Mitologia Słowian

Mitologia Słowian Przedstawianie mitologii słowiańskiej na sesjach zdjęciowych

W imieniu zespołu Żniwa i swoim zapraszam! Przypominamy, że to już dzisiaj! O godzinie 19:00 startuje długo przygotowywa...
18/11/2023

W imieniu zespołu Żniwa i swoim zapraszam!

Przypominamy, że to już dzisiaj! O godzinie 19:00 startuje długo przygotowywane wydarzenie "Na trakcie Żniw: Legendarium"! 😀
Zaprosiliśmy trzy naprawdę niezwykłe zespoły - Percival (w wyjątkowym składzie - z nami 🙂 ), Rustica i Gudar. Oczywiście zagramy także my - Żniwa!
Będzie można też posłuchać rozmaitych kooperacji! 🙂
O 19.00 zaczyna się transmisja na naszym kanale www.YouTube.com/zniwa

Link do live’a jest tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=ixR0zTRVBPo

[SCROLL FOR ENGLISH]Percival, Żniwa, Rustica i Gudar - zapraszamy na czwarte "Na trakcie Żniw: Legendariu...

Wiem, że takie posty nie są mile widziane, ale będzie tylko jeden bo potrzebuję Waszego wsparcia 🙂 nie zgłaszajcie admin...
15/07/2023

Wiem, że takie posty nie są mile widziane, ale będzie tylko jeden bo potrzebuję Waszego wsparcia 🙂 nie zgłaszajcie administratorom bo to ja 🙂
razem ze znajomymi zapaleńcami robimy filmy, bez wsparcia instytucji, aktualnie przygotowujemy się do 4 filmu fabularnego, pracujemy za darmo, ale sprzęty, lokacje i inne rzeczy potrzebne na planie niestety za darmo nie są.
Dlatego zbieramy na zrzutce (link w komentarzu, co by FB nie obciął zasięgów)
nie proszę o duże kwoty, ale 1, 5, 10 zł 🙂 kto może to 20 zł - liczy dla nas każdy mały gest wsparcia 🙂
projekt nie łączy się z mitologią słowiańską, ale wierzę, że przychylnym okiem spojrzycie na założyciela tej grupy i dołożycie grosika do tworzenia niezależnej sztuki w tym kraju 🙂 jakby każdy dał tylko 1 zł to będę miał na kolejny film 🙂 a marzy mi się horror w klimatyce słowiańskiej, a opowiadanie na podstawie którego mógłby powstać już mam 🙂
Dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość!
Ł.

KRÓTKOMETRAŻOWY FILM FABULARNY - "SELFTAPE" Celem zbiórki jest pozyskanie funduszy na produkcję naszego kolejnego niezależnego filmu krótkometrażowego pt. “SELFTAPE”. Wszystkie pozyskane fundusze zostaną przeznaczone na wynajem profesjonalnego sprzętu kamerowego, oświetleniowego i dźw...

15/04/2023

„Kawka. Pająk Mokoszy” to debiut pisarski Adama Kaczmarczyka, który do współpracy zaprosił mysłowickiego artystę Jarosława Telengę czuwającego nad oprawą gra...

Mitologia Słowian ma przyjemność patronować książce Adama Kaczmarczyka pt. "Kawka. Pająk Mokoszy". Wydanie jest piękne i...
14/04/2023

Mitologia Słowian ma przyjemność patronować książce Adama Kaczmarczyka pt. "Kawka. Pająk Mokoszy".

Wydanie jest piękne i pięknie dostarczone, niedługo zabieram się za lekturę 😃

Ja otrzymałem już swój egzemplarz, a Was zachęcam do zdobycia swojego pisząc wiadomość do Kawka lub mailem: [email protected]

Patroni medialni:
BookHunter.pl
Czyt-NIK
itvm.pl Telewizja Mysłowice
W KATOWICACH.eu

 Demony wodne - kontynuacjaTopielec (Utopiec) - to jeden z najgroźniejszych demonów rodzimych. Był jednym z najbardziej ...
10/03/2023



