Coś na ścianę - fotografia do wnętrz

Coś na ścianę - fotografia do wnętrz Oprawione (lub nie) zdjęcia, kolorowe i czarno-białe. Szeroka tematyka. Zapraszam, Maciek Bielawski

Aukcja świąteczna na rzecz Otwarte Klatki - [zakończona! Dziękuję wszystkim za zaangażowanie]Wystawiam na aukcję zdjęcie...
07/12/2023

Aukcja świąteczna na rzecz Otwarte Klatki -

[zakończona! Dziękuję wszystkim za zaangażowanie]

Wystawiam na aukcję zdjęcie „Gąska podróżująca tramwajem nr 2”.

Zdjęcie zostanie wydrukowane na wysokiej jakości papierze (druk pigmentowy) i oprawione w drewnianą ramę z passe-partout. Format zdjęcia ok. 30x40 cm, format ramy ok. 45x56 cm. Na passe-partout podpis autora plus informacja „1/1”, co oznacza, że zdjęcie zostanie wydrukowane tylko w jednym egzemplarzu.

Zwycięzca może wybrać mniejszy format.

Z osobą, która zaoferuje najwyższą kwotę i zrobi przelew z tytułem „Darowizna” na rzecz Stowarzyszenia Otwartych Klatek
skontaktuję się w celu ustalenia szczegółów dotyczących wysyłki.
Cena wywoławcza 50 zł. Do licytacji zapraszam w komentarzach.
Koniec aukcji: 24 grudnia, godzina 12:00.

Dziękuję!

Dane do przelewu:
Stowarzyszenie Otwarte Klatki
Nr rachunku: 81 2030 0045 1110 0000 0257 1960

Zapiski fotograficzne (4)Dawno temu, w drugiej połowie latach 90., miałem na studiach kolegę. Był wcieleniem dobra, skry...
10/03/2023

Zapiski fotograficzne (4)

Dawno temu, w drugiej połowie latach 90., miałem na studiach kolegę. Był wcieleniem dobra, skrytym marzeniem zatroskanej matki rozważającej idealnego kandydata na męża dla córki: miły, uczynny, skromny. Z doskonałym poczuciem humoru. Tak zwana wzorcowa kindersztuba. Przy okazji zdolny i bardzo pilny. Nie sposób było go nie lubić. A jak by tego było mało - służył do mszy jako lektor.

Miałem też drugiego kolegę, który słuchał metalu, nosił długie włosy, a był przy tym również miły, sympatyczny i zdolny… choć może niezbyt pilny, bo przecież trudno mieć wszystko. Chadzał w dżinsowej kurtce z logiem „Paradise Lost” na plecach.

Kilka lat później zrobiłem w Londynie poniższe zdjęcie. Napis na koszuli wracającego z zakupów mężczyzny zobaczyłem dopiero po wywołaniu negatywu. Naciskając spust migawki, skupiałem się bowiem na wystawie domu towarowego Harrods, a ogolony na łyso mężczyzna dobrze skomponował mi się z taką też głową zamkniętej w witrynie „modelki”.

*

Ale wracając do historii z lat 90.: staliśmy raz - ja i kolega w dżinsowej kurtce - na korytarzu instytutu. Podszedł do nas „lektor”, że go tak roboczo na potrzeby tej historii nazwę, i zwrócił się do „metala” tymi słowy: czy kolega jest fanem Miltona?

Zapiski fotograficzne (3)Moje pierwsze skojarzenie z Berlinem to David Bowie i jego dwa (z trzech, nazywanych trylogią b...
07/03/2023

Zapiski fotograficzne (3)

Moje pierwsze skojarzenie z Berlinem to David Bowie i jego dwa (z trzech, nazywanych trylogią berlińską) albumy: „Low” i „Heroes”.

Gdy chodzę po Berlinie, mam wrażenie, że idę jego śladami. Mam wrażenie, że w dźwiękach berlińskiej ulicy słyszę chłodne syntezatory z „Sound and Vision”. Myślę o tym mieście jak o jego mieście. I z tą myślą próbuję się szwendać bez celu.

Ale raz obieram cel. Jadę do dzielnicy Schöneberg, do miejsca, gdzie wcześniejsze „wrażenie” ustępuje już absolutnej pewności. To kamienica przy Hauptstrasse 155. Tu mieszkał. Fragmenty budynku można zobaczyć na teledysku do piosenki „Where are we now?”. Na ścianie bramy wiodącej na podwórze ktoś napisał „David Bowie was here”. Obok knajpa z jego portretem w witrynie. Wydaje mi się, że nie jestem tu sam. Że ludzie, którzy przechodzą, którzy zatrzymują się, są tu w tym samym celu. Odchodzę zmęczony kumulacją wrażeń; trafiam na skwerek z wygodnymi ławkami. Siadam z poczuciem spełnienia i trudnego do opisania wzruszenia. Trudno powiedzieć, czy ławki były tu za jego czasów. A jeśli były? Na pewno zdarzało mu się na nich przysiąść.

I jeszcze obrazek z Potsdamer Platz - wzmiankowanego na początku piosenki „Where are we now?”. Wyrasta przede mną niespodziewanie. Teraz wygląda inaczej, jak cały Berlin zresztą, jak wszystkie miasta po dekadach. Ale i w tym miejscu czuję jego obecność, tym bardziej, że pora wieczorna, idealna, by szukać miejsca w jednym z nocnych klubów. Być może z Iggim Popem.

