Mia Stamm photography

Mia Stamm photography Nie chce tylko robić zdjęć. Chcę opowiadać Wasze historie.

Świat ma dziwną słabość do ram. Ramy delikatnej kobiecości. Ramy szorstkiej męskości. Cienkie linie narysowane przez kog...
10/03/2026

Świat ma dziwną słabość do ram. Ramy delikatnej kobiecości. Ramy szorstkiej męskości. Cienkie linie narysowane przez kogoś dawno temu, które do dziś próbuje się przykładać do ludzkich istnień, jakby człowiek był szkicem do poprawienia.

A przecież człowiek nie jest prostą linią. Jest grygołem. Jest rzeką: zmienną, nieposłuszną, czasem spokojną, czasem rozlewającą się szeroko poza brzegami.

Dlatego nie wierzcie za bardzo w te wszystkie ramy, które próbują zamknąć Was w definicjach. Jeśli już gdzieś się zamykać to tylko w tych dobrych. W pozłacanych ramach obrazów albo kadrach, które potem wiszą na ścianach galerii i pozwalają oddychać dalej, a może nawet krzyczeć.

A to zdjęcie? „Namaluj mnie tak, jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn.” wersja XXI. wieku.

Gdzie ja maluje - ale światłem. Rose nawet nie jest kobietą. Relacja jest grubo NIE romantyczna. A gotowy obraz jest w wersji digitalowej. Ale z drugiej strony są tego plusy: ja nie zginę, Macij w wieku 90 lat nie będzie wrzucał brylantów do oceanu no i nie żyjemy w fikcji.

Fikcyjne nie są też kadry, które stworzyliśmy i kadry te faktycznie przetrwają. Pewnie tak samo mocno jak pamięć Rose o Jacku.

Warto zatrzymywać chwilę w czasie, więc jeśli i Ty masz ochotę stworzyć swój artystyczny portret, już dzisiaj zapisz się na sesję zdjęciową. Razem udokumentujemy Twoje piękno i blask, którego nie zatopi nawet najsławniejszy transatlantyk XXw.
.. chwila co?
Nie wiem🙈
Ale cho na zdjęcia --> 💌



🗝 fotografia artystyczna | fotografia konceptualna | persona | fotografia portretowa | portret w fotografii | niesztampowe | oryginalne portrety | cinematic | retro vibe | malarstwo | portrety inspirowane malarstwem

08/03/2026

Artemisia Gentileschi to jedna z tych artystek, których historia brzmi momentami jak scenariusz filmu. Urodziła się w 1593 roku w Rzymie i dorastała właściwie… w pracowni malarskiej. Jej ojciec był malarzem, Artemisia od dziecka patrzyła, jak miesza się pigmenty i buduje dramatyczne światło w stylu Caravaggia.
I bardzo szybko okazało się, że ma do tego ogromny talent. Mając zaledwie siedemnaście lat namalowała „Zuzannę i starców”, obraz, który do dziś robi wrażenie, bo pokazuje tę biblijną historię z bardzo kobiecej, niemal duszącej perspektywy.

Ale jej życie wcale nie było spokojną historią o młodej artystce rozwijającej talent. W wieku osiemnastu lat została z!wałcona przez swojego nauczyciela malarstwa. Sprawa trafiła do sądu i proces był publiczny, jeden z najlepiej udokumentowanych procesów o g!ałt w XVII wieku. Artemisia była wtedy przesłuchiwana, torturowana, zmuszana do udowadniania (!!!), że mówi prawdę.

Po tym dramacie, zaczęła nowe życie we Florencji. W 1616 roku została pierwszą kobietą przyjętą do florenckiej Akademii Sztuki. W tamtym czasie to było coś absolutnie nieprawdopodobnego.
Właśnie wtedy zaczęła malować swoje najbardziej znane obrazy. Sceny z Biblii i mitologii: ale z kobietami w roli głównej. Judyta, Jael, Lukrecja. Kobiety, które walczą, decydują, czasem… odcinają głowy swoim oprawcom. Jej obrazy są dramatyczne, pełne mocnego światła i cienia, bardzo w duchu Caravaggia, ale jednocześnie mają w sobie ogromną emocjonalną intensywność.

Pracowała później dla najpotężniejszych dworów Europy: Medyceuszy we Florencji, Filipa IV w Hiszpanii, a nawet Karola I w Anglii.

