13/08/2026
Ja wiem! Godzina jest zła, post też jest zły (bo długi), a zdjęcia - zdjęcia też są złe! 😂
Ale problem w tym, że dla mnie nie są 😉 Dla mnie są niemal takie, jakie miały być. Przede wszystkim - są symbolem wyjścia ze strefy komfortu. I to na rzecz bardzo mocnego dyskomfortu. Bo lampy błyskowe to dla mnie zło, za dużo roboty, za dużo ustawiania, planowania...
Ja lubię robić zdjęcia tu i teraz. Gdy jest piękne światło. I przebija przez liście. I robi flarę na obiektywie. Ale też gdy jest szaro i buro. Bo
Nie lubię planowania. Nie umiem planować. Moja organizacja w życiu codziennym nie istnieje, a co dopiero podczas robienia zdjęć. Jestem chaosem, który szuka jakiegoś punktu wspólnego w tym chaotycznym świecie. Ale życie też jest chaotyczne. Też nie da się go zaplanować - a przynajmniej nie w 100%. Możemy się umówić na zachód, prognozy mogą twierdzić, że będzie pięknie, ale pogoda i tak zrobi swoje, i będzie lać.
Natomiast zdjęcia z lampą/lampami trzeba zaplanować. Trzeba zorganizować miejsce, studio, ustawić te lampy tak jak należy. Tam nie ma miejsca na spontaniczność. Wszystko jest poukładane. I mój ADHDowy mózg się buntuje, ilekroć próbuję podejść do tematu 😂 Wygodne jest w tym to, że ZAWSZE masz dobre światło, ale jednocześnie... trochę... nudne 🫣
Dlatego musicie wiedzieć, że te zdjęcia to dla mnie ogromny krok. Ale zdołałam je dopasować do chaosu życia. Dlatego dla mnie są niemal idealne. Mogłam trochę panować nad światłem, ale jednocześnie nie do końca. A już w ogóle nad psami... 😂
Czy wygląda to pięknie? No pewnie nie bardzo. Czy mi się podoba? No tak 😉 I uczę się tego, że to się liczy najbardziej. Zdjęcia robię dla siebie. Zaczynam fotograficznie odżywać, bawić się, eksperymentować, inspirować. To daje mi frajdę. Dawno tego nie czułam...