Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Ulica FoksAleja 3/5, Warsaw.

26/04/2026

Mariusz Pilis: Musimy stać dokładnie tam, gdzie dziennikarz stać powinien, czyli w miejscu, z którego widać najwięcej.
Redaktor Mariusz Pilis - Laureat II Nagrody Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za publikacje w obronie prawdy i sprawiedliwości, w szczególności za film dokumentalny „21.37” i za film dokumentalny „Polska. Pełzający zamach stanu?” w rozmowie z Łukaszem Brodzikiem podkreślił, że dziennikarze nie powinni kalkulować, tylko robić swoje. Dodał również - podsumowując pracę nad filmem o Janie Pawle II, że pamięć o świętym papieżu jest wciąż żywa, nawet dwie dekady po jego śmierci:
"Brakuje nam z pewnością świętego Jana Pawła II. Stąd też i potrzeba zrobienia filmu pt. "21:37" w 20. rocznicę śmierci papieża Polaka.
To jest tak, że wielu rzeczy się wstydzimy, wielu rzeczy nie okazujemy, nie pokazujemy. Na co dzień mam wrażenie, że to wspomnienie Jana Pawła II – i to mogę powiedzieć po realizacji tego filmu – ono gdzieś jest w bardzo wielu z nas, nawet jeżeli się nie ujawnia, nawet jeżeli się o tym publicznie nie rozmawia. Myślę, że każdy w sobie trzyma cząstkę zarówno pamięci po Janie Pawle II, jak i tego, co działo się z nim wtedy, kiedy Jan Paweł II odchodził.
I przyszła taka potrzeba, żeby zbudować tę treść, odgrzać te wspomnienia, posłuchać zwykłych ludzi i spróbować zbudować taką atmosferę, w której wszyscy mamy nadzieję, że to, co nam zostawił, to, co nam przykazał, będzie w jakiś sposób ciągle obecne w nas.
[...]
Natomiast jeśli chodzi o film „Polska. Pełzający zamach stanu?” generalnie mam takie poczucie, że jako dziennikarz, jako twórca zabrałem głos w bardzo ważnej dla Polski współczesnej sprawie. Ta sprawa zaistniała jako próba zamachu stanu. Zaistniała listem, informacją, którą przekazał prezes Trybunału Konstytucyjnego do prokuratora generalnego. I tak się zaczęła sprawa badania dokumentów, czy aby na pewno jeszcze w Polsce mamy do czynienia z ustrojem naprawdę demokratycznym, czy już z zamachem na instytucje publiczne.
Niestety to jest film smutny, bo to jest film, z którego wynika, że w bardzo wielu obszarach myśmy te wolności opisane w konstytucji, te wolności opisane w zwyczajach – myśmy je po prostu utracili. Na dzisiaj możemy powiedzieć, że w bardzo wielu miejscach państwo polskie jest zdewastowane. O tym jest ten film. Ten film jest dokładnie o całym tym procesie, który doprowadził prezesa Trybunału Konstytucyjnego do sformułowania tego zarzutu i przesłania go do prokuratury.
Jeśli chodzi o bycie dziennikarzem w obecnym czasie, to myślę, że nie ma się co zastanawiać nad kalkulowaniem. Generalnie trzeba robić swoje. Trzeba stać dokładnie tam, gdzie dziennikarz stać powinien, czyli w miejscu, z którego widać najwięcej i z którego może dokładnie opowiedzieć historię, wydarzenie czy to, z czym ma do czynienia, najbardziej pełnie i możliwie.
Generalnie to jest nasza rola. Nie kalkulujmy, nie szukajmy. Starajmy się robić swoje. My tutaj w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich mamy tych doświadczeń aż zadość. Za to ludzie są ścigani. My monitorujemy te sprawy. Mówię o dziennikarzach, więc wiemy jak jest trudno.
Natomiast tak czy inaczej myślę, że to, co dzieje się w tej chwili na linii władza – świat dziennikarski, nie powinno nas zatrzymywać w takiej codziennej, normalnej, rzetelnej pracy, ponieważ po to jesteśmy. Jesteśmy medium, jesteśmy pomiędzy władzą a społeczeństwem. Jesteśmy po to, żeby te informacje nosić – nawet te, które mogą się władzy nie podobać. Dzięki temu jesteśmy wszyscy zdrowsi."
#21.37

26/04/2026

Tomasz Duklanowski, dziennikarz prześladowany: Na razie jeszcze nie siedzę w więzieniu. Ale mam dużo innych problemów - prawnych i finansowych.

