04/06/2023
Chyba się nie odzywałem tutaj przez... no cóż... pół roku ;-). Wczoraj odebrałem dwa negatywy. Poczułem się lekko urażony, pani z zakładu foto wyjęła film i sprawdzała, czy coś w ogóle wyszło. Powiedziałem jej, że robię zdjęcia od 30 lat i każdy mój negatyw udało się wywołać bez problemów. Pani wyjaśniła, że czasami filmy w kasetach leżą za długo. No cóż, ja parę lat temu miałem film, który przeleżał 7 lat i wszystkie zdjęcia udało się wywołać. Dawno, dawno temu (lata 90's) otrzymałem radę od pewnej pani fotograf z Centrum Szkolenia Wojsk Chemicznych i Inżynieryjnych - żeby filmy trzymać w lodówce.
Najprzyjemniejsze w fotografii analogowej jest to, że nie znamy wyników, a później nie pamiętamy nawet, co było na filmie. Każdy negatyw to w jakimś sensie niespodzianka, każdy kadr poznajemy na nowo, trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać. Poza tym każda kaset z filmem to taki symbol - wyobraźcie sobie, jak te kasety były kiedyś ukrywane, przemycane, żeby pokazać prawdę, o jakimś kryzysie, konflikcie zbrojnym. Jak szybko niektóre filmy musiały być wywołane, żeby agencje miały "świeży" materiał, który mógł mieć już przecież kilka dni. Ile filmów zostało prześwietlonych, bezpowrotnie zniszczonych przez celników, cenzorów itp. Teraz wygląda to zupełnie inaczej i jest pozbawione tego niewiadomego pierwiastka. Fotograf widzi swoje zdjęcia w aparacie od razu po wykonaniu ujęcia, przechodzi do komputera i praktycznie w kilka minut zdjęcie jest już online, dostępne na cały Świat. Fotografia analogowa to zupełnie inne realia.
Tak więc dzisiaj prezentuję Wam zdjęcia z Pentaxa MZ-30 (aparat kupiłem za całkiem spore pieniądze w 2003 roku), film Ilford 400 czarno-biały. Zaznaczę jeszcze, że zdjęć mocno nie przerabiałem, wiadomo poprawiłem poziomy, kontrast, w niektórych zredukowałem szumy. W wygląd modelek nie ingerowałem. Jak wiecie teraz często do zdjęć cyfrowych dodaje się winetowanie i szumy, żeby wystylizować zdjęcie na analogowe. Tutaj wszystkie te elementy występują naturalnie.