27/06/2026
Garaże przy Kochanowskiego. Niewyjaśniona śmierć Romka Strzałkowskiego
RUINY PRZY KOCHANOWSKIEGO
Dwa lata temu wszedłem na teren dawnych garaży Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Kochanowskiego w Poznaniu. Kompleks od lat pozostawał opuszczony. W budynku dawnej dyspozytorni brakowało szyb, ściany pokrywały ślady kolejnych dekad zapomnienia, a asfalt pomiędzy garażami przegrywał walkę z roślinnością. Obok niszczała dawna stacja paliw obsługująca kiedyś służbowe pojazdy Urzędu Bezpieczeństwa.
Było to jedno z tych miejsc, obok których większość mieszkańców przechodziła obojętnie. Kolejny opuszczony obiekt na mapie miasta. Kolejne garaże czekające na rozbiórkę i nową inwestycję.
Dzisiaj na tym terenie powstają budynki mieszkalne. W miejscu dawnych garaży pojawiają się fundamenty nowych bloków. Z krajobrazu Poznania znika miejsce, które przez siedemdziesiąt lat pozostawało jednym z najbardziej tajemniczych punktów związanych z Poznańskim Czerwcem 1956 roku.
To właśnie tutaj zginął Roman Strzałkowski.
Najmłodsza i najbardziej rozpoznawalna ofiara tamtych wydarzeń.
CHŁOPIEC Z ULICY MŁYŃSKIEJ
Roman Strzałkowski urodził się 20 marca 1943 roku w Poznaniu. W chwili śmierci miał trzynaście lat i był uczniem VII klasy Szkoły Podstawowej nr 40. Wcześniej uczęszczał również do Państwowej Szkoły Muzycznej imienia Karola Kurpińskiego w Poznaniu.
Po latach jego nazwisko stało się symbolem Poznańskiego Czerwca, jednak w czerwcu 1956 roku był po prostu jednym z tysięcy dzieci dorastających w powojennym Poznaniu.
Historia zapamiętała przede wszystkim jego śmierć.
Znacznie mniej wiadomo o jego codziennym życiu.
MIASTO, KTÓRE PRZESTAŁO SIĘ BAĆ
28 czerwca 1956 roku rozpoczął się protest robotników Zakładów imienia Józefa Stalina w Poznaniu. Demonstracja bardzo szybko przestała mieć wyłącznie charakter ekonomiczny. Do protestujących dołączali mieszkańcy miasta, a tłum kierował się w stronę centrum.
Najbardziej gwałtowne wydarzenia rozgrywały się w rejonie ulicy Kochanowskiego, gdzie znajdowała się siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Budynek szybko stał się jednym z głównych punktów walk pomiędzy demonstrantami a siłami bezpieczeństwa.
Właśnie tam znalazł się Roman Strzałkowski.
DROGA NA KOCHANOWSKIEGO
Nie wiadomo, o której godzinie Roman Strzałkowski opuścił dom. Nie wiadomo również, kiedy dokładnie pojawił się w centrum miasta i w jaki sposób trafił w okolice budynku Urzędu Bezpieczeństwa.
W późniejszych latach pojawiły się relacje świadków mówiące o tym, że przejął sztandar od rannych tramwajarek oraz niósł transparent z napisem „Chcemy religii w szkole”. Relacje te stały się częścią pamięci o Poznańskim Czerwcu, jednak nie zostały jednoznacznie potwierdzone materiałem dowodowym.
Pewne jest jedynie to, że trzynastoletni chłopiec znalazł się w rejonie ulic Kochanowskiego i Mylnej, w bezpośrednim sąsiedztwie garaży i dyspozytorni Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa.
DYSPOZYTORNIA
Roman Strzałkowski zginął od pojedynczego postrzału lewej strony klatki piersiowej.
Przez wiele lat funkcjonowały różne wersje dotyczące miejsca oddania strzału oraz osoby odpowiedzialnej za śmierć chłopca. Przeprowadzone badania sądowe wykazały jednak, że tor pocisku przebiegał od dołu ku górze, a rana wylotowa znajdowała się wyżej od rany wlotowej.
Biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że śmiertelny strzał mógł zostać oddany wyłącznie wewnątrz budynku dyspozytorni garażowej, w której znajdował się chłopiec w chwili zranienia.
Ustalenia te podważyły wersje mówiące o strzale oddanym spoza budynku.
Nie ustalono jednak, kto oddał śmiertelny strzał.
