08/04/2026
Ostatnio jest mnie tu trochę mniej. Życie czasami pisze swoje własne scenariusze i są momenty, kiedy człowiek trochę rzadziej sięga po telefon, a bardziej skupia się na tym, co naprawdę ważne. Natomiast pracuję normalnie, fotografuję, odpisuję na Wasze wiadomości i z całego serca dziękuję, bo mój kalendarz na maj, czerwiec i lipiec jest praktycznie pełny. Cały czas pytacie o kolejne terminy, a niektórzy z Was zapytali już nawet o maj 2027 roku. Jak najbardziej możecie już rezerwować terminy na 2027, bo jak widzicie, miejsca potrafią znikać naprawdę szybko.
Jestem, działam, tylko trochę ciszej tutaj.
Ale tę sesję muszę Wam pokazać, bo to nie była zwykła sesja. To była sesja wyjątkowa. Sesja dla najbliższych. Sesja noworodkowa mojej siostrzenicy Mani. Na zdjęciach moja siostra, mój szwagier i mały człowiek, który totalnie skradł moje serce.
Zawsze się zastanawiałam, kiedy pojawia się taka prawdziwa, dojrzała miłość do rodzeństwa. Bo przecież jako dzieci się kłócimy, denerwujemy na siebie, czasem nie potrafimy się docenić. I myślę, że coś zmieniło się w dniu, w którym Mariana pojawiła się na świecie.
Jak wiecie, pracuję z dziećmi prawie 12 lat. Opiekowałam się wieloma maluchami, wiele z nich było mi bardzo bliskich. Ale nie spodziewałam się, że można aż tak pokochać dziecko, które jest Twoją rodziną. Nie spodziewałam się, że ta miłość będzie tak silna, tak czysta i tak bezwarunkowa. Nie spodziewałam się też, jak bardzo taki mały człowiek potrafi poukładać w głowie priorytety i przypomnieć, co naprawdę w życiu ma znaczenie.
Często pytacie mnie o sesje noworodkowe i wiecie, że nie robię sesji w koszykach, przebraniach i nienaturalnych pozach. Nie przebieram dzieci za postacie i nie układam ich w sztucznych pozycjach. Fotografuję relacje, bliskość, ciepło, emocje i prawdziwe momenty. Dziecko przy mamie. Dziecko przy tacie. Ręce, które chronią. Spojrzenia pełne miłości.
Moja siostra też się martwiła – co jeśli Mania będzie płakać, co jeśli będzie głodna, co jeśli nie trafimy w jej dobry moment. A ja zawsze mówię jedno – to jest właśnie życie. Na tej sesji było wszystko. Był płacz, było karmienie, było tulenie, było zmęczenie i było to wyjątkowe patrzenie na dziecko, które rozumie tylko rodzic. I właśnie takie zdjęcia mają dla mnie największą wartość. Nie idealne obrazki, tylko prawdziwe wspomnienia. Bo kiedyś nie będzie ważne, czy wszystko było perfekcyjne. Będzie ważne to, jak bardzo to dziecko było kochane.
Chciałabym Wam pokazać też, jaka Mania jest piękna, jaki ma uśmiech, jakie ma oczy i ile jest w niej spokoju. Ale to Mania kiedyś sama zdecyduje, ile swojego świata będzie chciała pokazać innym. Szanujemy decyzję rodziców, żeby nie publikować jej twarzy w internecie i uważam, że to jest bardzo piękne i świadome podejście. Jej dzieciństwo należy do niej, a my możemy po prostu cieszyć się jej obecnością na co dzień.
Jako fotograf i jako osoba pracująca z dziećmi od lat doskonale rozumiem, że każdy rodzic ma inne podejście do publikacji wizerunku swojego dziecka i ja to zawsze bardzo szanuję. Niezależnie od tego, czy decydujecie się na publikację zdjęć, czy zachowujecie je tylko dla siebie – najważniejsze jest dobro dziecka i Wasz spokój jako rodziców.
A ja po prostu jestem wdzięczna, że mogłam zatrzymać te pierwsze, najdelikatniejsze chwile Mani. Bo to nie była tylko sesja. To był kawałek historii naszej rodziny.