03/11/2021
Kochane Istoty ❤
Z delikatnym opóźnieniem wrzucam w internety swój największy jak do tej pory ładunek 'emocjonalności fotograficznej'.
Mimo że wszystko co tu poniżej przeczytacie i zobaczycie ma wydźwięk raczej smutny, dla mnie było cudownym i odkrywczym doznaniem.
Projekt powstawał prawie przez rok i przez cały ten czas był udręką - ukrywaniem wnętrza, wyrzygiwaniem go, poszukiwaniem, zatracaniem, byciem i nie byciem.
Nie byciem jako ja, jako twórca, jako ktokolwiek nawet.
Nie potrafiłam stworzyć nic poza stworzeniem czegoś o tym, że nie umiem stworzyć nic.
Przedziwne było czerpanie wody ze studni, w której nie ma wody. A najdziwniejsze było nabranie tej wody i napicie się jej.
Jakby lepiej,
jakby coś niewidocznego, rozpalonego do bólu zgasło, ugaszone obrazem samego siebie.
Teraz to wszystko jest dla mnie doświadczeniem czegoś w charakterze terapii fotografią, pogodzeniem, uwolnieniem. Zwieńczeniem całej tej męki był wernisaż w Sokołowsku, na którym otrzymałam tak dużo pozytywnych wibracji, że moja głowa była na zupełnym odlocie - stąd nie mam żadnych takich fajnych zdjęć z pracami i sobą i ludźmi i winem i uściskami dłoni :)
Ludzie, róbcie Sztukę. 🤗 😇
Jeżeli chciałbyś chciałabyś przyozdobić swoje ściany wydrukiem którejś fotografii z poniższego cyklu, istnieje możliwość ich zakupu. 🙃