08/04/2026
Kilka moich przemyśleń.
Bardzo często po sesji mówicie, że atmosfera była świetna,że czułyście się swobodnie,że „to było łatwiejsze niż myślałam”.
I za każdym razem myślę sobie jedno:
to nie dzieje się przypadkiem.
Bo sesja to nie jest tylko robienie zdjęć.
To jest praca z emocjami, z napięciem, z głową,która na początku często mówi:„nie wiem co zrobić”, „dziwnie się czuję”, „to nie ja…”
I w tym momencie wchodzę ja - cała na biało. 😅 Żartuję, śmieje się, gadam różne głupoty, albo częściej - mówię sama do siebie, zwłaszcza wtedy, gdy „głośno myślę”. I to nie jest udawane, serio, podczas sesji poznajecie mnie taką, jaką jestem na co dzień. Uśmiechniętą i pełną energii. Ta pozytywna energia rzutuje na Was. A ja uwielbiam kontakt z Wami.
Wyobraź sobie, że podczas sesji milczę, chodzę z grobową miną, i nie wiesz… czy jesteś tu „za karę” czy może mi przeszkadzasz w południowej kawce. Obstawiam, że nie czułabyś się dobrze, ciało byłoby całe spięte, a zdjęcia? - nawet nie chcę myśleć, co by z tego powstało.
Czasami jak po sesji przeglądacie zdjęcia w moim aparacie to same zauważacie, że pierwsze zdjęcia są bardziej spięte, a te ostatnie zwykle najlepsze.
Przypadek? - nie sądzę. 🥳
Jeśli tu doczytałaś/doczytałeś to mam pytanie: jak uważasz? Atmosfera w studio przekłada się na efekt końcowy?