No cóż, proszę wybaczyć mi to fanostwo. W tym wieku… kto to widział!? – skarciłaby mnie babcia i na pewno trudno byłoby jej zrozumieć, że w 2003 roku chciało mi się jechać aż do Berlina na jego koncert. Choć wiedziałem, że nie można robić zdjęć, zaryzykowałem. Niestety… ochroniarz zaprowadził mnie do pokoju, w którym na wielkim stole leżały dziesiątki aparatów. Wyciągnął karteczkę z numerem, jedną jej część przykleił na mojego nikona, drugą wręczył mi z uwagą, żeby nie zgubić. Przez pierwsze dwie piosenki martwiłem się o ten skrawek papieru, potem już zapomniałem i o karteczce, i o aparacie. Straciły jakiekolwiek znaczenie.

Zapiski fotograficzne (2)Ostatni tydzień wakacji spędzam nad morzem. Czuję się niczym bohater piosenki Zbigniewa Wodecki...
03/03/2023

Zapiski fotograficzne (2)

Ostatni tydzień wakacji spędzam nad morzem. Czuję się niczym bohater piosenki Zbigniewa Wodeckiego, który wpadł w pętlę powrotów. Przytrafia mi się to od lat. Kiedyś wracałem do Pobierowa. Teraz wracam do Rowów.

Z roku na rok czuję się tu coraz bardziej swój, coraz bardziej zadomowiony. Zastany w typowych sytuacjach. Na dobrze rozpoznanym terytorium. Te same leśne ścieżki, te same ośrodki - niektóre pamiętają złote czasy Funduszu Wczasów Pracowniczych. Ulubiona pizzeria z hitami italo disco. Toaleta przy plaży i strzałka informująca o odległości: „WC 50 m. Biegiem 25 m”. Mijani ludzie, wydaje mi się, że pamiętam ich twarze. Ta sama Żabka otwarta tylko w sezonie. Stołówka i mężczyzna w fartuchu podający zupę na wynos zawsze w podwójnej foliówce. Wiecznie nieczynna budka ze słodkimi bułkami. Wędzarnia, przy której pies zaczyna wariować. Pięćdziesięciocentymetrowe zapiekanki, uliczny grajek całym sobą śpiewający Louisa Armstronga, namiot z tanimi książkami i filmem „Wspólny pokój” Wojciecha Hasa za pięć złotych oraz chłopaczek, u którego rok po roku zamawiam pocztówkę z wklejonym nań, zrobionym na poczekaniu, własnym zdjęciem. I kawiarnia zaraz przy zejściu na plażę.

Tego dnia przysłuchuję się tam rozmowie dwóch kobiet.

Czegoś takiego jeszcze nie widziały.
Mleko po prostu.
Nie ma co siedzieć.
Przyszły na kawę.
Zmieniają temat.

Kilka minut później wchodzę w to coś, w to mleko o podwyższonej zawartości tłuszczu. Widok, który burzy wszystkie porządki; rozpływa się w nim cała przewidywalność, jaką hodowałem w sobie latami. Widoczność na kilka metrów. Mgła, o której będą pisać w gazetach.

I ten mężczyzna za parawanem. Mógł się właśnie obudzić z przedpołudniowej drzemki. A gdy zasypiał, panowały dobrze znane warunki. Zasypiał na rozpoznanym terytorium.

Teraz patrzy na niewidoczny horyzont i klnie pod nosem, zaskoczony sytuacją.

A ja po zrobieniu zdjęcia mu w tym kibicuję. Bo widzę się za tym parawanem. Może to nawet ja jestem, może za kilka lat.

Zapiski fotograficzne (1)Prawie w ogóle nie znam się na ptakach. Rozpoznaję bociany, sowy. Nie wiem, czy poprawnie wskaz...
01/03/2023

Zapiski fotograficzne (1)

Prawie w ogóle nie znam się na ptakach. Rozpoznaję bociany, sowy. Nie wiem, czy poprawnie wskazałbym jastrzębia, choć z obrazu Edwarda Hoppera „Nighthawks” już na zawsze zapamiętam niby-jastrzębie nosy mężczyzn w barze (sam na to oczywiście nie wpadłem, bo przecież nie znam się na ptakach; ma to jednak niewielkie znaczenie dla odbioru przeze mnie tego obrazu).

Podobnie jest z gawronem. Kiedyś sfotografowałem ptaka na czubku bezlistnego drzewa. Podpisałem: kruk. Kolega mnie poprawił - to gawron, jaki tam znowu kruk, za mały.

Niedawno na ścianie kamienicy, którą widzę z kuchennego okna, zauważyłem cień innego budynku. Niby zwykła ściana, ale od zawsze dzieje się na niej dużo - bo słońce operuje. A światło najlepiej widzę na architekturze, te wszystkie nieoczywiste załamania, rozmycia, nieostrości przeplatane ostrymi konturami. Wziąłem aparat i przymierzyłem się do zdjęcia. Zrobiłem jedno i w tej samej chwili, tak zwanym kątem oka, zobaczyłem, że na dachu usiadł ptak. Czekałem, co się wydarzy. Po minucie, może dwóch, ptak poderwał się do lotu „spadającego”. Udało mi się go chwycić, choć nie byłem pewny, czy wyjdzie ostry, bo ekspozycję ustawiałem pod kątem nieruchomego cienia, a nie lecącego ptaka…

Chyba gawrona. Tak mi się wydaje, bo prawie w ogóle nie znam się na ptakach.

Bardzo lubię to zdjęcie za niejednoznaczne tło.

Gdybym nie opisał tej kuchennej historii, trudno byłoby odgadnąć, co to za tło. Przypomina ruiny miasta w oddali. I ptak, jakby wklejony, ale przecież zostawiający na tych ruinach swój cień.

Gawron. A może nie gawron. Nieistotne… ma to takie znaczenie dla tego zdjęcia, jak jastrzębie nosy na obrazie Hoppera.

Adres

Wroclaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Coś na ścianę - fotografia do wnętrz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Coś na ścianę - fotografia do wnętrz:

Udostępnij

Kategoria