28/03/2026
Muszę Wam pokazać ten ślub, bo to był jeden z tych dni, które się bardziej czuje niż fotografuje.
Zamiast sali – ogród rodziców. Namiot, lampki, chill pod drzewami i zdjęcia ślubne bliskich zawieszone na drzewie. Wszystko było ich. Prawdziwe i bardzo osobiste.
Po przysiędze w kościele pierwszy raz wybrzmiał weselny okrzyk „uuuu Szaleństwo!” – i od tego momentu było już tylko więcej emocji. Takich prawdziwych, niewymuszonych, które czuć w powietrzu.
Był spokojny first look w ogrodzie, był deszcz, który niczego nie popsuł, był parkiet pełen ludzi i śmiechu. I był też moment, którego nie zapomnę – drugi taniec po zmroku, tylko oni i światło lampek.
Uwielbiam takie śluby. Na luzie, blisko ludzi, bez spiny. Takie, gdzie naprawdę chodzi o bycie razem.
A oni… patrzyli na siebie tak, że aż ściskało w środku.
—
Przy takich realizacjach ogromną robotę robi też ekipa – tu wszystko zagrało idealnie. Niezmiennie cudowna współpraca z , a klimat na parkiecie robił . Do tego i makijaż od .parczynska 🤍