01/09/2026
Nie wiem jak zacząć ten post, bo dzieje się tak dużo i tak długo mnie tu nie było, że całkiem wypadłam z rytmu.
Moje życie zdominowały sprawy przyziemne, takie jak przeprowadzka, remont i próby przebrnięcia przez to wszystko na powierzchni, a nie pod nią - a bywało blisko.
Ostatni rok nie był dla mnie łaskawy, ech.
No i mimo tego, że zbliża się szósty miesiąc bez Borysa, nadal się nie pozbierałam. Wciąż nie jestem w stanie oglądać zdjęć i filmików, bo za bardzo szarpie w środku. Nadal ryczę wieczorami, tęsknię okrutnie i nadal nie umiem odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez niego.
Ciężko się żyje bez istoty, która była częścią duszy i dawała ukojenie...
Nie wiem czy to kiedyś minie. Pewnie tak. I być może po pół roku nie powinnam już tak mocno czuć. Być może powinnam zamknąć ten rozdział i żyć normalnie dalej. Być może nie jest to normalne, że nadal jestem w żałobie. Nie wiem...
Nie ukrywam, że moje serce zamknęło się również trochę na fotografię. Wena jest chyba na wakacjach. Robię podchody do aparatu, ale za każdym razem odpuszczam. Liczę na to, że wrzesień, mój ukochany miesiąc, będzie umiał to zmienić.
Nie pomaga też to, że mój komputer postanowił wyzionąć ducha 🙈 co "nieco" utrudnia pracę nad zdjęciami. Tak samo postanowił postąpić samochód, bo przecież w parze zawsze raźniej 😅
Także jak widzicie, dzieje się 😅
Może niekoniecznie tak jak bym chciała, ale na pewno nie ma nudy.
A żeby wprowadzić nieco radości do Waszego i swojego życia, postanowiłam podzielić się zdjęciem wiecznie uśmiechniętego Iljoszka 🥰
Swoją drogą Iljo za kilka tygodni skończy 17(!) lat. Na szczęście on chyba nie wie jak wiekowym jest pieskiem i nie ma zamiaru się starzeć 😁
Zdjęcie poczynione na wrzosowisku, na które w tym roku niestety nie udało mi się pojechać 🥺
Będę się jednak trzymać zdania, które towarzyszy mi już od wielu lat: "koniec końcem, po burzy zawsze wychodzi słońce".
Tego życzę sobie i Wam 😊