Fotokorozja

Fotokorozja Robię zdjęcia. Chcę zatrzymać ulotny urok chwili, pokazać świat w moich oczach, zatrzymać w k

Wiejsko-miejski portret Pieska.Z Syreną i taczką w tle...Kliknij na zdjęcie, aby rozwinąć i zobaczyć całość. Pozuje cudn...
16/03/2024

Wiejsko-miejski portret Pieska.
Z Syreną i taczką w tle...
Kliknij na zdjęcie, aby rozwinąć i zobaczyć całość.
Pozuje cudnie nasz Kochany Pysiak, zwany przeze mnie Sasquachem.

Kochani! Życzę Wam Radosnych i Pięknych Świąt Bożego Narodzenia! Jakkolwiek je pojmujecie i obchodzicie. Dużo miłości, ś...
23/12/2023

Kochani!

Życzę Wam Radosnych i Pięknych Świąt Bożego Narodzenia! Jakkolwiek je pojmujecie i obchodzicie.

Dużo miłości, śmiechu i dobrego jedzenia! Szczypty pięknej tradycji! Dużej dozy szaleństwa!

A na Nowy Rok zdrowia, pięknych marzeń i siły do ich spełniania!

I pamiętajcie, że każdy dzień jest właściwym dniem, żeby zrobić Coś Szalonego!

Do zobaczenia!

Prawdopodobnie Najszczęśliwsza Grupa Fotograficzna na świecie ogląda zachód słońca nad jeziorem w Świerklańcu.
06/09/2023

Prawdopodobnie Najszczęśliwsza Grupa Fotograficzna na świecie ogląda zachód słońca nad jeziorem w Świerklańcu.

Zachód słońca oglądany z Kudłatym Przyjacielem u boku.Łąka pełna kwiatów, w oddali szemrająca Nida. I niemilknący koncer...
21/07/2023

Zachód słońca oglądany z Kudłatym Przyjacielem u boku.
Łąka pełna kwiatów, w oddali szemrająca Nida.
I niemilknący koncert na dziewięćset tysięcy świerszczy.
Bycie tylko i wyłącznie w „tu i teraz”.
Radość, spokój, wdzięczność i miłość
Pełne zjednoczenie z Matką Naturą.

Ponidzie, cudne Ponidzie...

***************************

; ; ; ;

O PODZIALE OBOWIĄZKÓW POMIĘDZY SAMCEM A SAMICĄ.Samiec i Samica cieszą się zasłużonym wypoczynkiem na odludziu. Wiodą swó...
19/07/2023

O PODZIALE OBOWIĄZKÓW POMIĘDZY SAMCEM A SAMICĄ.

Samiec i Samica cieszą się zasłużonym wypoczynkiem na odludziu. Wiodą swój próżniaczy tryb życia z Wartburgiem, Niewiadówką i psem wśród szumu lasu, świergolenia ptaków oraz pomruków rzeki Nidy. W powietrzu w ekstazie fruwają radosne końskie muchy i żwawe komary.
Para podróżników siedzi przy ognisku, piecze kiełbaski i jabłka i napełnia łapczywie brzuszki.
Radosne końskie muchy i żwawe komary również łapczywie napełniają brzuszki (soczystą krwią Samca i Samicy).

Samica rzuca Samcowi kokieteryjne spojrzenie i pyta z uśmiechem, domagając się pochwał:
- Kto zrobił dzisiaj smaczne śniadanie?
- Samica! - odpowiada entuzjastycznie Samiec z pełnymi ustami.
- A kto zrobił dzisiaj smaczny obiadek?
- Samica!
- A kto zrobił dzisiaj smaczną kolację?
- Samica! Wszystko zrobiła Samica. Ja Samiec jestem tylko ozdobą tej polany. Ja samiec nie zrobiłem dzisiaj nic! - mówi Samiec skromnie z pokorną miną.
- Jak to nic? - cietrzewi się Samica. - A awanturę dziś rano to kto zrobił, ja się pytam?!?!

***********

Czy Samiec i Samica dojdą do siebie po porannej awanturze?
Czy będą dalej cieszyć się swoim wypoczynkiem, wiodąc nadal swój próżniaczy tryb życia z Wartburgiem, Niewiadówką i psem?
Czy pojawi się jakiś nieoczekiwany zwrot akcji?
Kto odwiedzi Samca i Samicę w ich samotni?
Czy pojawią się jakieś siły nadprzyrodzone?
Kto odgadnie dalsze losy podrożników?!?! Wpisujcie swoje propozycje w komentarzach!

