniu, ale o pomoc ad'hoc, np. "co dzisiaj wieczorem dzieje się ciekawego w San Antonio". Bez zadania tego pytania nie trafilibyśmy na rodeo (ale za to nadal miałbym selfiesticka :). AI potrafi wskazać nieodległe restauracje biorąc pod uwagę preferencje, albo zaplanować wieczór. Oczywiście warto sprawdzać to co generuje AI, ale dla mnie to jest niesamowity przełom w efektywnym podróżowaniu.
KONIEC :)

Tak się jeździ sześciolitrowym Mustangiem po Florydzie. Średnia prędkość 39 mil/h czyli około 62 km/h, spalanie 31 mil z...
02/03/2026

Tak się jeździ sześciolitrowym Mustangiem po Florydzie. Średnia prędkość 39 mil/h czyli około 62 km/h, spalanie 31 mil z galona, czyli 7,59 l/100 km 😇
Cena benzyny w USA zmieniła się zasadniczo wczoraj w nocy. W Dallas tankowałem przy Walmarcie za $2,32 za galon, czyli 2,30 pln za litr. Na Florydzie cena była do wczoraj w okolicy $2,80 za galon, a w Key West $3,40 Dzisiaj w Miami cena skoczyła do $3,20, ale udało mi się jeszcze zatankować do pełna za $2,99. Warto zwrócić uwagę, że na jedynej stacji Shell przy Car Rental Center w Miami, cena dla zapominalskich to $4,99. Warto pojechać boczną drogą i zatankować kilka mil od lotniska...

02/03/2026

Niezbyt udany timelapse, ale przy wejściu na rodeo w San Antonio zabrali mi selfiestick (podobno można gonuzywac jako broni) i musiałem mocno improwizować. Mimo to wrzucam.

USA2  #15 Taniec olbrzymów w deszczu================================Dzień dobry,Właśnie rozpoczyna się ostatni dzień nas...
02/03/2026

USA2 #15 Taniec olbrzymów w deszczu
================================
Dzień dobry,

Właśnie rozpoczyna się ostatni dzień naszego pobytu w USA, ale czas na podsumowanie jeszcze przyjdzie. Wczoraj postanowiliśmy poszwędać się po Miami Beach i skorzystać z wynajętego samochodu.
Zaczęliśmy od śniadania w pobliskiej kafejce, które okazało się bardzo 'wypasione' i w zasadzie jedna porcja na nas oboje byłaby wystarczająca.
Po śniadaniu poszliśmy na parking po samochod i faktycznie za dobę zapłaciliśmy $15, czyli całkiem sporo taniej niż w hotelu. Polecam ten parking zlokalizowany na końcu jednokierunkowej NE 3rd Street, wjazd po lewej stronie, tuż przed skrzyżowaniem z NE 1st Ave. Na oko to 15 min spaceru od hotelu, ale po Miami Downtown kursuje bezpłatna kolejka Metromover, co powoduje, że nawet z bagażem nie trzeba zasuwać po chodnikach.

Pojechaliśmy w kierunku Miami Beach, co wymaga przejazdu wiaduktem wzdłuż basenu portowego, w którym wczoraj cumowało dziewięć (!) wielkich cruiserów czekających na nowych pasażerów. Oznacza to, że ponad 25 tys ludzi okrętuje się w kilka godzin na te kolosy. W praktyce oznacza to wielkie korki na wjeździe do strefy cruiserów, o czym boleśnie przekonałem się myląc zjazd na skrzyżowaniu, co spowodowało, że następne 25 minut spędziliśmy posuwając się powoli w kilkupasowym korku pełnym samochodów zmierzających do strefy 'odlotów'.
Po wyplątaniu się z korka, przejechaliśmy w końcu na South Miami Beach, gdzie udało się zaparkować.
Pogoda mocno nas zaskoczyła, mocno wiało, zachmurzenie i zaczął padać średnio mocny, acz ciepły deszcz. Po chwili przeczekania w samochodzie poszliśmy nad ocean i podziwialiśmy zacumowane w rzędzie wielkie cruisery, które przypłynęły wczesnym rankiem i będą wypływać późnym popołudniem.
Pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie i być może to spowodowało, że otoczenie Miami South Beach nie podziałało na nas jakoś bardzo pozytywnie.
Niezależnie od wiatru, zdecydowałem się na szybką kąpiel w oceanie. Wodę oceniłem na 23-24 stopnie, czyli jak się już wejdzie to jest ok. Fale niewielkie, zatem zabawy za bardzo nie było i po kilku minutach poszliśmy na spacer wzdłuż plaży. Po kilkunastu minutach, nieco znudzeni i zawiedzeni pogodą i otoczeniem, wróciliśmy do samochodu i postanowiliśmy się przejechać z po kultowej Ocean Drive i poczuć jak w Miami Vice jadąc kabrioletem z otwartym dachem. Przejażdżka nie trwała długo i polegała raczej na powolnym toczeniu się w korku. Ocean Drive było kiedyś dwukierunkową promenadą przy plaży, teraz połowa jezdni to zielona droga dla rowerów...

Po chwili przejażdżki pojechalismy na północ w poszukiwaniu bardziej dzikich części Miami Beach, ale po pół godzinie jazdy miedzy kilkudziesięciopiętrowymi apartamentowcami poddaliśmy się i już w ulewnym deszczu udało nam się wjechać na zadaszony parking centrum handlowego.

Znaleźliśmy super włoską knajpkę o swojskiej nazwie "Carpaccio", gdzie zjedliśmy przepyszną zupę i jeszce lepsze carpaccio, przyrządzone idealnie, jedno z polędwicy, a drugie z łososia, tuńczyka i ośmiornicy. Pyszności. Na zewnątrz ulewa jakiej chyba jeszcze nie przeżyliśmy udowadniała, że jesteśmy w strefie tropikalnej.

Po lunchu pojechalismy w słabnącym deszczu ponownie w kierunku South Beach, aby zobaczyć wypływające cruisery. Udało nam się trafić na wyjście jednego z największych statków pasażerskich świata, czyli Symphony of the Seas, mieszczący około 6000 pasażerów i 2200 członków załogi. Wrażenie jest niesamowite. Można poszukać na YT filmików timelapse pokazujących jak liniowce kolejno wypływają z portu, widowisko jest niesamowity, tańczące olbrzymy.

Po obserwacji wróciliśmy do hotelu i trochę odpoczęliśmy, a na koniec dnia poszliśmy na spacer po nabrzeżu Downtown Miami. Dużo zieleni w pięknym parku muzeów, a potem spacer w gwarnym Bayfront Park, pełnym sklepów i restauracji.

Wieczór zakończyliśmy pijąc prosecco na hotelowym balkonie, to nasz zwyczaj w ostatni wieczór na wakacjach. Przed nami ostatni z cruiserów zawracał w miejscu aby wypłynąć w kolejny rejs. Niestety brakło nam kilka pięter aby widzieć ten taniec w całości, cruiser schował się za pięknie oświetlonym budynku Frost Museum of Science.

Teraz szykujemy się do wyjścia z hotelu I ostatniego dnia zwiedzania.

Do usłyszenia!

Adres

Złotow
77-400

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Fotografia podróżnicza - Bartek Ślęczka:

Skróty

Udostępnij

Kategoria