Demony wodne - kontynuacja

Topielec (Utopiec) - to jeden z najgroźniejszych demonów rodzimych. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych stworów na niemal całej Słowiańszczyźnie. Podania nadal można usłyszeć wśród starszyzny szczególnie na Śląsku, Małopolsce, Warmii, Mazurach, Podlasiu i Podhalu. Różnie go zwano. Utopnik, utoplec, utopek, topek, topiciel, waserman, vodyanoi (ros.), vodinki (cz.), pływniki, wirniki... Woda oddzielała świat żywych od świata umarłych. Większość nekropolii była w jakiś sposób oddzielona od świata żywych ciekami wodnymi, zatokami lub po prostu jeziorem. Kurhany były przynajmniej otoczone symbolicznymi rowami. W każdym razie kto we wspomnianym żywiole postradał życie, tego dusza mogła utknąć pomiędzy światami żywych i umarłych. Najczęściej stworzeniem tym zostawali ludzie, którzy postradali życie w toni. Szczególnie podatne na przemianę są utopione, brzemienne kobiety, a także to co w sobie nosiły. Mogły też powstawać samoistnie z piasku z dna jezior, a inne podania mówią, o potopionych przez matki, niechcianych dzieciach. Wygląd utopców jak i ich zachowanie było bardzo zróżnicowane, w zależności od tego w jakim rejonie występowały. Mogły wyglądać jak dzieci i cechować się nadludzką siłą. Według innych podań mogły nawet zamieniać się w zwierzęta. Równie często byli przedstawiani w postaci ludzkiej, lecz o sinej skórze pokrytej szlamem, wodorostami zamiast włosów lub błonami między palcami. W kolejnych występują nawet pod niewidzialną postacią. Za miejsca zamieszkania obierały sobie głębiny jezior, styki rzek i miejsca trudno dostępne jak pod młynami, i mostami. Tereny, w których do tej można wykryć ślady ich występowania to jeziora augustowskie, Jezioro Powidzkie, Gopło, Stary Bug, Jezioro Omulewskie i Jezioro Święte pod Kurkami. Mogły oczywiście występować w postaci żeńskiej jako topielice. Tu opisy jednak różnią się w znaczny sposób. Przedstawiane są jako piękne kobiety wabiące do wody chłopców. Pochrześcijańskie źródła podają, że topielcy rozpuszczali się pod wpływem polania święconą wodą. Utopce mogły bardzo długo czekać na swoją ofiarę. Żerowały raczej nocą, acz są podania w których pojawiają się również za dnia. Ale wtedy miały w głowie raczej psoty niż co innego. W gniewie mogły robić wiry wodne, wylewy niszcząc pola uprawne i okoliczne domy, wchodzić w szkodę, moczyć stogi siana. Jednak z największą lubością topiły ludzi oraz bydło. Żywi dbali o zabiegi ochronne takie jak składanie ofiar z bydła i pokarmów w toni. Rybacy oraz flisacy twierdzą, że można było nad nimi zapanować specjalnymi zaklęciami. Z wiarą w utopce wiązał się zakaz kąpieli do czasu Kupały. Gdy już trafiło się w śmiertelne objęcia topielca można było próbować się wyswobodzić się zadając stworowi zagadki, ale to chyba musi być ciężkie w podobnych okolicznościach. Szczególnie jak zaczynasz bulgotać pod wodą.

Wodnik - Najstarszą chyba wzmianką o Wodniku jest ta z 1278 roku z "Rocznika Traskiego", gdzie opisano polowanie na demona: "Rybacy nie mogli swobodnie wykonywać swojej pracy ze względu na złośliwego wodnika, który zalęgł się w jeziorze. Okoliczna ludność na czele z uzbrojonymi w krucyfiksy księżmi, a także gromadą rycerzy zarzuciła w owym jeziorze sieci, by niecnotę schwytać i unicestwić. Jednak, gdy już udało się wyciągnąć potwora, który miał głowę kozła, a oczy czerwone jak rubiny, zebrany nad brzegiem cały poczet duchowieństwa, wszyscy wojownicy, a także prosty, zabobonny lud uciekał w popłochu, biegł w te pędy, by nie pozostać dłużej na przeraźliwego wodnika". W kronice z XIV wieku możemy przeczytać przestrogę: "Szczególną ostrożność przy wodzie zachowaj, by utopca w porę spostrzec. Pomylić się sposoby nie ma, bo brzydki on okrutnie i do ludzi nie podobien. Gdy więc mokrego stwora obaczysz, co głowę ma wielką zielonymi włosami zdobioną i odnóża jak patyki cienkie - uciekaj człeku, by śmierci w odmętach nie ponieść". Wodnik był uważany za władcę wód, demonów wodnych oraz wszystkich stworzeń ją zamieszkujących. Oczywiście pełnił funkcje ich opiekuna. Często objawiał się pod postacią wielkiej ryby. Co roku domagał się on ofiary od ludzi, aby nie zalewać pobliskich osad, gwarantować porządny połów i nie topić ludzi. Polski etnograf Zygmunt Gloger pisze o topieniu kurek w jednym z jezior augustowskich. W jeziorze, w którym miał co roku ktoś oddawać życie, wrzucano drób aby przebłagać Pana wody co by obyło się bez strat w ludziach. Co ciekawe mieszkańcy pobliskich wiosek mijając wspomniane miejsce zdejmowali nakrycia głowy. Kolejne z opisanych przez Glogera miejsc to Uroczysko Czarna Woda (Łużyce), w okolicach Milska, gdzie obchodzono obrzędy, które miały ułagodzić wylewy rzek lub zapobiec suszy. Wodnik miał w zwyczaju wygrzewać się na brzegu, kładkach i mostach. Jeśli się go dostrzegło, nie należało się zbliżać ani do niego ani do wody tegoż dnia. Wodnika mogły zwabić śpiew, taniec oraz ogniska. Nie mam informacji z jakiego konkretnie powodu nie był pożądany między ludźmi poza swoją domeną, acz odstraszano go od weselników.
Wodnika można było zranić igłą lub nożem, co mogło go okresowo osłabić. Generalnie bał się metalu, bo wystarczyło wystrzelić w niego guzikiem celem odstraszenia. Gdy osoba zaczynała się jednak topić nie można było jej ratować. Wodnik wybrał sobie ofiarę i nie należało go denerwować, bo cała lokalna społeczność mogłaby na tym ucierpieć. Ciekawostka : Japończycy mieli swojego wodnika (demona) o nazwie Kappa. Niektórzy do tej pory twierdzą, że go widzieli nie tak dawno. Badacze nie wykluczają więc istnienia zwierzęcia wodnego o opisywanych cechach. Do czego jednak zmierzam. Wyobraźcie sobie, że Wasza dusza ma formę złotej kulki. Nie wiadomo czym kierowali się Bogowie, (ani co mówi o ich poczuciu humoru) ale umieścili ją w d*pie. Kappa to demon, który próbuje zabrać duszę pluskającym się w akwenach ludziom.

