27/04/2023
„Moja Mama trzykrotnie próbowała zakończyć moje życie poprzez aborcję z użyciem roztworu soli.
Kiedy dowiedziała się o ciąży była tak skupiona na karierze, że nie wyobrażała sobie zajmowania się dzieckiem. ‘To jest tylko zlepek komórek, tak mi powiedzieli przecież lekarze, kiedy byłam na wizycie. To nie jest jeszcze dziecko, to wybór.” wmawiała sobie.
Standardowo po aborcji z użyciem roztworu soli po kilku dniach powinno się wywołać poród martwego dziecka. Ale kiedy Mama przyszła na kolejną wizytę okazało się, że ja ciągle żyję. Zamiast więc wywoływać poród, podano jej kolejną dawkę roztworu. Teraz pływałam w łonie już nie w jednej ale dwóch dawkach trującego roztworu. Mama wróciła po kilku dniach do kliniki i sytuacja znowu się powtórzyła. Ja ciągle żyłam. Mama po raz trzeci przeszła całą procedurę aborcji.
Jak udało mi się przeżyć? Nie jest to wiadome. Ale to musiała być ogromna łaska Boga.
Kiedy Mama wróciła po raz trzeci do kliniki, tym razem nie wiedziano, że żyję. Wywołano poród. Urodziłam się i ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich - żyłam. Moja Mama nie tak to planowała. Ale Tata był cały szczęśliwy i podekscytowany. On nie chciał aborcji, ale czuł że jego głos się nie liczy. Mama dała się mu przekonać, żeby mnie zatrzymać.
Te trzy aborcje z użyciem trucizny nie pozostały obojętne dla mojego zdrowia. Przez wiele lat musiałam co chwilę jeździć do kolejnych szpitali. Mówiono, że nigdy nie będę chodzić, nigdy nie będę mówić, nigdy nie będę mogła mieć normalnego życia.
Moi rodzice się rozwiedli i jako nastolatka straciłam kontakt z Mamą, wychowywałam się z Tatą. Mam z nim wspaniałą relację. Od czasu kiedy się urodziłam, to on jeździł ze mną na kolejne wizyty do szpitali i dbał o wszystko. Ale kiedy sama byłam w pierwszej ciąży, zadzwoniłam po raz pierwszy od 11 lat do mojej Mamy i powiedziałam „Nie zgadzam się z tym, co zrobiłaś, ale chcę żebyś wiedziała: wybaczyłam Ci”.
A ona spytała: 'Czy chciałabyś mieć ze mną kontakt?' 'Za chwilę będziesz babcią. Chciałabym, żebyś poznała moją córkę.' Odpowiedziałam. To był początek uzdrowienia naszej relacji.”
-mówi Robin Sertell
Wielu ludzi tak jak Mama Robin wmawia sobie, że aborcja to jakiś "wybór". Ale ten "wybór" sprowadza się do możliwości uśmiercenia konkretnego człowieka, który już żyje i istnieje.
Czy zwolennikom dopuszczalności aborcji starczyłoby odwagi aby spojrzeć w oczy Robin i powiedzieć, że jej Mama miała prawo próbować ją zabić?