Redaktor Tomasz Duklanowski opisał wiele afer związanych z czołowymi politykami, którzy dzisiaj są w koalicji rządzącej, m.in. tej dotyczącej afery łapówkarskiej z byłym marszałkiem Tomaszem Grodzkim. W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem mówi m.in. o szykanach, jakie dziś spotykają go za aktywność dziennikarską:

Łukasz Brodzik: Tomasz Duklanowski - dziennikarz prześladowany - chyba tak można by pana nazwać, bo na wiele sposobów się pana zwalcza. Zwłaszcza, że jest pan osobą, która patrzy władzy na ręce i nagle tej władzy zaczyna się to mocno nie podobać.
W jaki sposób pan zaszedł za skórę tym, którzy pana dziś tak mocno ścigają?

Tomasz Duklanowski: To są głównie politycy, którzy rządzą w zachodniopomorskim, a którzy dziś sprawują władzę w Polsce, czyli to jest Koalicja Obywatelska, a szerzej koalicja 13 grudnia.
Będąc dziennikarzem jeszcze w Radiu Szczecin zajmowałem się właśnie takimi materiałami śledczymi. Dotyczyły one głównie tych ludzi. Ja już wtedy wiedziałem, że spotkają mnie konsekwencje tej mojej pracy, bo niejednokrotnie ci politycy z Koalicji Obywatelskiej czy z innych ugrupowań, które dziś tworzą koalicję rządzącą, odgrażali mi się. Odgrażał mi się między innymi Stanisław Gawłowski, który mówił, że jak oni wygrają wybory, to ja pójdę siedzieć.
Minęły 2 lata. Na razie jeszcze póki co nie siedzę w więzieniu. Natomiast mam dużo innych problemów – prawnych, finansowych. Bo politycy najchętniej próbują dziennikarza uciszyć w ten sposób, że najpierw go chcą zastraszyć, a jeśli to nie przyniesie efektu, zakładają mu dużo różnych spraw sądowych – karnych, cywilnych.
Ja też doświadczyłem wielu spraw prokuratorskich i to jest taka metoda, która ma skłonić dziennikarza, zmusić go do tego, żeby nie patrzył władzy na ręce, żeby nie zajmował się tymi trudnymi tematami.

Łukasz Brodzik: Ale ktoś może powiedzieć, że pan się uwziął na tych ludzi? Może pan faktycznie temu jednemu środowisku chciał nadepnąć na stopę, czy może jest faktycznie coś, co łączy tych ludzi? Dlaczego tak bardzo chcą, żeby Tomasz Duklanowski nie mówił?

Tomasz Duklanowski: No tych ludzi łączy nieuczciwość, korupcja, złodziejstwo i to jest ten wspólny mianownik. To są głównie moi wrogowie. Ja przecież nie piszę o wszystkich politykach związanych z Koalicją Obywatelską. Bywało też, że zajmowałem się innymi skorumpowanymi politykami. Miałem także publikacje dotyczące polityków Prawa i Sprawiedliwości czy PSL-u.
Natomiast tutaj skala - akurat tak się złożyło - jest większa dlatego, że Zachodniopomorskie to jest Platforma Obywatelska, która rządzi od wielu lat. Wcześniej byli to postkomuniści, a jeszcze wcześniej - po 1945 roku - komuniści.
Ja raczej się zajmuję tymi, którzy są nieuczciwi, którzy okradają, którzy biorą łapówki, żerują na polskim społeczeństwie, a tymi uczciwymi zajmują się inni ludzie.

Łukasz Brodzik: Dlaczego tak bardzo chcą pana zniszczyć?

Tomasz Duklanowski: Dlatego, że ja jestem dla nich zagrożeniem. Do momentu, kiedy ja będę funkcjonował . A takich ludzi jest więcej. Oczywiście tych dziennikarzy, którzy zajmują się dziennikarstwem śledczym jest więcej w kraju, natomiast ja jestem jednym z nich.
A tego typu dziennikarstwo, tego typu dziennikarze są zawsze zagrożeniem dla polityków – zwłaszcza dla tych, którzy są nieuczciwi, którzy poszli do władzy nie po to, żeby służyć społeczeństwu, tylko po to, żeby się dorobić, brać łapówki, kraść.

Łukasz Brodzik: To zapytam pana w takim razie – w jaki sposób można pana wesprzeć? Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich prowadzi zbiórkę, po to żeby mógł pan mieć na te podstawowe sprawy. I w jaki sposób społeczeństwo powinno wspierać dziennikarstwo niezależne, by ono mogło patrzeć władzy na ręce, bo nie każdy z nas ma po prostu na to codziennie czas.