Wiły - są demonami wodnymi żyjącymi nad brzegami rzek i jezior. W podaniach przedstawiane są jako piękne dziewczęta, które można było poznać po wiecznie wilgotnych włosach. Ponoć mogły się zamieniać w łabędzie. Były raczej miłe. Rybakom zapewniały dobry połów, ale odtrącone albo zeźlone mogły rwać sieci i płoszyć ryby.
Na Bałkanach demony powietrzne, odpowiednik latawców w Polsce i Czechach. Przedstawiane jako młode, piękne dziewczęta lub ptactwo. W Serbii i Chorwacji wyobrażane jako kobiety ze skrzydłami lub łabędzie.

To wszystko, co chciałabym napisać o demonach wodnych. Jak zawsze zachęcam do dyskusji.

Autorka artykułu: PijanaMorana - blog słowiański
Autor zdjęć: Łukasz Wodziński - fotografie

  Słowiańska muzyka   W XXI wieku komercyjne kapele słowiańskie i etnograficzne powstają jak grzyby po deszczu. Gatunek ...
08/03/2023



Słowiańska muzyka

W XXI wieku komercyjne kapele słowiańskie i etnograficzne powstają jak grzyby po deszczu. Gatunek "folk" stał się tak bardzo mainstreamowy, że ciężko wręcz nadążyć za rynkiem muzycznym, który staje się powoli przesycony różnej jakości tworem. Dziś odpowiemy sobie bardzo naokoło, czy faktycznie jakimś cudem możemy choć po części odtworzyć muzykę naszych Przodków, jeśli nie zostawili nam zapisów nutowych, w jakim stopniu możemy to zrobić i czy faktycznie dzisiejszy rynek muzyczny zbliżył się do brzmień, o które się nam rozchodzi.
Zapraszam!

Zacznijmy od mało optymistycznej tezy. Muzykolodzy mówią wprost o tym, że otworzenie muzyki, choćby i z czasów późniejszego średniowiecza - w szczególności tej świeckiej - jest właściwie niewykonalne, głównie przez wzgląd na nieznane tempo, tonacje, metrum, intencje, czy emocje idące za muzyką. Cytując prof. Jerzego Morawskiego, co do muzykalności w średniowiecznej Polsce:
'Z zachowanych świadectw nie wynikają żadne wnioski co do jakości muzyki i sposobów jej wykonywania. Nie dowiemy się już zapewne nigdy, jakie było brzmienie nie tylko całych zespołów, zazwyczaj niezbyt licznych, lecz także pojedynczych instrumentów. (...) można przypuszczać, że była to muzyka jednogłosowa*, wykonywana heterofonicznie**, a każdy instrument grał tę samą melodię, ale w charakterystycznym dla niego rejestrze, być może z ozdobami, bądź uproszczeniem, stosownie do własnych możliwości fakturalnych. Dużą rolę odgrywała przypuszczalna praktyka wykonywania improwizacyjnego, które miało wpływ na kształt utworu. Muzykowano bez nut, z pamięci."

