13/08/2026
Dziś Międzynarodowy Dzień Wilka.
Z tej okazji zdjęcie wyjątkowe, niepowtarzalne, a więc idealne dla uczczenia tej okazji.
Jak zawsze, jest za nim historia. Siedziałem wieczorem w namiocie, na skraju łąki. Nie lubię wieczornych wyjść, mimo że są łatwiejsze. Nie trzeba się zrywać o 2 rano, człowiek nie dogorywa próbując nie zasnąć, choć jak już wiemy, może mieć to zaskakujące efekty :).
Po prostu, na luziku, pod koniec dnia, przy dobrym świetle, przez puste o tej porze łąki i lasy, idziemy na upatrzone miejsce. Spokojnie się rozstawiamy, bo zwierzaki na ogół o tej porze jeszcze są pochowane.
I czekamy. Ale - o ile rano czekam, i od ciemności robi się coraz jaśniej, jaśniej, coraz więcej widać, warunki do zdjęć robią się coraz lepsze, to wieczorem jest dokładnie odwrotnie. Startujemy od pustego w pełnym komforcie, a kończymy na ciemności oraz w sytuacji, kiedy zwierzaki zaczynają wychodzić na tereny otwarte na żerowanie. Bardzo nie lubię płoszyć zwierząt i mam świadomość, że przeszkadzam im w jedzeniu, a nie mają na to wcale tak dużo czasu. Więc siedzę, a kiedy robi się na tyle ciemno, że wiem że zdjęć już nie porobię, zaczynam się zbierać.
I jak na złość, najczęściej wtedy pojawiają się wilki. Więc muszę siedzieć. Czekać. A one wcale się nie śpieszą. Młode się bawią, ganiają, zwiedzają.
Stare się oganiają od młodych.
Tak było i tym razem. Młode wyszły, poszalały, wlazły w krzaki. Stare wyszły, i zaczęły zwiedzanie.
Ale o tym dowiedziałem się dopiero, kiedy podniosłem głowę i zobaczyłem tego dziada kręcącego się kilkanaście metrów od namiotu. To co? To film. Film potrafi uratować jeszcze sytuację. ISO mocno w górę, czas mocno w dół.
To zdjęcie to klatka wyjęta z filmu. Na którym dziad podszedł do namiotu, i patrząc wprost na "mnie", wywalił wielką kupę. To oczywiście nie przypadek, a znakowanie terenu. Pojawił się nieznany obiekt, lepiej dać mu znać, że to moje miejsce.
Znakowanie poprawiła samica, która minutę później zrobiła w tym samym miejscu elegancko siku.
Po czym obydwoje przemaszerowali tuż obok namiotu, idąc głębiej na łąkę.
I dopiero wtedy, po odczekaniu jeszcze kilku minut, mogłem spakować się i zebrać do domu.
Nie lubię tych wieczornych wyjść, bo zawsze mam slalom między wilkami, łosiami, jeleniami i dzikami. Widzę je w termo, ale czasem dojść do samochodu ani łatwo, ani szybko nie jest :).
Ale... nie narzekam. Obym tylko takie zmartwienia miał :).
I taka to historia na Międzynarodowy Dzień Dziada.