Tomasz Duklanowski: Ja powiem, dlaczego ja te pieniądze zbieram. Dlatego, że właśnie tą metodą nękania dziennikarzy poprzez różne sprawy sądowe przeciwnicy sprawiają, że dziennikarz ponosi ogromne koszty. Każda sprawa to są wydatki na adwokata. W Warszawie, gdzie mam też procesy, kancelarie adwokackie biorą od 10 000 zł wzwyż, podobnie jest w Szczecinie.
Na to są potrzebne pieniądze, które zbieram – na taką osłonę prawną, na pomoc prawną. W tej chwili zbieram pieniądze na numer konta podany na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, ale także zbiórka jest na stronie https://fundatorres.pl/projekt/wsparcie-centrum-monitoringu-wolnosci-prasy-sdp. Tam można wpłacać pieniądze na wsparcie dla mnie.
Natomiast takim wsparciem, które odbywa się na co dzień, to jest to, że czytelnicy kupują gazety, że widzowie na przykład Telewizji Republika czy wPolsce24 wspierają nasze stacje. Dzięki temu możemy funkcjonować. Dzięki temu wciąż są niezależne media i ciągle jeszcze w Polsce mamy wolność słowa.

Łukasz Brodzik: A tak z perspektywy patrząc – czy ma pan satysfakcję ze swojej pracy, mimo że trzeba w nią włożyć tyle wysiłku? Czy warto było? Czy ktoś, komuś kto chce zostać dziennikarzem i patrzy na pana, powie: „on ma tyle nieprzyjemności z tego powodu, że może lepiej nie iść tą drogą”? A może to jest właśnie działalność tej władzy, żeby odpychać ludzi od patrzenia politykom na ręce?

Tomasz Duklanowski: Rzeczywiście tak jest, że władza chce wywołać taki efekt mrożący. Natomiast jeśli ktoś chce być dziennikarzem, a nie tylko pracownikiem mediów, to musi się liczyć z tym, że będą go spotykały różne konsekwencje. Będzie często skazywany na ostracyzm, na różne kary finansowe, hejt i tak dalej.
Natomiast najważniejsi w tej pracy są odbiorcy – czytelnicy, słuchacze, telewidzowie. To dla nich robimy to wszystko i to powinien być nasz punkt odniesienia. Jeżeli tak jest, to wtedy człowiek nawet jak ma te trudne chwile, te momenty, kiedy naprawdę jest ciężko, to może przetrwać. Ja na przykład miałem po przejęciu władzy przez tę koalicję momenty, że tygodniowo dostawałem jakieś wezwania z sądu, z prokuratury, byłem ścigany przez komornika, moi rodzice byli nachodzeni.
Wtedy człowiek może rzeczywiście zwątpić. Natomiast jeśli ma się pod uwagę tych naszych odbiorców, czytelników, słuchaczy i to jest punkt odniesienia, to pozwala przetrwać te trudne momenty i wrócić do swojej pracy.

Łukasz Brodzik: Życzymy w takim razie wygrania wszystkich spraw, ale także spokoju i sukcesu w tej pracy, bo przecież pan nie ustaje. Choć - jak widać - politycy nie hamują. Czy to jest także dla pana motywujące, czy bardziej deprymujące?

Tomasz Duklanowski: Gdybym ja zrezygnował, gdybym się poddał, to ucieszyłoby się wielu polityków i oni mieliby dużą satysfakcję. To jest też jeden z powodów, dla których ja tego zrobić nie chcę. Chociaż tak jak mówiłem – najważniejsi są ci odbiorcy, którzy mi wielokrotnie dziękowali. I myślę, że będę nadal to robił, bo warto. To jest ciekawa praca. Ja odkąd byłem młodym chłopakiem, chciałem być dziennikarzem. To było moje marzenie. Jestem nim do tej pory, także tak już chyba zostanie do końca.

Łukasz Brodzik: Tego panu życzymy. Dziękuję bardzo za rozmowę.

25/04/2026

Tomasz Sakiewicz : Każdego poranka sprawdzam, czy jest sygnał, czy nie zablokowali konta, czy nie weszło ABW. Najważniejsza w walce z trudnościami jest wiara.