Jeśli na ogół odznacza mnie dość duży optymizm co do ewolucji badań nad kulturą słowiańską, tak tutaj jestem zmuszona przyznać Profesorowi rację. Pytając o mitologię, czy religię - nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i do okrycia jest jeszcze wiele niewiadomych, a badań stale przybywa. Muzyki zaś nie poznamy, gdyż nie mamy jakiejkolwiek nadziei na odnalezienie nagrań, bądź chociażby zapisów nutowych, choć w ostatnich latach udało się na przykład zarejestrować na nagraniach dźwięki grzechotek z epoki! Za to, posiłkując się niniejszym cytatem widzimy już na pierwszy rzut oka różnice pomiędzy dzisiejszymi kapelami, a tym co prezentowano u źródła. Chociażby biorąc pod uwagę Laboratorium pieśni, które część ze swoich utworów wykonywało a'capella, lecz... polifonicznie.

Dane dotyczące najwcześniejszej muzyki w pogańskiej Polsce są rzadkie i rozproszone w ówczesnych źródłach, a także w relacjach późniejszych dziejopisarzy. Kronika Galla Anonima (XI–XII w.) wspomina na przykład o pieśniach i tańcach z klaskaniem przy dźwiękach lutni.

Najstarszymi instrumentami odnalezionymi na terenach Polski są gwizdek kościany z Jaskini Mamutowej (źródła pisane mówią o tym, że w późniejszym czasie Słowianie będą używać tego typu aerofonu przy naśladowaniu zwierząt podczas polowań), gliniane bębny neolityczne z Opatowici Dankowic, czy multanki z Przeczyc z przełomu epoki brązu i żelaza. W czasie pogańskim, słowiańskim funkcjonowały jednocześnie cztery grupy instrumentów: - aerofony - ligawka (opisana przez Ibrahima ibn Jakuba), piszczałki (np. z Kowalewa), gwizdki, trąby, rogi (opisane między innymi w Kronice Thietmara)
- chordofony - gęśle np. z Opola, psalterium (odmina cytry)
-membranofony - bębny i bębenki obręczowe
- idiofony - gruchawki, tarło.

I... nic poza tym. Uważa się, żę Słowianie mogli znać dudy, ale nie ma żadnych przesłanek rzeczowych i pisanych, żeby stwierdzić to jednoznacznie. Wychodzenie poza tę listę to już nie odtwórstwo. Biorąc pod uwagę inne kultury muzyki przekazywanej ustnie oraz fakt, iż folklor polskiej wsi zachował swoje szczególne, odrębne cechy, to uważa się, iż polska muzyka ludowa może zachowywać wiele elementów przedchrześcijańskich i może być daleką pochodną kultury muzycznej zachodniej słowiańszczyzny.

Najwcześniejszy znany utwór muzyczny związany z Polską (i zarazem tekst poetycki dotyczący Polski) to Sekwencja Annua recolamus. Jest to najstarsza sekwencja ku czci św. Wojciecha, powstała 1001 w opactwie benedyktyńskim Reichenau na wyspie Jeziora Bodeńskiego, zanotowana w rękopisie z Reichenau około roku 1001, krótko po kanonizacji praskiego biskupa‐męczennika. Sekwencja ta jest dla kultury polskiej niezwykle ważna, ponieważ właśnie w jej tekście odnajdujemy po raz pierwszy nazwę naszego państwa – Polania.

Jakimi cechami odznaczają się oralne kultury muzyczne?
Przede wszystkim są dość płynne i zmienne w czasie, lecz trwają bez świadomości naturalnej ewolucji zmian. Cechą muzyki pierwotnej zaś jest również pełne podporządkowanie obrzędowości i praktykom, zarówno codziennym jak świątecznym, najczęściej przy jednoczesnym znaczeniu magicznym i podlega pewnym regułom. Podejrzenia co do brzmienia muzyki państwa Polan skupiają się na trudnej do wykorzystania jako źródło muzyki ludowej. Wyodrębnia się z niej najstarszą warstwę z wykluczeniem skal dur i mol. Najstarszą warstwę muzyczną stanowią prawdopodobnie melodie wąskozakresowe*** wybitnie związane ze Słowiańszczyzną. Melodie takie związane są ze skalami tetrachrdalnymi czterodźwiękowymi. W muzyce ludowej stosowane są one głównie na południowym wschodzie kraju, a więc nie wiadomo, czy nie są efektem kontaktu ze wschodnią Słowiańszczyzną. Za ich pierwotnością przemawia jednak występowanie między innymi w pieśniach weselnych, obrzędowych a więc morfujących bardzo powoli.

