07/05/2026
Mogło to wyglądać zabawnie, kiedy po mocnym postanowieniu, że nigdzie nie idę, zanurzeniu się w fotel i przyjmowaniu muzyki Freddiego Hubbarda (pewnie, że z winyla) , nagle zerwałem się, chwyciłem mojego nikona, zapiąłem teleobiektyw i wyskoczyłem na zewnątrz tak szybko, jak to potrzebne do tego, żebym nie zdążył zareagować wstrzyknięciem w siebie awaryjnej dawki lenistwa. Za parę minut byłem w lesie bez pomysłu na to co mam robić. Musiałem się dopiero oswoić z tymi zielonościami, które zastałem i dopiero po pół godzinie poczułem się dobrze. Wiosna już dość bujna jest wymagająca zwłaszcza w lesie, gdzie mamy do czynienia z zielonymi obiektami na zielonym tle. Na szczęście jest słońce, które pomaga światłem i drzewa stanowiące doskonały dyfuzor. Zdjęcia są o tu, poniżej, a jak chcecie muzykę Freddiego Hubbarda, to kupcie sobie płytę. Tak, ja wiem, że teraz się nie kupuje płyt, ale ze streamingu to sobie można słuchać Witobąbino, albo Biliajliś. A Milesa, Cannoballa, czy właśnie Hubbarda się słucha z płyty. Najlepiej czarnej z dziurką