19/08/2026
Jan Frycz był jednym z pierwszych aktorów których poznałem pracując na planach filmowych.
"Bezmiar Sprawiedliwości" 2006. Rozmawiają Jan Frycz i Bożena Stachura a z oddali przypatruje się temu Danuta Stenka.
Wielka strata dla polskiego kina 🖤
https://www.facebook.com/bozenastachurafanpage/posts/pfbid02VWApWJcqPRDZKAgGVGUroaUK9tiyYYRkATFZHzqpdWMnHT64GtpoSd4tHUzxMQXhl
wywiad z Magdaleną Juszczyk - "Bożena Stachura: Szczerość bez popisów", 2019 r.
BS: (...) Wiesław Saniewski na wrocławskiej premierze filmu „Chopin. Pragnienie miłości” powiedział: „Pani Bożeno, jeszcze nie wiem, kiedy i w jakim projekcie, ale zagra pani u mnie główną rolę”. I rzeczywiście słowa dotrzymał! Zadzwonił po pięciu latach z propozycją udziału w „Bezmiarze sprawiedliwości”. Bez dodatkowych zdjęć próbnych powierzył mi rolę sędzi Bożeny – postaci bardzo dramatycznej, rozdartej, moralnie niejednoznacznej.
MJ: Niesamowitego miałaś tam partnera, Jana Frycza, o którym nie da się powiedzieć, by miał szczęście do filmowców. Zważywszy na jego nadzwyczajny talent, uderzające, jak niewiele zagrał w kinie. I mam pretensję o brak Jana Frycza, bo wszystko, co w kinie widziałam z jego udziałem, zawsze wywoływało ogromny apetyt. A dziś, zaproszony przez młodych twórców do roli w serialu „Ślepnąc od świateł”, jest na językach wszystkich widzów.
BS: Jan Frycz to bardzo wymagający partner. Zadaje dużo pytań, nie ma gotowych, łatwych rozwiązań, przez co wprowadza twórczy niepokój na planie. Bardzo podobało mi się, jak pilnuje tekstu scenariusza. Uczy się go precyzyjnie na pamięć i tego samego oczekuje od partnera. Każde zadanie powinno brzmieć tak, jak jest zapisane w scenariuszu. Nie lubi, gdy ktoś dodaje od siebie między słowami „jakby”, „no, wiesz” czy jakieś spójniki. Pytał mnie np.: „Czy tam było napisane słowo «ale»?” „Nie było, tak mi się powiedziało”. „No właśnie, «tak ci się powiedziało»! Skoro nie było «ale», zagraj to bez «ale»!” Uważał, że aktor nie powinien sobie w ten sposób ułatwiać. Jeśli w scenariuszu jest: „Przyszłam, nie było cię”, to nie wolno mówić: „No, wiesz… przyszłam, ale cię nie było”. To ważna lekcja. Zapamiętam ją do końca życia. Podobało mi się też, jak przed każdym ujęciem robił ćwiczenia dykcyjne, rozgrzewał się. Doświadczony aktor, a pracował z takim zaangażowaniem, jakby to był jego pierwszy film. I właśnie tę świeżość, porywczość, to szarpanie się o tekst, wymaganie czegoś od reżysera, partnerów, a przede wszystkim od siebie samego – cenię sobie w pracy najbardziej. (...)
Cały wywiad: https://anywhere.pl/wywiad/bozena-stachura-szczerosc-bez-popisow/
Fot. Piotrek Fiuk