Bliżej historycznego terytorium polskiego w Wielkopolsce i na Kujawach są to skale pentatonalne anhanitoniczne bezpółtonowe. Jeśli za kryterium potencjalnej "pierwotności" przyjmiemy zaś największe odizolowanie, to na tapet wchodzi moja rodzinna Kurpiowszczyzna, gdzie znajdujemy jako główny nurt pentatoikę półtonową na skali opartej sa sekundach wielkich, jednej wielkiej tercji i jednej małej sekundzie. Domniemuje się więc preferencje do taktu 5/4 monodii, niezwykle mało popularnej w dzisiejszczych czasach. Skalę tę znajdujemy również na ziemi sandomierskiej w postaci tańców w metrum 5/4. Za cechy wspóle muzyki z terenów Polski uważa się złożony kontur wymagający kunsztu wokalnego i kończenie melodii o kwartę później dźwięku centralnego. Hipotezy pokrywają się zarówno z pierwotną muzyką wschodnich Słowian, co składa nam się w jednolity obraz.

Badacze w większości są zgodni, że Oj chmielu, chmielu to pieśń pochodząca z X wieku, a niektórzy uznają ją nawet za starszą. Pieśń wykonywano w czasie uroczystości weselnych, o północy, podczas oczepin. Śpiewały ją starsze kobiety, zwracając się do panny młodej w ważnym momencie przejścia ze stanu panieńskiego do grona mężatek. Obrzędom towarzyszyło obrzucanie ziarnami zbóż i szyszkami chmielowymi.

Kolejnym "problemem" przy tym zagadnieniu staje się rekonstrukcja samych instrumentów muzycznych. Oczywiście bazuje się przy tym na ścisłych badaniach, niemniej nie dość, że często polegają one na samej obserwacji obiektów archeologicznych z powodu ich wieku, kruchości i niewielkiego stanu zachowania, lecz również faktu, że obiekt rekonstruowany nigdy faktycznie nie będzie taki, sam, na co składa się wiele czynników. Pomijając faktyczny rejestr dźwiękowy samego oryginalnego instrumentu, chodzi głównie o technologę wykonania, użyte narzędzia, czy doświadczenie rzemieślinika. Przy produkcji większej ilości przedmiotów, nawet jeśli nie jest ona masowa, będą powstawały pewnego rodzaju "oszustwa" powodowane głównie wygodą i powszechną dostępnością do nowych technologii.

Najstarszą polską pieśnią zachowaną wraz z melodią jest Bogurodzica, swoisty hymn narodowy. Pochodzi z końca XIII wieku, ale fragment melodii zaczerpnięty został ze znanego już w X wieku hymnu procesyjnego

Jest oczywiście więcej charakterystycznych cech dla słowiańskiej muzyki. Są to między innymi ozdobniki śpiewne, szczególnie przy ostatnich sylabach, rytmiczne klaskanie - o czym zresztą często wspominają zbulwersowani tym faktem kronikarze, wspominając kulturę i obrzędy Słowian, a także refreny sylabiczne, które nie muszą wyrażać konkretnych, istniejących słów.

Jak możecie zobaczyć, współczesne kapele, nawet typowo etnograficzne głównie nijak mają się do tradycyjnej muzyki Słowian, szczególnie że opierają się njaczęściej na pełnej skali i innym metrum. Macie może jakieś ulubione zespoły określające się jako etnograficzne lub folkowe?
Zapraszam do dyskusji!

*muzyka oparta na elemencie muzycznym, bez udziału harmonii

**muzyka o określonej linii melodycznej wykonywana przez jeden głos / instrument, przy improwizacji reszty

*** nie zawierające pełnej skali

Autorka artykułu i grafiki: PijanaMorana - blog słowiański

Materiał został zrealizowany gółwnie w oparciu o książkę "Kultura muzyczna w początkach państwa polskiego - red. Jabłońska, Robaszkiewicz", 2020. red. Jabłońska, Robaszkiewicz

  A CZEGO TU SIĘ BAĆ 2006Mieszkańcy mazurskiej wioski opowiadają o zwyczajach związanych ze śmiercią.reżyseriaMałgorzata...
07/03/2023



A CZEGO TU SIĘ BAĆ 2006

Mieszkańcy mazurskiej wioski opowiadają o zwyczajach związanych ze śmiercią.

reżyseria
Małgorzata Szumowska
scenariusz
Małgorzata Szumowska
gatunek
Dokumentalny, Krótkometrażowy
produkcja
Polska

  Dziś mam dla Was  publikację z roku 2017. Jest wydana przez znane w środowisku wydawnictwo Triglav, ale akurat tutaj ś...
06/03/2023



