02/08/2022
Nie za bardzo jeszcze wiem, o co chodzi w fotografii ulicznej.
Znaczy się wiem, o co mi w niej chodzi.
O naukę.
Bo wyciskanie z miejskiego bałaganu dobrze skomponowanych kadrów, wymaga umiejętności patrzenia, a raczej widzenia. Te staram się właśnie ćwiczyć.
Usiadłem na chodniku, ustawiłem ekspozycję, kompozycję i czekałem na rozwój wydarzeń. Co prawda dużo rzeczy się działo, ale tam w środku, w Kamilu. Na ulicy nie działo się nic.
Znużony brakiem akcji nie utrzymałem lejców swojego skupienia i zagalopowałem się w zamierzchłe sprawy i odbyte dialogi, czyli w rejony, po których niezdyscyplinowany umysł lubi błądzić.
Nie było mnie przez chwilę, a igła świadomości sczytywała z płyty mojego umysłu jakiś tam film. Siedziałem na chodniku i robiłem dziwne miny do rzeczywistości sprzed kilku miesięcy czy lat. Nie usłyszałem nawet kroków, a z zadumy wytrąciła dopiero mijająca mnie sylwetka.
Przypomniałem sobie w mig, co ja tu robię.
Wciskam.
Wciskam się pomiędzy wdech i wydech, pomiędzy pojedyncze uderzenia serca.
Wciskam się pomiędzy chwilę, która zaraz nadejdzie, a chwilę, która właśnie minęła.
Wciskam kolejny znak w wielokropku oddzielającym akcję od reakcji.
Tworzę bufor między swoim odruchem, wypracowanym nawykiem myślowym, napięciem elektromagnetycznym, płynącym przez budowaną wieloletnim warunkowaniem sieć neuronów, a działaniem, które faktycznie i świadomie chciałbym podjąć.
Bo tym właśnie jest człowieczeństwo.
Tym różnię się od zwierzęcia.
Przestrzenią pomiędzy.
Kontrolą.
Wciśnięciem buta w przestrzeń dzielącą drzwi zautomatyzowanego umysłu, pełnego heurystyk* i błędów poznawczych a próg, nad którym przechodzi cykl wydarzeń.
Bycie człowiekiem to bycie butem.
Jestem butem? - powtarzam w myślach. Nieźle odleciałem głupi jak ten but. Wciskam spust migawki w momencie, kiedy dziewczyna ogląda się na mnie, myśląc zapewne coś w stylu „że też mi się samej zachciało po nocach chodzić...”.
Wracam do domu z poprawnie naświetlona klatką, poprawnie ułożoną kompozycją i zdjęciem jednym spośród 340 mln zdjęć, które codziennie trafiają na Fejsa.
Fajna ta fotografia uliczna. Lubię bardzo.
*w definicji Kahnemana.