22/06/2026
Dawno temu, gdy ziemia była młodsza, a lasy mówiły ludzkim głosem, nad jeziorem była wioska, której ludzie czcili Słońce i Ogień.
Nadchodziła noc najkrótsza w roku — Noc Świętojańska.
Starcy mówili, że wtedy Słońce schodzi z nieba, by po raz ostatni pocałować ziemię, zanim odda ją ciemności.
Mieszkała w niej dziewczyna o imieniu Dobrawa.
Miała oczy jak lustro jeziora o świcie i serce niespokojne jak ptak przed burzą.
Co roku, gdy rozpalano ogniska, stała z boku i patrzyła w las, jakby czegoś tam szukała.
— Czego pragniesz? — spytała ją szeptem stara wiedźma Mokosza, która znała wszystkie imiona ziół i milczenie kamieni.
— Chcę zobaczyć kwiat paproci — odpowiedziała Dobrawa.
Wiedźma, ta która wie, tylko skinęła głową.
— Kwiat paproci nie rośnie w lesie. On rośnie w odwadze, która nie cofa się przed ciemnością.
Gdy księżyc wspiął się wysoko, Dobrawa weszła między drzewa. Las był gęsty jak
Sen Bogów Słowiańskich, a każde drzewo zdawało się oddychać szumem ledwo słyszalnym. W oddali trzaskało ognisko, ale tu panowała cisza starsza nawet niż słowa.
Nagle pod nogami zobaczyła światło — nie złote, nie czerwone, lecz takie, które zdawało się płynąć z samej ziemi. Pochyliła się, a wtedy usłyszała szept:
— Nie szukaj mnie, jeśli nie jesteś gotowa mnie stracić.
I wtedy zrozumiała, że kwiat paproci nie jest rzeczą, którą się znajduje. Jest chwilą, w której człowiek przestaje bać się ciemności, bo odkrywa, że sam niesie światło.
Gdy wróciła nad jezioro, wianki wciąż płynęły, a ognisko tańczyło jak pradawni Bogowie.
Zaś ludzie mówili potem, że tej nocy Dobrawa widziała więcej niż inni — choć wróciła z lasu z pustymi rękami, ale z otwartym sercem.
(Bajka moja napisana dawno temu)
Trzeci Żywioł