A potem wydarzyło się coś, co w historii sztuki zdarzało się kobietom dość często: po jej śmierci właściwie o niej zapomniano. Na dobre odkryto ją dopiero w XX wieku, kiedy historyczki sztuki zaczęły przyglądać się twórczości kobiet, które wcześniej wypadły z kanonu.

Dziś jej obrazy wiszą w największych muzeach świata w Uffizi, Luwrze czy National Gallery w Londynie.



🗝 malarstwo | portret artystyczny | kultura | sztuka| twórczość | problemy artystów | kobiecość | świadomość | feminizm | siostrzeństwo |

A gdyby tak istniał teleport, to do jakich czasów byście się przenieśli? Średniowiecz? Lata 20? 60? 80? Ja zrobiłam coś,...
05/03/2026

A gdyby tak istniał teleport, to do jakich czasów byście się przenieśli? Średniowiecz? Lata 20? 60? 80?

Ja zrobiłam coś, co jest chyba najbliższą formą takiego teleportu. Wróciłam do starych zdjęć. Do RAW-ów sprzed lat, które spokojnie leżały w cyfrowych archiwach, jak butelki zakopane gdzieś w piasku czasu. I kiedy je otworzyłam, okazało się, że to dość osobliwe doświadczenie: oglądać kadry zrobione przez kogoś, kto był mną… tylko kilka wersji wcześniej. Bo zdjęcia się nie zmieniły. Za to ja owszem.

Patrzysz na ten sam kadr i nagle widzisz go inaczej. Inny kolor wydaje się właściwy. Inny cień nagle ma sens. I okazuje się, że można wrócić do tej samej chwili i opowiedzieć ją trochę inaczej. Jakby człowiek dostał drugą szansę na rozmowę z przeszłością.

I w tym jest coś pięknego. Bo fotografia bywa czasem nie tylko zatrzymywaniem chwili. Czasem jest też cichym przypomnieniem, że my sami nie stoimy w miejscu.
Na szczęście.

Pozowała mi w tej kapsule czasu wspaniała Anka (), która jest cudowną wszechstronnie uzdolnioną artystką. Koniecznie zajrzyjcie do Niej. 🖤🫶🥺



🗝 fotografia artystyczna | fotografia konceptualna | persona | fotografia portretowa | portret w fotografii | cinematic | retro vibe |

✨Goldfish.Opowiem Wam dzisiaj trochę o kolorze i o odwadze, która przyszła trochę przypadkiem. Te kadry były moją pierws...
17/02/2026

✨Goldfish.
Opowiem Wam dzisiaj trochę o kolorze i o odwadze, która przyszła trochę przypadkiem. Te kadry były moją pierwszą tak świadomą ucieczką od poprawności. Skóra bardziej złota niż „powinna”. Niebieskości wyprane do ciszy. Kolory trochę przymglone jakbyśmy tylko ostatkiem sił powiek łapali w siatkę pamięci sen zeszłej nocy.

To był moment, w którym pozwoliłam sobie nie pilnować skintonów, zamiast tego pilnowałam emocji. I światła. I tego, czy obraz coś we mnie robi. Do dziś to jedne z moich najbardziej ulubionych kadrów.

I jeszcze jedno: warto czasem odkopywać RAW-y. Serio. Parę tych kadrów znalazłam po czasie i pokolorowałam na nowo. Czasem zdjęcia czekają cierpliwie, aż dogonimy je wrażliwością.

, w ramach inicjatywy , gdzie co wtorek uczymy się patrzeć inaczej: i bardzo mi z tym po drodze.🖤



🗝 fotografia artystyczna | fotografia konceptualna | persona | fotografia portretowa | portret w fotografii | niesztampowe | oryginalne portrety | cinematic | retro vibe |

Fotografia koncertowa przyszła do mnie późno. Zaledwie trochę ponad rok temu, co z perspektywy czasu dzierżenia i patrze...
12/02/2026

Fotografia koncertowa przyszła do mnie późno. Zaledwie trochę ponad rok temu, co z perspektywy czasu dzierżenia i patrzenia, patrzenia i dzierżenia: nadal to tylko chwila na tym latającym kawałku kamienia. Po latach portretów, prowadzenia, pracy jeden na jeden.

I paradoksalnie właśnie tu moja uważność jest potrzebna jeszcze bardziej. Bo tu nic nie czeka. Nie ma dubli. Jest moment. Światło, które znika. Gest, który trwa sekundę. Emocja, która nie wróci. A ja nie nauczona trzaskaniem seryjnych zdjęć, wyczekująca TEGO momentu, nie mam w życiu łatwiej.

