05/06/2025
Żarek to wieś w województwie dolnośląskim, która istniała tylko do lat 70. XX wieku. Mimo że przez wieki prężnie się rozwijała, dzisiaj nikt już o niej nie pamięta, a pozostałości znajdują się głęboko pod wodą. W 1977 roku mieszkańców wysiedlono, a cały teren zalano pod budowę zbiornika retencyjnego. Żarek to nieistniejąca dziś miejscowość na Dolnym Śląsku, która 100 lat temu uchodziła za prężnie rozwijającą się wieś. Jej chlubą był okazały pałac, a największą zaletą zjawiskowe krajobrazy z pogórzem Kaczawskim na czele. Do niedawna Żarek znajdował się kilkanaście metrów pod taflą wody, w końcu jednak naszym oczom ukazały się jego fragmenty.. Dumą lokalnej społeczności był okazały i bogato zdobiony pałac w Brachowie (Brachów nie istniejąca wieś obok). Pierwszy budynek w tym miejscu wzniesiono prawdopodobnie w XV wieku. W 1811 roku kupił go Carl Friedrich Ernst von Richthofen. To w tym pałacu przebywał pruski feldmarszałek Gebhard von Blücher - ten sam, który dowodził armią pruską m.in. podczas legendarnej bitwy pod Waterloo, w której klęskę poniósł sam Napoleon Bonaparte. Blücher podczas pobytu w pałacu w Brachowie dowiedział się o nadciągających siłach francuskich i zaplanował bitwę nad Kaczawą (1813).właścicieli działki, na której znajduje się. m.in. kapliczka. Przekazana mieszkańcom wsi przez Niemców legenda o podziemnym przejściu z kościoła w Słupie do kaplicy we wsi Żarek. Podobno z kościoła w Słupie prowadziło podziemne przejście aż do kaplicy we wsi Żarek, która była częścią klasztoru, w którym żyły zakonnice o tak surowej regule, że nie wolno im było nawet się pokazać wśród ludzi i dlatego szły do słupskiego kościoła owym tajemniczym, podziemnym korytarzem. W ścianę kościoła wmurowano tablicę nagrobkową z 1555 r. przedstawiającą postać niewieścią w starodawnym stroju, który wygląda tak, jakby miała zawiązane usta. Nad tablicą znajdowało się dawniej małe zakratowane okienko. Było to prawdopodobnie miejsce pokuty lub kaźni jakiejś kobiety, która dopuściła się zdrady tajemnicy. Niemcy bardzo czcili rosnące za wioską drzewo nazywane Wunder kiefer - cudowna sosna. Stał przy nim krzyż . Przekazali Polakom opowieść o zasadzeniu sosny w trakcie zakładu - jest Bóg czy nie ma - jeżeli jest to drzewo wyrośnie. Oczywiście wyrosła okazała sosna z korzeniami w miejscu konarów, były na niej zielone igły. Nikt nie rozumiał, co oznacza przepowiednia, że drzewo uschnie, gdy wioska zniknie. Zrozumieliśmy to w roku, kiedy zaczęto wysiedlanie wioski. Krzyż, który Żarkowianie stawiali w miejscu poprzedniego - spróchniałego i zawalonego w czasie burzy - stoi do dziś.
******Ludzie z wioski opowiadali również o spotykanym za wioską w okolicach fabryki - ogromnym wężu grubym jak ręka i tak długim, że zajmował szerokość drogi /ok.3,5-4 metrów. Konie na widok węża podobno płoszyły się. Prawdopodobnie pochodził z rozbitego wskutek działań wojennych - terrarium pałacowego, zimował pod zabudowaniami fabryki, gdzie było ciepło.
Nie bawem Dodam 2 część Artykułu o tej miejscowości I nie tylko . Między innymi wspomnienia i fotografie polskiej Ludności która osiedlała się tu przybywając z Kresów po zakończonej II wojnie światowej.
❗️❗️❗️Jeśli podobał Ci się ten Post Polub i Udostępnij ❗️❗️❗️ ZAOBSERWUJ STRONĘ BY NIE OMINĄĆ KOLEJNYCH CIEKAWYCH FOTOGRAFI I HISTORI ❗️❗️❗️😊