Komentujcie, lajkujcie, a jak Wam się podoba to udostępniajcie dalej, Wasi znajomi też chcą się pośmiać :)

A jeśli chcecie wiedzieć, jak bohaterowie tej opowieści trafili na swoją bajkową polanę na Ponidziu - zapraszam do poprzedniego postu.

Podejrzliwie obserwowałam, jak pakunek z naszym jedzeniem znika w otchłani starej Niewiadówki, po czym, upewniwszy się w...
17/07/2023

Podejrzliwie obserwowałam, jak pakunek z naszym jedzeniem znika w otchłani starej Niewiadówki, po czym, upewniwszy się w lusterku, że Niewiadówka jedzie razem z nami, umościłam się wygodnie na miękkim siedzeniu Wartbura i uśmiechnęłam zbójecko od ucha do ucha.
Kierowca łypnął na mnie podejrzliwie zza okularów.
- Samico, dokąd ty właściwie chcesz jechać?
- Ponidzie! – wrzasnęłam i aż podskoczyłam z radości.
- Poni… gdzie?!?!?
- Ponidzie, Ponidzie!!! – skandowałam radośnie jak dziecko.
- Mów do mnie po polsku. Poni… GDZIE?!?!?!? Kaj ty chcesz jechać, Babo?!?!? – Samiec wyraźnie się irytował.
- Noo… Koziołek Matołek!!! Pacanów!!! – tłumaczyłam jak mogłam, machając rękami i mapą. – Nooo, w każdym razie w tamtym kierunku!!!!
- Aha. – Mina Samca poinformowała, że zrozumiał kierunek i teraz jego mózg przelicza azymut i wyznacza trasę, uwzględniając konieczność objechania dróg remontowanych, na których w korkach moglibyśmy stracić nawet godzinę czasu. Pojedziemy więc bocznymi drogami. Stracimy na tym dwie godziny, ale – jakże malownicze to będą godziny!!!

Jedziemy zatem. Wyjechaliśmy już dawno ze Śląska, objechaliśmy remontowane drogi i szosa nawijała się płynnie pod koła. Słońce zdążyło już zajść i na niebo wypełzł księżyc. Był wielki, tłusty i różowy. Jak truskawka. I postanowił jechać z nami. Jakby chciał nas poprowadzić. Nie używamy GPS. Jeździmy według mapy. Ale wzorem starożytnych wędrowców właściwie możemy i według księżyca. Bo czemu by nie?

- Samico, czy przepatrzyłaś mapę? Znalazłaś jakąś fajną miejscówkę dla naszej przyczepy?
- Yyyyy… - Przeciągłe „yyyyy” zawierało w sobie rozpaczliwą skargę na brak czasu, na to że gdzieś zaginęła stara samicowa mapa z 2011 roku i znaleźć jej nie sposób… I zapewnienie, że Samica chciała nawet podpytać znajomych podróżników z Ponidzia, gdzie by tu stanąć z przyczepą, żeby było pięknie i dziko, ale na dobrych chęciach się skończyło… W tym przeciągłym „yyyyy” zawierała się też nadzieja na to, że „i tak będzie zajebiście” i intuicja we właściwym momencie zaprowadzi jak zwykle w najlepsze z możliwych miejsc, o ile tylko będziemy wiedzieli bardzo dokładnie, czego chcemy. Ale czy my to wiemy? Przemilczałam więc te rozważania i pozostałam na przeciągłym, żałosnym „yyyyy”.

Pochyliliśmy się nad samcową mapą, którą przezornie kupiłam Samcowi na urodziny rok przed zaginięciem mojej.
- Tutaj jest rzeczka, tutaj jeziorko, a tutaj jest zielono, to lasek będzie i krzaki. A tutaj nie, bo szaro, to pewnie jakaś betonoza. A może tutaj, bo tutaj się droga kończy nad rzeczką, to może być dziko i pięknie i zacnie… Jednogłośnie stanęło na drodze, co to się kończy nad rzeczką. Opodal krzaczka zapewne. Powinno być dziko. Let’s go!