Na koncercie nie szukam perfekcji. Szukam prawdy w ruchu: napięcia między dźwiękiem a ciałem. Tego, co dzieje się pomiędzy. niezależnie od tego, czy to portret, czy scena: nadal interesuje mnie to samo. Człowiek.

Jestem wdzięczna zespołowi za zaufanie i zaproszenie mnie do pracy nad warstwą wizualną ich nowego albumu, a także za goszczenie na koncercie. To ogromna rzecz, móc współtworzyć obraz do muzyki, która już żyje własnym życiem. Dodam tylko, że album (w mojej ulubionej, konceptualnej formie) jest dostępny na Spotify: i warto się w nim na chwilę zatrzymać, rzekłabym: zadomowić.



🗝 fotografia artystyczna | fotografia konceptualna | koncert |

Od zawsze miałam potrzebę nadawania kadrom lekkiej oniryczności. Dziwności. Tego momentu, w którym obraz przestaje być o...
10/02/2026

Od zawsze miałam potrzebę nadawania kadrom lekkiej oniryczności. Dziwności. Tego momentu, w którym obraz przestaje być oczywisty, a zaczyna śnić. Dlatego ciągnęło mnie do przeszkadzajek. Do luster. Do odbić, refleksów i zniekształceń, które nie są błędem, tylko zaproszeniem do innego świata.

Może to kwestia samej idei lustra: przejścia na drugą stronę kadru, jak u Alicji w Krainie Czarów. Miejsca, gdzie rzeczywistość traci ostre kontury, a obraz zaczyna opowiadać własną wersję historii. I właśnie dlatego miałam ogromną potrzebę, żeby ten sposób patrzenia przenieść także na fotografię koncertową. A dodatkowo wygląda jakby wyszli z Burtonowskiej opowieści: mrocznej, groteskowej i teatralnej. Maski odbierają twarze, ale zostawiają miejsce na wyobraźnię.

(A sam kadr?)
Postać rozpięta między światłem a cieniem, ruch wykrzywiony jak uśmiech, którego nikt tu nie nosi. Struny szarpią powietrze jak nerwy wystawione na widok, ciało łamie się w rytmie, który nie prosi o symetrię, a odbicie żyje własnym życiem: gra koncert obok, trochę złośliwie, trochę teatralnie.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię odbicia. Bo pozwalają deformować rzeczywistość bez jej niszczenia. Bo pokazują, że jedno wydarzenie może mieć kilka twarzy i żadna nie musi być ostateczna.

Na koniec, trochę symbolicznie: mam nadzieję, że te zdjęcia odnajdą swoje miejsce pod , w ramach inicjatywy , gdzie co wtorek uczymy się patrzeć inaczej: i bardzo mi z tym po drodze.🖤

Zdjęcie powstałe oczywiście podczas cudownego wydarzenia jakim jest .poznan



🗝 fotografia artystyczna | fotografia konceptualna | koncert |

Nie wierzę w przypadkowe przestrzenie. Wierzę w takie, które współpracują.Które nie są tylko tłem, ale drugim bohaterem ...
05/02/2026

Nie wierzę w przypadkowe przestrzenie. Wierzę w takie, które współpracują.
Które nie są tylko tłem, ale drugim bohaterem kadru.

Studio .pl nie próbuje być grzeczne. Stara fabryka, ślady po czasie, surowe ściany, ogromne okna, światło które nie wygładza, tylko czyta fakturę ścian jak mapę. Miejsce, które nie udaje nowości. Które pamięta.
I dokładnie o to chodziło.

Bo wspaniała Olga () nie chciała miękkiej estetyki. Chciała intymności surowego brudu. Chropowatości. Ciszy między ścianami, które widziały więcej niż my. Tu nie trzeba było nic wygładzać. Ruina nie kradła uwagi: ona wydobywała napięcie, spojrzenia, oddech. Pozwalała być magnetyczną bez ozdobników.

Dobra przestrzeń nie upiększa człowieka. Ona go ujawnia.
Podkreśla to, co już w nim jest: czasem delikatne, czasem niepokojące, czasem surowe jak beton pod stopami.