Tomasz Sakiewicz - prezes i redaktor naczelny Telewizji Republika oraz redaktor naczelny Gazety Polskiej i Gazety Polskiej Codziennie otrzymał najwyższe wyróżnienie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - LAUR SDP - za twórcze wykorzystanie mediów w służbie Polsce. W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem mówi o tym, jak wolne media radzą sobie w niesprzyjającym otoczeniu politycznym i skąd bierze się determinacja, by przezwyciężać tak wiele przeciwności:

Łukasz Brodzik: W jaki sposób radzi sobie polski kapitał, polski zasób ludzki z konkurencją, która spływa do nas z zagranicy i wpływa na polską opinię publiczną.

Tomasz Sakiewicz: W ogóle konkurencja nie jest problemem, bo z nią bez trudu sobie radzimy. Natomiast problemem są złe rządy. Złe rządy, bo one sobie nie życzą, żeby istniały media, które będą je recenzować. W ogóle to jest problem wszystkich partii politycznych, ale obecnych rządów w sposób szczególny, bo one systemowo niszczą każdego, kto ma odwagę mówić o tym, jak wyglądają, jak rządzą, jak się zachowują.
Efekt jest taki, że oczywiście jak ktoś chce z nami współpracować na zasadach biznesowych, no to musi swoje obawy jakoś tam schować albo sobie z nimi poradzić. To nie jest tak, że można wszystkim zrobić krzywdę. To nie jest tak, że można wszystkich zastraszyć. Ale wielu ludzi mówi: „gdzie indziej to nie mam kłopotów, a tu mogę mieć kłopot”. No i cóż z tego, że ich ogląda najwięcej ludzi, czyta najwięcej czytelników, jeśli ja będę miał jakiś potencjalny kłopot, a gdzie indziej nie mam.
Na tym to polega – na wprowadzeniu efektu mrożącego. Dlatego my możemy sobie poradzić tylko w jeden sposób: odwołać się do tych, którzy są naszymi odbiorcami, którzy nas oglądają, czytają, którzy chcą uczestniczyć w naszych mediach w jakikolwiek sposób. Bez ich wsparcia nie byłoby naszych mediów. To oni decydują o nich.

Łukasz Brodzik: Środowisko dziennikarskie doceniło Pana pracę, ale chyba najbardziej docenili widzowie. W czym tkwi fenomen tego, że Telewizja Republika, oraz dzieła przez Pana tworzone, są tak bardzo pozytywnie odbierane przez tak duże grono Polaków?

Tomasz Sakiewicz: Jest wiele rzeczy, które się na to złożyło. Jedną z nich było to, że w ogóle mogli nas odbierać. Myśmy przez wiele lat budowali zasięgi, budowaliśmy rozpoznawalność, ale też budowaliśmy zaufanie. Ludzie wiedzieli, że kiedy przyjdą złe czasy, to my będziemy, to my staniemy w potrzebie i pojawimy się tam, gdzie być może inni nie będą chcieli się pojawić. I byli gotowi, wiedzieli jak nas odbierać i wiedzieli, że nam można zaufać.
No ale resztę już musieli zrobić dziennikarze. Bez dobrej jakości, bez dobrego programu, bez tego wkładu, co oni dają, nie byłoby ani tej telewizji, ani tych mediów. Oni muszą zaproponować coś, co jest atrakcyjne i to była rola tych ludzi, którzy do nas przyszli i tych, którzy u nas byli.

Łukasz Brodzik: Bez wysiłku jednego człowieka - Tomasza Sakiewicza - nie byłoby tego, co dzisiaj mamy. Jak ważna jest determinacja w tym, co Pan robi? Zwłaszcza w sytuacji, gdy nieprzychylna władza próbuje nie tylko dyskredytować, ale w pewien sposób wręcz niszczyć określone wolne media.

Tomasz Sakiewicz: Najważniejsza jest wiara. Jak człowiek wierzy w to, że może, że mu się uda, że pokona przeciwności, to wygra. Jak tej wiary nie ma, to jest dużo trudniej, bo co rano trzeba sprawdzić, czy jest sygnał, czy nie zablokowali konta, czy ABW nie wchodzi. Żyjemy w kraju, w którym wszystko jest możliwe. Normy cywilizacyjne, które chronią wolne media, wolną prasę, zostały zniesione. Dzisiaj mamy taką sytuację, że mogą zrobić krzywdę gdzie zechcą i my musimy wierzyć, że sobie poradzimy. A jak mamy te miliony ludzi za sobą, to ta wiara jest silniejsza.