KRZESŁO W GARAŻU
Jednym z najbardziej znanych obrazów związanych ze śmiercią Romka Strzałkowskiego pozostaje ciało chłopca siedzące na krześle w garażu.
Późniejsze ustalenia wskazywały jednak, że ciało nie znajdowało się tam bezpośrednio po śmierci. Świadek Marian Kubicki zeznał, że około godziny piętnastej nie widział zwłok w garażu.
Według informacji Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa ciało zostało wcześniej przeniesione do budynku UB, przykryte pościelą, a dopiero później ustawione na krześle w garażu.
Wnioski biegłych potwierdzały tę wersję. Analiza śladów krwi wykazała, że nie mogła ona spływać w taki sposób, gdyby ciało przez dłuższy czas znajdowało się w pozycji siedzącej bezpośrednio po śmierci.
TEOFILA KOWAL
Jedną z najważniejszych postaci pojawiających się w śledztwie była kobieta występująca pod nazwiskiem Teofila Kowal.
Została zatrzymana przez milicję na terenie dyspozytorni. W jej torebce znajdował się pistolet. Z niewyjaśnionych przyczyn nie wykonano jednak badań balistycznych tej broni.
W kolejnych przesłuchaniach wielokrotnie zmieniała swoje zeznania dotyczące miejsca śmierci chłopca oraz przebiegu wydarzeń. W jednej z wersji twierdziła, że chłopiec został trafiony pociskiem wystrzelonym z zewnątrz budynku.
Ekspertyzy medyczne wykluczyły jednak taki przebieg zdarzeń.
Rodzice Romka Strzałkowskiego doprowadzili do wszczęcia postępowania dotyczącego składania fałszywych zeznań. Sprawa zakończyła się przygotowaniem aktu oskarżenia, jednak postępowanie zostało później umorzone. Rodzina nigdy nie otrzymała wyjaśnienia tej decyzji.
NEKROLOG
Pogrzeb Romka Strzałkowskiego odbył się 2 lipca 1956 roku o godzinie siedemnastej na Cmentarzu Junikowskim.
Dzień wcześniej w prasie opublikowano jednak zmienioną informację dotyczącą ceremonii. W nekrologu usunięto informację o tym, że zmarły był uczniem szkoły podstawowej, a zapis wieku pozwalał odczytać go jako osiemnaście zamiast trzynaście lat.
Późniejsze zeznania pracowników redakcji wykazały, że zmiany zostały wprowadzone świadomie. Jako uzasadnienie wskazywano oficjalne komunikaty mówiące o braku ofiar wśród kobiet i dzieci podczas wydarzeń poznańskich.
Nie ustalono jednak, kto wydał polecenie dokonania tych zmian.
KOSZULA
Jednym z najważniejszych materialnych świadków tej historii pozostaje koszula Romka Strzałkowskiego ze śladem po kuli.
Matka chłopca przekazała ją księdzu Józefowi Jarzębowskiemu. Przez wiele lat znajdowała się ona w muzeum prowadzonym przez księży marianów w Fawley Court pod Londynem.
Po likwidacji placówki została przeniesiona do Muzeum imienia księdza Józefa Jarzębowskiego w Licheniu Starym, skąd okresowo trafia na wystawy związane z Poznańskim Czerwcem.
Koszula była nie tylko pamiątką po najmłodszej ofierze Czerwca 1956 roku, ale również jednym z najważniejszych materiałów wykorzystywanych podczas analiz sądowych.
MIEJSCE, KTÓREGO JUŻ NIE MA
Dzisiaj dawne garaże przy Kochanowskiego znikają z mapy miasta.
Pozostały fotografie wykonane jeszcze wtedy, gdy dyspozytornia stała opuszczona z wybitymi szybami, garaże zarastały roślinnością, a dawna stacja paliw przypominała bardziej obiekt z innej epoki niż fragment centrum dużego miasta.
Za kilka lat prawdopodobnie niewielu mieszkańców nowych bloków będzie wiedziało, że właśnie tutaj znajdowało się miejsce śmierci Romka Strzałkowskiego.
Po siedemdziesięciu latach nadal nie wiadomo, kto oddał śmiertelny strzał.
Nie wiadomo również, dlaczego nie wykonano badań balistycznych zabezpieczonej broni, dlaczego umorzono postępowanie dotyczące fałszywych zeznań i kto zdecydował o zmianach w nekrologu trzynastoletniego chłopca.
Miejsce znika.
Pytania pozostają.