Dlatego wybór miejsca to nie logistyka. To decyzja o języku, jakim opowiada się historię. A ta historia potrzebowała ruiny. 🖤



| fotografia portretowa | autentyczność | wizualna opowieść | wolność | retro vibe | cinematic | nostalgia | kobiecość | człowiek w kadrze | portret konceptualny |

Nie interesują mnie wyuczone pozy. Nie interesują mnie ramy, do których ludzie próbują się dopasować, jakby były jedyną ...
22/01/2026

Nie interesują mnie wyuczone pozy. Nie interesują mnie ramy, do których ludzie próbują się dopasować, jakby były jedyną słuszną instrukcją obsługi ciała.

W fotografii chcę zobaczyć człowieka, nie manekin. Nie formę do odtworzenia, tylko kogoś z krwi, kości i bijącego serca przepełnionego miłością, obawami i barwnością ludzką, po prostu. W dobie zalewających Nas zewsząd tworów AI to jest dla mnie szalenie ważne, nie zatraćmy tego – żeby być po prostu nieidealnymi ludźmi. Bo w tym tkwi magia.

W fotografii szukam czegoś więcej, czegoś wykraczającego poza ‘ładne zdjęcie’. Pojedynczego oddechu. Sekundy, w której myśl odpływa gdzieś indziej. Chwili, gdy twarz przestaje „grać”, a zaczyna po prostu być. Delikatnego uśmiechu, który pojawia się nie dlatego, że „tak trzeba”, tylko dlatego, że coś w środku na moment puściło napięcie.

Interesują mnie sekundy przed i sekundy po. Ten moment, gdy poza jeszcze się nie wydarzyła. I ten, gdy już nie trzeba jej utrzymywać. Bo właśnie tam jesteśmy najbliżej siebie. Nie wersji do pokazania światu. Tylko tej prawdziwej, czasem nieidealnej, ale własnej.

I teraz pytanie: niewygodne, ale uczciwe: czego Ty oczekujesz od fotografii?
Zdjęcia, które mogłoby wisieć na czyimś Pintereście? Być dekoracją?
Czy obrazu, na którym naprawdę rozpoznajesz siebie?

📸 Sportretowałam zjawiskową, magnetyczną, , posiadaczkę tęczówek w kolorze oceanów. Dziękuję za zaufanie bezdzietna lambadziaro. 🖤



| fotografia portretowa | autentyczność | wizualna opowieść | wolność | retro vibe | cinematic | nostalgia | kobiecość | człowiek w kadrze | portret konceptualny |

Piekło zamarzło: bawię się w trendy, ale to akurat taki powrót do przeszłości, który niezwykle lubię. (W końcu czy nie p...
12/01/2026

Piekło zamarzło: bawię się w trendy, ale to akurat taki powrót do przeszłości, który niezwykle lubię. (W końcu czy nie po to robimy zdjęcia, żeby później doświadczać powrotów?).

➡️Dajcie znać, co Wy najbardziej zapamiętaliście z 2016 roku!!⬅️

P.S. Wiecie, kto nie będzie mógł stworzyć podobnego trendu za 10 lat? LUDZIE KTÓRZY W TYM ROKU NIE ZROBIĄ SOBIE ZDJĘĆ. Just say'n 😅🫶



| wspomnienia | nostalgia | fotografia portretowa | wizualna opowieść | wolność | retro vibe |

Podsumowania robi się po to, żeby coś zamknąć, a czy ja jakoś bardziej niż zawsze umieram? No, nie. Moja umieralność jes...
04/01/2026

Podsumowania robi się po to, żeby coś zamknąć, a czy ja jakoś bardziej niż zawsze umieram? No, nie. Moja umieralność jest wprost proporcjonalna do czasu, który mi pozostał na tym latającym kawałku kamienia. Nie specjalnie zmieniłam coś w swojej diecie, nie ćwiczeniu, ilości pracy i spotykaniu swoich ludzi. Żyję w stanie cudownej (nie) normalności pomieszanej z absurdem, staram się być dobrym człowiekiem, przyjaciółką (poza styczniowym epizodem żebrowym xD) , partnerką i Kocią Matką. To ostatnie wychodzi mi wzorowo bo Syn Kot Behemot ma najwięcej zdjęć i jest rozpuszczony jak dziadowski bicz.

Czy ten rok był lekki? OCZYWIŚCIE ŻE NIE. Zmagałam się z epizodami depresyjnymi, problemami w rodzinie, wypaleniem, wątpliwościami co do obranej ścieżki, z upadkiem pewnego autorytetu, z dramami wszelkiej maści, z pierwszą tak długą rozłąką z N.