24/04/2026

Piotr Nisztor: wiele afer nigdy nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie dziennikarze.
Dziennikarz śledczy Piotr Nisztor , który otrzymał nagrodę Watergate za publikacje śledcze dotyczące układu polityczno-biznesowego w KGHM w konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stwierdza, że zajmowanie się trudnymi tematami może narażać dziennikarzy na przykre konsekwencje. Mimo to uważa, że jego praca ma głęboki sens:
"Pracuję już ponad 20 lat w tej branży, z tego większość jako dziennikarz śledczy.
Muszę powiedzieć, że to, iż tę nagrodę otrzymałem, jest dla mnie bardzo ważne, bo to oznacza, że moja praca ma sens, że to co robię po prostu pomaga w obnażaniu nieprawidłowości, patologii i przede wszystkim w zmianach na lepsze.
Bo akurat temat dotyczący tego, co dzieje się w KGHM-ie, czyli największym koncernie wydobywczym, miedziowym nie tylko w Polsce, ale jednym z największych na świecie, zmienił sytuację. Ci, którzy byli bohaterami tego materiału, przestali być członkami zarządu KGHM-u.
A jeśli chodzi o konsekwencje, no cóż, to zawsze jest tak, że przy trudnych tematach śledczych trzeba się liczyć z konsekwencjami. Trzeba się liczyć z tym, że nie tylko będą pozwy, które są widocznym elementem, pewnego rodzaju próbą zastraszenia, takim efektem mrożącym, szczególnie jeśli dotyczy to dużych sum pieniędzy, które w tych pozwach cywilnych się pojawiają.
No ale jest też ta strona mniej widoczna, a dużo bardziej bolesna, czyli różnego rodzaju próby dyskredytacji, próby zastraszania. Niestety spotkałem się z taką, można powiedzieć, najbardziej szokującą formą zastraszania – wprost sugerowania, a wręcz nagrania, które zostały ujawnione dotyczące planu, jaki miał na mnie jeden z funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Dla mnie osobiście były czymś szokującym.
Więc niestety, ale konsekwencje takiej pracy są duże. Ale są takie dni jak dzisiaj, kiedy naprawdę można być z siebie zadowolonym, że dobrze wykonuje się tę pracę i przede wszystkim, że ta praca jest doceniana, bo to też jest bardzo ważne.
Ważne jest też to, że Telewizja Republika, Gazeta Polska to są media bardzo dzisiaj istotne, aby obnażać te wszystkie nieprawidłowości i patologie. Ale również to, że mamy widzów, dla których to robimy. Mamy czytelników, którzy wiernie się z tym wszystkim zapoznają, czekają na kolejne materiały. Mam nadzieję, że jeszcze niejeden taki dobry materiał uda się przedstawić, opublikować, pokazać w telewizji.
[...] Skala różnego rodzaju nieprawidłowości jest gigantyczna. Zawsze jako dziennikarz śledczy, który robi temat, już mówiąc tak zupełnie kolokwialnie, to ta publikacja można powiedzieć to jest pewien element tylko tego, co po drodze się spotyka, z czym się człowiek mierzy. Na samym końcu jest kwestia rzetelnego przedstawienia tego, co udało się ustalić.
Wiele rzeczy przy okazji tego śledztwa dziennikarskiego zostaje na następny raz albo na jakąś kolejną historię. Także z tego względu, że jednak zrobienie materiału śledczego to jest zrobienie rzetelnego materiału, który jest oparty o fakty. Często te fakty nie zawsze uda się potwierdzić. Stąd wiele rzeczy po jakimś czasie dopiero jest przeze mnie dalej kontynuowane.
Na pewno dziś mamy taki moment, w którym wręcz można powiedzieć o eldorado dla tych, którzy łupią skarb państwa, którzy łupią nas jako obywateli. Więc dla takich ludzi jak ja, jako dziennikarz śledczy, jest dzisiaj naprawdę bardzo dużo pracy i widzę też po informacjach, po informatorach, po ludziach, którzy się zgłaszają, którzy oczekują tego, żeby wiele tych afer było wyjaśnianych. Dlatego staram się przynajmniej w części podołać temu zadaniu.
[...] Rola dziennikarza jest kluczowa w systemie demokratycznym. O wielu sprawach dowiadujemy się z mediów i dopiero po artykule, po materiale zaczynają wchodzić w to organy państwa, instytucje jak służby, prokuratura i zaczynają to sprawdzać. Więc rola dziennikarzy jest bardzo, ale to bardzo istotna i stąd wiele afer nigdy nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie właśnie dziennikarze, gdyby nie my, nasza ciężka praca.
Więc stąd jest to bardzo odpowiedzialne zajęcie, zajęcie, które jednak jest bardzo potrzebne, bo naprawdę ja znam wiele spraw, które miały być przemilczane, które nigdy nie powinny się ukazać, nigdy nie powinny być opublikowane, a tu się okazuje, że są dziennikarze, jestem ja, są koledzy, koleżanki z Telewizji Republika i my patrzymy władzy na ręce.
No nie może być tak, że dla nas, dla obywateli dzisiaj jest tylko informacja oficjalna przekazywana przez tych, którzy chcą pokazać, że jest dobrze, że wszystko przebiega tak jak trzeba. My jesteśmy od tego, żeby spoglądać krytycznie, żeby te wielkie afery i te mniejsze również ujawniać, wyciągać na światło dzienne. I na tym polega rola dziennikarza.
System demokratyczny nigdy nie byłby tym systemem, jaki powinien być, bez dziennikarzy, bez tej bardzo istotnej władzy, która w interesie społecznym robi to, na co często nie mają siły bądź nie mogą sobie pozwolić takie instytucje jak służby czy prokuratura."