Dziś mam dla Was publikację z roku 2017. Jest wydana przez znane w środowisku wydawnictwo Triglav, ale akurat tutaj średnio się sprawdzili. Wydrukowana jest na papierze toaletowym o lepszej gramaturze, co sprawiło że część rycin i zdjęć jest kompletnie nieczytelna. Nie powinno mieć to miejsca w studium archeologicznym. No ale dość narzekania, przejdźmy do najważniejszego czyli do treści.
Pan doktor Kajkowski Kamil na lekkie pióro do książek naukowych. Pewnie dla tego, że ma na swoim koncie wiele artykułów. I w sumie to jest argument, dla którego ta książka może się Wam nawet bardziej spodobać niż "Obrzędowość". Mamy tutaj zbiór artykułów naukowych zredagowanych na potrzeby książki. Dla tego czyta się ją bardzo przyjemnie. Forma jest dość lekka.
Zakres jest naprawdę duży. Podzielony na cztery właściwe części. Przestrzeń, Moc, Człowiek i Zwierzę.
Mnie najbardziej chyba ucieszył podrozdział o muzyce, tańcu oraz śpiewie w obrzędowości Słowian. Jest to bardzo ciężki temat z tego powodu, że raczej nie jesteśmy w stanie odtworzyć niespisanych pieśni, linii melodycznych czy tradycyjnego tańca związanego z rytuałami. Są to czynniki, dla których większa część świata nauki boi się podejmować tego tematu i trzyma od niego z daleka. A tutaj mamy zagadnienie dość szczegółowo podjęte, oraz zebraną gromadę materiałów przekazów kronikarskich w tym temacie.
Oczywiście dodatkowo znajdziecie tam wiadomości o wodzie i jej znaczeniu w wierzeniach (szkoda, że materiał nie został rozszerzono o źródła etnograficzne, bo mógłby być pełniejszy, a na pewno ciekawszy), o wyspach i gajach. Z tej części najbardziej satysfakcjonująco i szczegółowo opisany jest problem kamieni dla słowiańskiego sacrum. Większość opracowań na temat 'bożych stopek' i eratyków, które łączono są z kultem tradycyjnym jest dość zabytkowa, a Pan Kamil w doskonały sposób odkurzył temat.
Kolejnymi zagadnieniami są ofiary z ludzi - też bardzo nielubiany motyw, a potraktowany w sposób dość innowatorski. Oprócz oczywistych ofiar w miejscach kultowych autor analizuje również nietypowe pochówki z miejsc funeralnych, a szczególnie te powszechnie uznawanych za wampiryczne. Tutaj znajdziecie też zagadnienie głowy (czaszki) dla sacrum słowiańskiego oraz Bóstwa - Białego Boga i jego ewentualnej egzystencji i roli w wierzeniach Słowian nadbałtyckich.
W "ludzkim" rozdziale znajdziecie rolę alkoholu w obrzędach duchowych, muzykę, taniec i śpiew, o których wspomniałam na początku i wędrówki w zaświaty w sensie motywów mitologicznych.
Z tematem zaświatów szerzej możecie się zapoznać w drugim tomiku mini serii tegoż wydawnictwa - "Słowiańskie zaświaty" Szczepanika.

Ostatni rozdział dotyczy znaczenia zwierząt dla słowiańskiej kultury, z naciskiem na psa oraz dzika. Nie dość, że wybór raczej nieoczywisty, to miałam wrażenie że jest pisany trochę 'na odwal' i do tego mocno chaotycznie. Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, zmęczenie lekturą, czy faktycznie z tym rozdziałem jest coś nie tak i autor nie miał serca do tego tematu. W każdym razie to bolączka wielu publikacji. Chociażby klasyki - "Upiorów i wilkołaków" Baranowskiego, która jest równią pochyłą. Mimo tego oraz kilku literówek, to nadal chyba najlepsza książka, która ukazała się dzięki wydawnictwu Triglav.

Czy warto ją kupić? Jasne. Szczególnie, że poszczególne artykuły ciężko znaleźć. A jeśli szukacie wiadomości o kamieniach kultowych oraz pląsach i muzyce w życiu duchowym przodków, to książka w stu procentach dla Was. Jest ciekawa, nie nudzi i język zadowoli zarówno pasjonatów, laików, jak i osoby interesujące się tematem naukowo. Polecam!

