23/05/2019
Agnieszka kładzie rękę na moim ramieniu. Siedzimy z przyjaciółmi we Wrzeniu Świata, rozmawiamy, czas płynie tak jakoś leniwie. Odwracam się do niej i dostrzegam w ręku książkę. To dla Ciebie, mówi. "2 miliony dzieci zrobiło 10 milionów dobrych uczynków. Ta historia wydarzyła się w Polsce". Bardzo chciałem kupić Niewidzialną rękę. Nie zdążyłem. Przyszła do mnie sama.
W TLK z Warszawy do Gdyni niemożebny tłok. Przejścia zastawione ludźmi, nie ma czym oddychać, a dwie studentki medycyny ca całe gardło pytlują od godziny o instagramach, lajkach i co kto wrzucił ostatnio. Agnieszka próbuje medytować, ja wyciągam książkę. "Maciejku, a gdybyś mógł spełnić ambicje najzmamienitszych utopistów. Gdybyś stanął przed szansą i oddał się zadaniu - osiągnąć jak najwięcej szczęścia dla bezliku ludzi?"
Dwa lata wcześniej Maciek opowiadał nam w szkole o swoich planach. O tym, że pisze książkę o człowieku, który stworzył najcudowniejszą akcję w dziejach PRLu. O pomysłodawcy Niewidzialnej Ręki, Teleranka, Pankracego. O uczynkach, które znów nadawały sens słowom człowieczeństwo, pomoc, wrażliwość, miłość. O milionach czynów, które zmieniały świat na lepszy. Bez rozgłosu, bez lajków, bez filmu na you tubie i livee'u na instagramie. Po dziesiątej stronie straciłem poczucie rzeczywistości.
Oderwałem się od liter tuż przed Gdańskiem. Z wysiłkiem. Nie widząc już dokładnie słów, bo oczy jakoś nie chciały się odeszklić. Siłą powstrzymywałem grawitację. Bo co by ludzie w przedziale powiedzieli. W autobusie do Pucka przeczytałem o niewidzialnej ręce nr 13 128. I tama pękła.
Spojrzałem wstecz, do czasów, w których altruizm miał dziesiątą kolejność odśnieżania. Ważna była kariera, pieniądze, samochód, dom i kolejny jeszcze lepszy aparat i komputer. I w których rosło poczucie, że coś jest mocno nie w porządku.
"W tamtą niedzielę zdarzył się cud. Opublikowałem rozmowę z Pankracym i jednej nocy nadeszło tysiąc siedemset wiadomości. Pankracy, Dziś, po latach opowiadam o Tobie swoim dzieciom. Nauczyłeś mnie przepraszać i dziękować. Szkoda, że nasze dzieci tego już nie zrozumieją".
Zatęskniłem za Pankracym. Za światem bez bajek, w których fabuła to jedno wielkie słowne i czynne mordobicie. Bez dostępnych na każdym kroku ogłupiaczy, bez wszechogarniającej agresji i oderwania od innych. I poczułem wstyd. Kim jestem, żeby rzucać kamień? Przecież sam nie znajduję czasu dla Młodej, nie gadam z nią i nie spędzam czasu, bo to, siamto i owamto. A potem dziwię się i wściekam, kiedy czasem robi się naprawdę trudno. Hipokryto, zacznij od siebie.
Czytam o tym, co przeżywa Maciek i rośnie mi gula w gardle. To takie moje, takie samo, takie dojmująco znajome. Noż ja pierdole. Teraz to i trzy chusteczki nie wystarczają.
"Dokończ mi karmnik Maciejku, bo sam się nie zrobi. To ja już kupię panu karmnik, mówię zniecierpliwiony. Przez ciebie przemawia wygoda, ale wiedz, że za wygodą powędruje lenistwo, a lenistwo pociągnie za sobą kalectwo. Spytasz po co ptakim karmniki, skoro same znajdują karmę? Ano sprawisz im przyjemność. I zapamiętaj Maciejku, sam oszczęśliwiejesz. Bo ludzie szczęśliwieją, kiedy się ich w pomaganie włączy, o pomoc poprosi".
Nie śpię pół nocy. Staram się zrozumieć, co to znaczy oszczęśliwieć.
Opowiadam o książce koleżance. Pomagam jej w prowadzeniu firmy. I znów się rozklejam. Znamy się nieźle, ale jednak. Nie robię tego przy każdym. A tu samo jakoś płynie. Patrzy na mnie i nie wiem, czy rozumie. Chyba tak. Tak myślę. Bierze książkę i robi jej zdjęcie. Jutro kupię, mówi.
Ostatnią stronę doczytuję idąc obok Urzędu Miasta w Gdyni. Przystaję na chwilę. Patrzę przed siebie. Pani z psem spogląda zdziwiona na otwartą książkę i moją twarz. Czemu pan płacze, pyta. Bo jestem pod urokiem jej słów. I nie chcę im się sprzeniewierzyć.
Maćku, dziękuję! Ruszyłeś każdą molekułę.
Kupiłem dwie kolejne. Pójdą jako prezenty do dobrych ludzi.
Maciek Wasielewski
Niewidzialna Ręka
Wydawnictwo Wielka Litera
, , ,