24/04/2026

Wojciech Mucha: Można odnieść wrażenie, że Kraków był poligonem doświadczalnym dla ludzi, którzy chcieli ukraść wybory.
Dziennikarz i pisarz Wojciech Mucha, laureat nagrody specjalnej w kategorii Nagroda Watergate w Konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za książkę pt. "Kampania. Jak wygrać wybory? I nie dać się złapać" stwierdza, że ich publikacja stała się swoistym ostrzeżeniem przed tym, jak można "ukraść" wybory:
"Pisząc z Andrzejem Gajcem książkę, przestrzegaliśmy w ostatnim rozdziale, że te metody, które zostały zastosowane w Krakowie w wyborach samorządowych, można było zaobserwować w mniejszej skali już w roku 2023 w wyborach parlamentarnych, ale że z całą pewnością cały pakiet tych metod zostanie wykorzystany z pełną mocą w roku 2025 przy wyborach prezydenckich. I tak się stało.
Można odnieść wrażenie, że Kraków był swoistego rodzaju poligonem doświadczalnym dla ludzi, którzy chcieliby nie tyle sfałszować, nie tyle skręcić, co właśnie ukraść wybory. I to słowo „ukraść” myślę, że jest tutaj właściwe, ponieważ ukraść to znaczy zabrać komuś coś. I to była kradzież najlepsza, bo niewidoczna. To tak, jak wytrawny kieszonkowiec – ściągnie zegarek, nawet nie będziemy wiedzieć, kiedy wyjmie portfel albo przetnie torebkę i wyjmie kosztowności. Tutaj mieliśmy do czynienia z czymś podobnym.
Krakowianie, myślę, że nie wszyscy, a na pewno nie większość, zdawali sobie sprawę z tego, że padają ofiarami troszkę dziwnej operacji, że toczy się równoległa kampania wyborcza, która z jednej strony ma zohydzić kandydata, który ośmielił się rzucić rękawicę kandydatowi Platformy Obywatelskiej, a z drugiej strony przekonać krakowian do tego, że albo nie warto iść głosować, albo że warto głosować nie tak, jak oni by chcieli. Rzeczywiście odbyło się to dość skutecznie przy użyciu wielu metod.
Mieliśmy do czynienia z elementami kryminalnymi, to znaczy włamanie do domu kandydata, równoległa kampania nienawiści, która się odbywała w przestrzeni publicznej. Wszystko to wytrącało kandydata, który rzucił rękawicę Platformie Obywatelskiej, z normalnego trybu wyborczego. Sprawiało, że naprawdę musiał się liczyć z hejtem, który był generowany przez fabrykę nienawiści „Sok z Buraka”.
To jest szalenie istotne, bo w Krakowie mieliśmy do czynienia po raz pierwszy z sytuacją, kiedy farma troli i ta machina propagandowa „Soku z Buraka” została skierowana przeciwko komuś innemu niż politycy prawicy. Łukasz Gibała, o którym tutaj mówimy, to jest człowiek raczej lewicowo-liberalny. On nie różni się poglądowo zbytnio od prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Różni się tylko barwami politycznymi.
I okazało się, że w momencie, w którym ktoś taki, nawet z podobnego obozu polityczno-ideowego, zagraża Platformie, to oni wykorzystają wszelkie możliwe metody, by tego człowieka zniszczyć. I to się udało. Udało się finalnie kilkoma tysiącami głosów. Porównujemy to do jednego bloku z wielkiej płyty. Prezydent Aleksander Miszalski może dziś używać tego tytułu.
[...] Okazuje się, że jednak jest część ludzi w Krakowie, która dochodzi do refleksji, że chyba jednak ten owoc zatrutego drzewa w postaci tej prezydentury będzie trzeba kwaśno jeść przez kolejnych pięć lat, ponieważ jest to prezydentura, która jest nienajlepsza, mówiąc delikatnie.
Stąd też komitet referendalny, który się zawiązał, zebrał ponad 100 000 podpisów i sprawił, że już w przyszłym miesiącu będzie referendum za lub przeciw Aleksandrowi Miszalskiemu. I to, co obserwujemy teraz, myślę, że jest kontynuacją tych działań z kampanii. Uruchomiono wielką machinę nienawiści wobec organizatorów referendum. Krakowian przekonuje się, że to nie jest ich sprawa, by do referendum nie szli, co oczywiście sprawi, że będzie ono niewiążące, jeśli nie pojawi się odpowiednia liczba głosów.
Mamy do czynienia teraz z drugą rundą tej rozgrywki. Pytanie, czy tak jak w naszym tytule – ten kto wygrał wybory nie da się złapać, czy wręcz przeciwnie, życie dopisze scenariusz całkowicie niewiarygodny.
[...] W Krakowie nasza książka, wbrew temu, że media lokalne niezbyt się kwapiły, żeby o niej napisać, to odbiła się pewnym echem. No i dzisiejsza nagroda – bardzo dziękuję Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich – jest dla nas też dowodem na to, że nasza praca jest doceniana."