Rok wydania: 2017

Cena okładkowa: brak

  Ostatnio skończyliśmy na najbardziej sympatycznym stworzeniu, czyli babie leśnej. Przypominam, że dzisiejsze, leśne be...
03/03/2023



Ostatnio skończyliśmy na najbardziej sympatycznym stworzeniu, czyli babie leśnej. Przypominam, że dzisiejsze, leśne bestie są mniej potwierdzone materiałem źródłowym. Mamy jednak w zanadrzu jeszcze kilka ciekawostek. Między innymi

Wyszymory (bugaje) - duchy opiekuńcze lasu. Raczej przychylne ludziom. Pomagają znaleźć zagubionym drogę do domu, a nawet są skłonne obronić przed zbójami. Osoby o czystym sercu mogły nawet przy ich pomocy odnaleźć skarby. Pastuszkom pomagały odszukać zaginioną trzódkę. Jednak biada temu, kto bruździł w lesie, który zamieszkiwały!
Wyglądem mogły przypominać Tolkienowskie Enty. Można powiedzieć, że miały one 'kasty'. Szyszaki - malutkie stworki z trójkątną główką, żółtymi oczkami i drobnymi ustami, bugaje, które osiągały wielkość człowieka, acz wyglądały podobnie, szyszymory - największe z nich, wręcz olbrzymy. Ich nogi wyglądają jak korzenie, a ciało jest pokryte zdrewniałą łuską lub korą. Czubek głowy wygląda jak korona drzewa pozbawionego liści.

Leśnice (laskowce) - dziki lud zamieszkujące głębokie lasy i knieje. Ich budowa była krępa, wręcz grubawa, nieproporcjonalna. Mieli też krzywe nogi, krótkie ręce, i dużą głowę. Ciemnozielona barwa skóry i porośnięte gęstym włosiem ciało też nie zachęcało do obcowania z nimi, aczkolwiek niektórzy szaleńcy twierdzą, że jest to rasa leśnych ludzi. Panie miały obwisłe piersi, także porośnięte szczeciną. Klaty mężczyzn są porośnięte lekko kręconymi włosami, a ich przyrodzenia są nadzwyczaj imponującej wielkości. I też włochate. Włosy na głowach tych stworów są posklejane w strąki, mogące przypominać dredy. Leśnice chronią leśną zwierzyę łowną w czasie ochronnym. Generalnie nie są zbyt przychylne ludziom. Jeśli więc spotka się ich grupę przemierzającą las to lepiej szybciutko, chyłkiem spieprzać z danego miejsca. Mogą się na nas rzucić i rozszarpać. Nieco inaczej może być latem, podczas ich okresu godowego kiedy są skłonne obcować z ludźmi, ale polecam tę opcję jedynie skrajnym desperatom.

Wilce (sieny) - stworzenia zamieszkujące drzewa. Są mocno terytorialne i trzymają się wyłącznie swojego "lokum". Opuszczają je wyłącznie raz do roku, chyba że zmusi je do tego silna konieczność. Kiedyś ponoć ludzie potrafili zidentyfikować drzewa przez nie zasiedlone. Miały być one wiekowe, wyróżniające się w jakiś sposób z otoczenia, miały gęstą koronę, powykręcane w charakterystyczny sposób lub posiadały wiele odnóży. Mogło się zdarzać, że przypominały one sylwetkę ludzką lub majaczyła ona w koronie. Słowianie czcili takie rośliny, aby przynosiły ich rodom szczęście oraz dostatek. Ciężko opisać wygląd takiego demona, bo przez większość czasu pozostawały niewidzialne. Wygodnie. Prawdopodobnie jednak wyglądem przypominały po prostu młodych mężczyzn. Mówi się, że zachowywały swą młodość i były bardzo przystojne, gdyż spółkowały z wiłami, a one były bardzo wybredne.
To wszystko co mam dla Was o mieszkańcach lasu. Możemy sobie więc w końcu, spokojnie przejść sobie do kategorii następnej.

Demony wodne

Woda to jeden ze składników wszystkich żywych istot. Każdemu jest ona niezbędna, dla tego została uświęcona. Gasi pragnienie, oczyszcza nie tylko ciało, ale również w sposób duchowy. Nie służy wyłącznie celom utylitarnym, ale ma szeroki zakres znaczeń symbolicznych. Uważana też była za granicę dzielącą świat żywych i umarłych, dlatego otaczano nią nekropolie, albo pilnowano, aby były okolone przynajmniej symbolicznym rowem. Umarłym miało to zagwarantować spokój, a żyjącym bezpieczeństwo. Jeśli więc ktoś oddał życie w tym żywiole, często jego dusza już tam zostawała. Woda służy także do przeprowadzania zabiegów inicjacyjnych, a także do przygotowania się przed konfrontacją z Bogami. Słowianie wierzą, że podług mitu kosmologicznego to właśnie z niej wyłonił się cały świat i to ona jest integralną częścią początku. Miała także właściwości uzdrawiające. Ten aspekt przejął chrześcijański żywioł, więc nadal na naszych ziemiach odnajdujemy setki "świętych źródeł". Woda też jest siedzibą licznych istot zarówno boskich jak i demonicznych. To bezpośrednio im składano wota akwatyczne, aby zyskać ich przychylność lub określone dobra.

