26/08/2026
Od wczoraj obserwuję sprawę zdjęcia Łukasza Litewki i dyskusję, która wybuchła wokół jego autorki.
Po śmierci Łukasza zdjęcie, którego używał jako profilowego, zaczęło pojawiać się na profilach osób, organizacji i fundacji. Ludzie wykorzystywali je przede wszystkim po to, żeby go pożegnać - tu podkreślę, że zdjęcie nie było repostowane, tylko kopiowane i dodawane na swoje social media.
Już pojawiają się informacje że kilka z nich otrzymała wezwania związane z naruszeniem praw autorskich.
Jestem fotografką.
Wiem, ile znaczy prawo do własnego zdjęcia i jak często fotografie są pobierane z internetu i wykorzystywane bez pytania autora o zgodę.
I tak — zdjęcie znalezione w internecie nadal ma autora, nawet jeśli nie jest podpisane.
To, że ktoś ustawił je jako zdjęcie profilowe, nie sprawia automatycznie, że staje się ono własnością wszystkich, nawet jeśli osoba która jest na zdjęciach zapłaciła za tą sesje. Prawo do wizerunku, a prawo autorskie to dwie różne rzeczy.
To warto wiedzieć.
Ale jest coś jeszcze: Prawo i etyka nie zawsze są tym samym.
I dla mnie dochodzenie pieniędzy od fundacji czy organizacji, które wykorzystały zdjęcie w związku ze śmiercią człowieka i chciały go w ten sposób pożegnać, jest po prostu nieetyczne.
Nawet jeśli doszło do naruszenia praw autorskich.
Nawet jeśli fotografka ma podstawy, żeby swoich praw dochodzić.
Są sytuacje, w których — moim zdaniem — trzeba spojrzeć nie tylko na paragraf, ale również na kontekst, intencję i zwykłą ludzką przyzwoitość.
Można było napisać. Poprosić o podpisanie autora. Poprosić o usunięcie fotografii. Wyjaśnić, że zdjęcie nie może być dalej wykorzystywane bez zgody. Możliwości było wiele. Można ale czy ja jako autorka domagałabym się usunięcia zdjęcia i podpisów? Też pewnie nie.
Dlatego nie bronię tej decyzji. Uważam ją za nieetyczną.
Ale jednocześnie nie zgadzam się z tym, co dzieje się teraz z drugiej strony. Bo krytyka nie jest tym samym co hejt.
Możemy powiedzieć: „To, co zrobiłaś, uważam za nieetyczne.”
Ale czym innym jest ocenienie konkretnego działania, a czym innym obrażanie człowieka, wyzwiska, publiczne poniżanie czy próba zniszczenia jego działalności. Jedno nie usprawiedliwia drugiego. Ludzie wylewający wiadro pomyj nie są lepsi.
Nie muszę bronić jej decyzji, żeby sprzeciwić się hejtowi wobec niej.
I nie muszę podważać praw fotografów, żeby powiedzieć, że w pewnych sytuacjach sposób korzystania z tych praw ma dla mnie znaczenie.
Jako fotografka chcę, żeby szanowano moją pracę i moje prawa.
Ale chcę też pamiętać, że po drugiej stronie prawa autorskiego nadal są ludzie.
Dla mnie granica przebiega właśnie tutaj:
praw autorskich należy przestrzegać.
Ale nie wszystko, czego możemy dochodzić, powinniśmy robić bez względu na okoliczności.
A krytykując czyjąś decyzję, sami też nie powinniśmy zapominać o granicach.