23/04/2026

Jan Pospieszalski: Gdy człowiek trafia na historię, która jest nieprawdopodobna i cudowna, to należy ją opowiedzieć.
Redaktor Jan Pospieszalski , który otrzymał wyróżnienie podczas 32. Edycji Konkursu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za wywiad „Mocne świadectwo cudów i łask u Pospieszalskiego" w PCH24TV mówi, że mimo, iż nie jest sfokusowany na wydarzenia nadprzyrodzone i cudowne, to jednak są takie historie, które należy opowiedzieć:
"Żyjemy w takim kraju, że biorąc pod uwagę większość tematów, za które dzisiaj nagrody odbierają moi przyjaciele, koledzy z branży, to są właśnie tematy dotyczące dziennikarstwa śledczego, ujawnienia jakiś strasznych rzeczy: złodziejstw, oszustw, politycznych przekrętów, manipulacji, strasznej hucpy, prześladowań, obrzydliwych zdarzeń. Tymczasem nagle okazuje się, że w momencie, kiedy człowiek trafia na coś, na kogoś, czy na historię, która wydaje się zupełnie nieprawdopodobna i cudowna, to należy ją tym bardziej opowiedzieć, zwrócić uwagę widowni, zainteresować jak najszersze gremium. I to się chyba udało.
Spotkałem cudownych ludzi w Koszalinie, którzy tworzą Dom Miłosierdzia Bożego, mają pod opieką kilkuset poprzetrącanych przez los, doświadczonych różnymi kłopotami, dramatami życiowymi ludzi, dla których w systemie - szpitalu, hospicjum, domu poprawczym, czy DPS-ie - nie ma miejsca. Nagle się okazuje, że ks. Radek Siwiński i wspólnota wokół niego zgromadzona zrobili coś nieprawdopodobnego. Funkcjonują znakomicie już kilkanaście lat rozwijając swoje dzieło i jak do tej pory nie wzięli ani grosza z Unii Europejskiej, nie napisali żadnego wniosku o wsparcie z instytucji państwa, nie wzięli nic od samorządów. Wszystko to, co pozwala im utrzymać się przy życiu, nakarmić tych ludzi, których wzięli pod opiekę, zapewnić im terapię, lekarza, opiekę medyczną, dach nad głową, ciepło, ubranie, własny kąt, środki higieny, dla tych biednych bezdomnych ludzi spoza systemu, wszystko to pochodzi ze zbiórki od darczyńców. Dzisiaj stowarzyszenie posiada nieruchomości warte kilkadziesiąt milionów złotych. A zaczęli od zorganizowania kaplicy wieczystej adoracji. I to jest klucz, serce tego dzieła."