Zjechaliśmy z głównej drogi. Księżyc zjechał razem z nami i natychmiast wysunął się na prowadzenie. Niewiadówka radośnie podskakiwała na coraz to bardziej dziurawych drogach. Cywilizacja powoli zostawała za nami, gdzieś tam, nieistotnie daleko…. Najpierw jechaliśmy przez wsie, potem coraz mniej było wsi a coraz więcej lasu. Palec na mapie. Gdzie skręcić na tym skrzyżowaniu? Księżyc wędruje prosto. To my też. Na skrzyżowaniu prosto, za księżycem.
- Tędy, tędy – zdawał się mówić złoty cielec na niebie – podążajcie za mną. Ja wiem lepiej. Ja jestem tutejszy.

Z rachitycznego głośnika sączyła się jakaś randomowa muzyka z samcowej playlisty. Ludzkie osady skończyły się już jakiś czas temu i wiedzeni światłem księżyca jechaliśmy przez coś, co wydawało się lasem. Wkrótce las się przerzedził i na drodze stanął malowniczy mostek, obrośnięty dziką roślinnością, a tuż obok – niczym z obrazka – oświetlona księżycem malownicza polanka nad rzeczką. Opodal krzaczka – ma się rozumieć.

Według mapy: koniec drogi.
Według nas: Koniec Świata.

Mostek, polanka, szemrzący nurt Nidy, totalne odludzie i ten niesamowity księżyc w pełni, bliski jak rzadko kiedy. Silnik Wartburga zgasł. Zastygliśmy w niemym zachwycie.
I właśnie wtedy rachityczny głośnik, jakby tylko czekając na ten moment, wydobył z siebie mocny, operowy głos Tarji Turunen z Nightwish, śpiewającej przy dźwiękach mocnego uderzenia: „And do I dream again? / For no I find” („I czy ja znowu śnię? / Właśnie znalazłam” – z utworu „The phantom of the opera”), co brzmiało w tej scenerii nieziemsko i dopełniało klimatu tak bajkowo i fantastycznie, że gdyby ktoś chciał to wyreżyserować i zaplanować, to nie wymyśliłby tego lepiej, a jednocześnie oddawało dokładnie to, co czuliśmy! Zastygliśmy oniemieni chwilą, zachwyceni spektaklem, jaki zupełnie spontanicznie realizował się na naszych oczach i uszach. I trwaliśmy tak jakieś trzy wcielenia. Tak, dla takich chwil zdecydowanie warto żyć!

Miejscówka, tak jak sobie życzyliśmy, okazała się zacna, piękna i dzika. Hotel bardzowielogwiazdkowy oferował uroczą polanę, wygodne miejsce pod Niewiadówkę, rwący nurt Nidy do kąpieli, a przy staranniejszym przepatrzeniu również spory zapas wysuszonego drewna do ogniska oraz nieograniczoną ilość patyczków dla psa, które to patyczki stanowiły zabawkę tysiąckroć lepszą od najlepszej zabawki ze sklepu. Matka Natura obdarzyła nas także nocnym koncertem na tysiąc słowików i dziewięćset świerszczy, co było tak piękne i naturalne, że samo w sobie było warte przejechania tylu kilometrów!

Oboje bardzo mocno wierzymy, że o ile czegoś bardzo chcemy i bardzo wiemy czego chcemy, to intuicja i dobre wiatry zaprowadzą nas tam, gdzie chcemy dotrzeć. A Wszechświat da nam dokładnie to, czego sobie życzymy, albo coś jeszcze piękniejszego. I tym razem tak właśnie się stało.

Mieliśmy zostać na jedną noc.
Zostaliśmy prawie na tydzień.

Ahoj przygodo!

* Na zdjęciu: kadr z trasy na Ponidzie.

