29/06/2026
Fotografię pokochałam za to, że byłam całkiem wolna w wyborze tego co i jak chciałam sfotografować. Nikt poza mną o tym nie decydował, nic mnie nie ograniczało. Decyzja o tym co zarejestruję i w jaki sposób to zrobię, była wyłącznie moja.
Fotografia była dla mnie wówczas formą medytacji. Znikał świat zewnętrzny, znikał czas, nie było presji na wynik. Tak było przez całe lata.
A później poszłam do szkoły i straciłam radość z fotografowania. Boże, jakie to było smutne. Jakby część mnie umarła.
Oczywiście, nauczyłam się mnóstwa przydatnych rzeczy: pracy w studiu, współpracy z człowiekiem, edycji zdjęć, myślenia projektowego. Zaczęłam pracować jako fotografka i od tej pory fotografia była już czymś innym niż na początku. Wiadomo, że dawała satysfakcję, ale była już obarczona różnymi "musizmami".
Całe lata zajęło mi znalezienie balansu pomiędzy fotografią jako zawodem a fotografią-pasją. Bo pasja wróciła, na szczęście. Powoli wracała, powolutku i nieśmiało. Ale jest 🙂. Wciąż robię zdjęcia tylko dla siebie.
No i zdarza się, choć nieczęsto, że dostaję od kogoś z Was pytanie czy mam zdjęcia na jakiś temat. Albo czy mógłbyś kupić ode mnie tamto jedno zdjęcie, które widziałeś w relacji na insta i powiesić sobie na ścianie w kuchni. Za ile mógłbyś je kupić. Albo czy miałabym zdjęcia opowiadające o terapii. I to jest taka radość, że nie wiem jak o niej opowiedzieć 😍.
No bo w świecie, w którym można kupić niemal każde zdjęcie stockowe albo wygenerować je w AI, kiedy chcesz mieć coś, co zobaczyłam ja i stworzyłam swoim mózgiem, swoją wrażliwością, i nie chcesz po prostu sobie tego wziąć, tylko kupić, bo doceniasz, że stworzyłam to ja, to jest jednak coś wyjątkowego (całkiem niechcący wyszło mi bardzo długie zdanie 😉).
Wdzięczność czuję 🫶