22/04/2026

Monika Borkowska: Kiedy dowiedziałam się, że jest zmowa milczenia, to byłam pewna, że sprawę o psychotropach w domu dziecka trzeba poruszyć

W konkursie o nagrodę im. Stefana Żeromskiego za publikacje o tematyce społecznej wyróżnienie otrzymała redaktor Monika Borkowska .borkowska2022 za reportaż „Psychotropy w domu dziecka” wyemitowanym w . Jak sama wspomina, skala problemu i jego wymiar, a także brak reakcji spowodowały, że uznała za konieczne, by zająć się tą bulwersującą sprawą:

"Zmowa milczenia jest charakterystyczna dla takich spraw. Zadzwonili do mnie ludzie, którzy powiedzieli, że mają dość już patrzenia na cierpienie tych małych dzieci. Ta skala była spora. Najmłodsze DZIECKO, faszerowane psychotropami w tym miejscu miało 8 MIESIĘCY. To są tak małe dzieci. To są bezbronne istoty, które same nie mogą się obronić. I kiedy dowiedziałam się, że jest zmowa milczenia, bo lokalne media nie chcą zabierać głosu w tej sprawie, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska i lokalni politycy związani z Koalicją Obywatelską także nie chcą nic robić, twierdzą, że tematu nie ma i zamiatają go pod dywan, to byłam pewna, że ten temat trzeba poruszyć. I że jesteśmy jedyną deską ratunku dla tych dzieci, żeby udowodnić i pokazać Polsce co tam się dzieje. [...]
Bardzo mnie cieszy, że po publikacji powstał w Sejmie zespół parlamentarny, który zajmuje się takimi sprawami i okazuje się, że problem jest szerszy. I może nie dotyczyć tylko tego jednego domu dziecka. [...] I wreszcie lokalna władza musiała przyznać, że problem jest i nie da się go już zamiatać pod dywan."

21/04/2026

Mariusz Pilis - Laureat II Nagrody Wolności Słowa:
"Gdy nagrywałem film 21:37, nie miałem zielonego pojęcia, jak głęboko tkwi pamięć o Janie Pawle II w nas wszystkich".
Redaktor Mariusz Pilis Mariusz Pilis , nagrodzony za publikacje w obronie prawdy i sprawiedliwości, w szczególności za film dokumentalny „21.37” i za film dokumentalny „Polska. Pełzający zamach stanu?” podczas gali 32. EDYCJI KONKURSU STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH powiedział, że nie spodziewał się, jak wielki wpływ na Polaków miał moment śmierci św. Jana Pawła II:
"Kiedy zaczynałem film 21:37, film w dwudziestą rocznicę śmierci papieża - właściwie powinien się nazywać 21:38 - bo tak naprawdę to jest film o nas - nie miałem wtedy zielonego pojęcia jak głęboko tkwi pamięć o Janie Pawle II w nas wszystkich. A na pewno o tamtym momencie, który gdzieś nas wystopował, zatrzymał, spowodował że w zupełnie inną stronę zaczęły chodzić nasze myśli i właściwie wszystko to, czym jesteśmy jako naród. Wiele mediów wtedy w 2005 r. miało to poczucie, że w Polsce wszystko się zatrzymało i rzeczywiście nasz naród się jakoś zmienia, a na pewno uzewnętrznia pewne cechy nie widziane ani w starym świecie, ani w nowym świecie. Generalnie byliśmy wzorem dla wszystkich - przez moment. Ta chwila trwała krótko, ale była na tyle głęboka, że te świadectwa zostały w bardzo wielu ludziach."
#21:37

21/04/2026

Katarzyna Gójska, Laureatka Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP:
"W POLSCE MAMY DO CZYNIENIA Z "
Redaktor Katarzyna Gójska, która otrzymała nagrodę za publikacje w obronie prawdy i sprawiedliwości, w szczególności za przygotowanie i prowadzenie wyemitowanych w Telewizja Republika w 2025 r. odbierając Laur SDP mówiła, że to poruszenie społeczne spowodowało, iż do takich spotkań w ogóle mogło dojść:
"Każda z tych debat odbyła się głównie dlatego, że widzowie Telewizji Republika jej chcieli i ją wsparli finansowo. I to jest zadziwiający fenomen, bo w sytuacji ograniczania wolności słowa, momentami wręcz brutalnego - przy pomocy policji, czy agencji ochrony, znalazła się ogromna rzesza ludzi, która domagała się debaty i potrafiła się przeciwstawić się cenzurze. Bo my mamy w Polsce do czynienia z cenzurą. Ja to tak nazywam. I te debaty odbyły się właśnie dlatego, że te dziesiątki tysięcy osób powiedziało kryptodyktaturze, czy demokracji walczącej: DOŚĆ!"

Adres

Ulica FoksAleja 3/5
Warsaw
00-366

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 16:00
Wtorek 10:00 - 16:00
Środa 10:00 - 16:00
Czwartek 10:00 - 16:00
Piątek 10:00 - 16:00

Telefon

22 827 87 20

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich:

Udostępnij