**Dla pełnego oddania klimatu wrzucam w komentarzach towarzyszący nam w tej pięknej chwili patetyczny „The phantom of the opera” Nightwisha. :)

Kochani, po niemal czteroletniej przerwie zamarzyło mi się wznowienie "działalności" strony Fotokorozja. Zastanawiam się...
13/07/2023

Kochani, po niemal czteroletniej przerwie zamarzyło mi się wznowienie "działalności" strony Fotokorozja. Zastanawiam się, czy po takim długim okresie uśpienia strona ma jeszcze jakiekolwiek zasięgi?
Proszę, dajcie znać, jeśli wyświetlił Wam się ten post. Zostawcie serduszko, albo napiszcie w komentarzu "widzę". Albo zróbcie jedno i drugie.
Z góry dziękuję.
Zdjęcie dla uwagi :)

Zachód słońca dopadł nas wtedy gdzieś w bieszczadzkiej trasie niespodziewanie i urokliwie.Zatrzymaliśmy się na krótką ch...
19/12/2019

Zachód słońca dopadł nas wtedy gdzieś w bieszczadzkiej trasie niespodziewanie i urokliwie.

Zatrzymaliśmy się na krótką chwilę uniesienia, a właściwie ekhm… zanurzenia… :) , żeby po chwili, w zapadających szybko ciemnościach, szukać kolejnego magicznego miejsca na nocleg.

Szybko spod sterty gratów wygrzebany fotograficzny aparat i szybki pstryk. Chwila zachwytu.
Nie, nie pamiętam gdzie to było. Ktoś wie? Przypomni?
… wszystko wtedy tak szybko się działo…

Taki ciepły, wakacyjny, sierpniowy, bieszczadzki kadr wyskoczył mi wczoraj z komputera w samym środku grudnia, ogrzewając gorącymi wspomnieniami zmarznięte serduszko.
Pięknego dnia Wam życzę!

, ,

SZARA POLSKA JESIEŃ.Las w Lasowicach moich kochanych...Poobiedni spacerek niedzielny. Samotnie. Tak lubię.Pada deszcz, z...
15/12/2019

SZARA POLSKA JESIEŃ.
Las w Lasowicach moich kochanych...
Poobiedni spacerek niedzielny.
Samotnie.
Tak lubię.
Pada deszcz, zawinął mi włosy w strąki.
Jest cicho. Pachnie deszczem i lasem.
Cudownie.

Pozdrawiam cichutko...

(Zdjęcia komórką za 199,- pln, bo lustrzanka za ciężka na dalekie spacery)

Ten cudowny czas, kiedy możesz leżeć na trawce i gapić się na przepływające niebem obłoki.Tu i teraz.Złota Polska Jesień...
02/12/2019

Ten cudowny czas, kiedy możesz leżeć na trawce i gapić się na przepływające niebem obłoki.
Tu i teraz.
Złota Polska Jesień... jeszcze parę dni temu...

Pozdrowienia w ten piękny chłodny poranek!

Jeśli podoba Ci się to co robię - zostaw lajka pod postem, polub stronę, udostępnij zdjęcie, wtedy będę wiedziała, że to co robię ma sens.

Relaks w trasie.Kobieco.Jesiennie.Nasza piękna Julecka i Jej Niezawodny Wartburg 1.3, którym jeździ absolutnie codzienni...
25/10/2019

Relaks w trasie.
Kobieco.
Jesiennie.

Nasza piękna Julecka i Jej Niezawodny Wartburg 1.3, którym jeździ absolutnie codziennie :)

Rafał Żydziak Twój były samochód robi karierę w modelingu! :) Kolejna piękna kobieta się do niego przytula!
On tak przyciąga kobiety, a Tyś go tak bezmyślnie sprzedał...

, ,

Kiedy GPS przestaje działać, a Tobie właśnie kończy się paliwo...Werka i Wartburg.Miało być zaplanowane, ułożone i przem...
18/10/2019

Kiedy GPS przestaje działać, a Tobie właśnie kończy się paliwo...
Werka i Wartburg.
Miało być zaplanowane, ułożone i przemyślane. A wyszło jak zwykle, czyli spontanicznie i niespodziewanie. Pojawiła się Werka i usiadła sobie przed autem. I już!
Podczas tej sesji niestety nie obyło się bez strat. Straszną śmiercią zginęła prezentowana na zdjęciu walizka. Autorka tej fotograii przejechała ją osobiście Wartburgiem :(

Jeśli podoba Ci się to co robię, zostaw po sobie jakiś znak - polub zdjęcie, polub stronę, napisz komentarz - żebym wiedziała, że to co robię, ma sens. Albo... wpadnij na sesję

Adres

Tarnowskie Góry
42-600

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fotokorozja umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria