14/07/2026
Chyba zawsze lubiłam patrzeć na świat uważnie.
Pamiętam spacery z moją babcią. Jestem ze wsi, więc jako dziecko chodziłam często z nią po krowy. To były zwykłe spacery, droga koło domu i rabiańskie pola.
A jednak często po drodze zachwycałam się kolorami drzew i otoczeniem. Mówiłam: „Babciu, popatrz, jakie piękne liście.” Babcia uśmiechała się i trochę dziwiła, że zwracam uwagę właśnie na takie rzeczy.
Dzisiaj myślę, że fotografia nie nauczyła mnie patrzeć. Patrzeć lubiłam od zawsze. Fotografia nauczyła mnie rozumieć światło. Pokazała mi, jak ogromny wpływ ma na to, co widzimy. Nauczyła mnie cierpliwie na nie czekać i dostrzegać, jak potrafi odmienić nawet miejsca, które znam od dziecka. Od kiedy fotografuję, dużo częściej się zatrzymuję. Czasem podczas spaceru, a czasem jadąc samochodem. Patrzę, jak światło zmienia znane mi miejsca. Jak ta sama ścieżka wygląda inaczej o poranku, po deszczu, we mgle czy tuż przed zachodem słońca. Coraz częściej łapię się na tym, że nie szukam nowych miejsc. Wracam na te same łąki, polne drogi i leśne ścieżki w mojej okolicy. Za każdym razem odkrywam je na nowo, bo światło opowiada je zupełnie inaczej. Może dlatego tak bardzo lubię fotografię. Nie chodzi w niej tylko o zatrzymywanie chwil. Dla mnie to także zatrzymywanie się w codzienności. Uważniejsze patrzenie na świat i zachwycanie się tym, co większość z nas mija każdego dnia. Jestem ciekawa... czy Wy też macie takie miejsce, do którego lubicie wracać i obserwować, jak zmienia się o różnych porach dnia lub roku? 🤍