Rusałki (ros. brzeginie), żytnie panienki- stwory kobiece znane głównie na wschodniej Słowiańszczyźnie. Etymologia tego słowa to prawdopodobnie od łac. Rosalia (święto róż). Może to odrobinę nas nakierować na to, skąd do nas 'przybyły', acz mają długą historię bytowania na naszych ziemiach. Stawały się nimi dziewczęta, które zmarły nienaturalną śmiercią, nie zaznając miłości. Mogły to być samobójczynie, które się targnęły z powodu nieodwzajemnionego uczucia, zmarłe tuż przed/po ślubie. Bardzo podatne na przemianę były również kobiety w ciąży oraz to, co w sobie nosiły. Niektórzy wyróżniają rusałki wodne, polne i leśne. Przedstawiane były jako piękne kobiety o drobnej budowie, często o zielonych włosach i z czarnymi oczkami. Bardzo lubiły kwiecie, które wplatały sobie we włosy. Uwielbiały pląsać na polanach i przesiadywać w zielonych konopiach i życie. Szczególnie niebezpiecznym było wybranie się do lasu podczas nowiu. Oskar Kolberg znalazł przekazy o podobnych istotach między innymi pod nazwami: boginki i kazytki. Boginkami były zwane głównie na południu kraju. Nikt nie był w stanie uchować się przed ich czarem. Zabijały one mężczyzn mamiąc ich swoimi urokami, a potem zmuszając do oszalałego tańca aż po śmierć lub załaskotując nieszczęśników z tym samym skutkiem. Próbą ratunku mogło być zadanie rusałce zagadki, za którą nie znała odpowiedzi albo poprawna odpowiedź na jej łamigłówkę. Ich świętem były Zielone Świątki. Opuszczały wtedy swoje siedziska i zabawiały się kosztem ludzi. Straszyły zwisając na swoich zielonych warkoczach z dębów lub brzóz. Swoim śmiechem mogły doprowadzić do szału. Ofiarowywano im kawałki płótna, jajka i chleb, a żeby się przed nimi ochronić wieszano wstążki na drzewach. Rusałki rodziły brzydkie, wrzaskliwe dzieci o nieproporcjonalnych kształtach, więc zdarzało się im je podmieniać na ludzkie. Nazywano je odmieńcami. Ponoć, żeby odzyskać swoje pacholę trzeba było zanieść podmieńca na rozstaje dróg i tak długo okładać rózgą, aż brzeninia nie wytrzyma wrzasku swojego potomka i odda właściwe dziecko. Lucjan Siemiński pisze: "Gmin litewski utrzymuje, że gdy słońce zajdzie w blasku księżyca Wodnice wypływają z topieli, wychodzą na brzegi, śpiewają i skaczą po łąkach; wtedy ich oczy błyszczą jak gwiazdy, a rozwiane po ramionach włosy brzęczą jakby daleka muzyka, tym szelestem Wodnice usypiają ludzi, aby ich pląsów i zabaw dostrzec nie mogli. Kto by jednakże nocą miał przy sobie kwiat paproci, muzyka duchów nie wywarłaby na niego swojego skutku, a Wodnice stałyby się jego niewolnicami i musiałyby łowić ryby, polować ptastwa wodne i w suszę skrapiać pola swojego pana. Często także w postaci pięknych dziewic Wodnice bawią się nad krynicami, strumieniami i nieświadomych myśliwców zwabiwszy pięknym licem, porywają ze sobą w głuche lasy na dno jeziór i stawów."

Samowiły to bułgarskie demony, zamieszkujące trudnodostępne miejsca. Wczesną wiosną zamieszkiwały okolice siedzib ludzkich, jednocześnie ukrywając się przed nimi, głównie wśród drzew i w opuszczonych domostwach. W grupach miały gotować strawę i prać rzeczy susząc w świetle księżyca i strzegąc, gdyż one były źródłem ich magii. Potem miały się kąpać, tańczyć i śpiewać. Najważniejszy był ich taniec, zwany choro, który miał odbywać się pośród bujnej trawy, gdzie rosła dictamnus albus i grzyby, którymi się żywiły.
Baby wodne - w swym charakterze podobne do rusałek, ale posiadające trochę gorszą aparycję. Stawały się nimi kobiety, które zapiły się na śmierć (ojojoj).

Syreny - nie są zbyt słowiańskie. "Przybyły" do Polski z Grecji ok. XV wieku.

Na dziś to wszystko co dla Was mam. Demony wodne pojawią się jeszcze w dalszej kontynuacji, oczywiście tak samo jak inne. Możecie ich więc oczekiwać w najbliższej przyszłości.

Autorka artykułu: PijanaMorana - blog słowiański
Autor zdjęć: Łukasz Wodziński - fotografie

Adres

Tarchomin

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mitologia Słowian umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mitologia Słowian:

Udostępnij