Czemu tego nie pokazuję? Bo jestem typem człowieka, który stara się zawsze na wszystko patrzeć jak na cenną, choć nie zawsze przyjemną lekcję, wyciągać wnioski i zachowywać w głowie i serduchu dobre momenty, których mam jak widać w tym roku pełne kiejdy. I zawsze choć nie ważne jak źle by było: mam wybór czy chce szukać gdzieś dobra, czy się pogrążać w bagnie którym pływam.

Spotkałam w tym roku masę niesamowitych i inspirujących ludzi. Niezmiennie współpracowałam z popychającą mnie do rozwoju , świetnie się bawiłam przy projektach .who (i też z nią jako człowiekiem), dołączyłam do niesamowitego wydarzenia jakim jest .poznan (tutaj chyba potrzebne jest osobne roczne podsumowanie!). Współpracowałam z artystami, tancerkami, muzykami: na Odyna jak mi dobrze wśród kreatywnych ludzi!

Czemu to podsumowanie jest zawodowo/prywatne? To, kim jestem poza kadrem, nie znika w momencie naciśnięcia migawki. Życie formuje moje patrzenie, a patrzenie wraca potem w obrazach.
Tego się nie da rozdzielić — i nie chcę próbować.

P.S.Filmiki z reguły są dość niepoważne, bo kto teraz film traktuję poważnie, co nie ? :D
P.S.2. Niezmienie dobrze jest mieć Cię obok, nawet jak jesteś dziadersem.

#2025

I pomyśleć, że te zdjęcia leżakowały pół roku, bo uznałam, że MI nie wyszły.How silly I was.🫣Dziś widzę w nich coś, co w...
28/12/2025

I pomyśleć, że te zdjęcia leżakowały pół roku, bo uznałam, że MI nie wyszły.
How silly I was.🫣

Dziś widzę w nich coś, co wtedy mi umknęło. Dualizm. A właściwie troistość: dziecięcą radość z turlania się w kulkach, wersję the 'hottest girl in the room', oraz sentyment do rzeczy, które pamiętają 'lepsze czasy' i 'gorszy design'. (nie oszukujmy się, kocham retro rzeczy przykryte kurzem, magią duszy i odrobiną kiczu: to jedyny dobry design 😅).

Bo czy w gruncie rzeczy nie chodzi o to, żeby przytulać wszystkie swoje wersje po równo? I tego wewnętrznego ziemniaka i bóstwo i też starą Babe / Dziada z sentymentem do przeszłości?

Mega miłe jest też to, że koncepcja kolejnego tak bardzo Wam siadła, że .who otworzyła trzecią grupę. Na którą — btw — są jeszcze miejsca.



hotówa | kobiecość | fotografia portretowa | retro vibe | cinematic |

Zaczęło się od intuicji. Od tego trudnego do nazwania uczucia, które nie ma argumentów, ale ma kierunek. Intuicja rzadko...
20/12/2025

Zaczęło się od intuicji. Od tego trudnego do nazwania uczucia, które nie ma argumentów, ale ma kierunek. Intuicja rzadko krzyczy. Częściej tylko puka do drzwi - delikatnie, nieśmiało, jakby sprawdzała, czy w ogóle chcemy ją wpuścić. Był moment zawahania. Bo przecież są schematy, estetyki, „bezpieczne” rozwiązania. Jest poprawność, która daje iluzję kontroli.

A jednak poszłyśmy za tym cichym głosem. Bez mapy, bez gwarancji, że efekt będzie zrozumiały dla wszystkich, nie oszukujmy się: nie wiedziałam czy to w ogóle się sprawdzi w fotografii Pole Dance.

I wtedy przyszły reakcje. Nie głośne brawa, raczej życzliwe podszepty. Że coś tu jest prawdziwego. Magicznego. Że coś zostaje pod skórą.

Jestem wdzięczna za to zaufanie — za odwagę, za to, że mogę wchodzić w nowe razem, a nie sama. Bo intuicja rzadko obiecuje bezpieczeństwo. Ale bardzo często prowadzi dokładnie tam, gdzie trzeba. A ja szczerze chce wierzyć, że najciekawsze rzeczy zaczynają się tam, gdzie przestajemy robić „jak wypada”, a zaczynamy robić jak czujemy.

P.S. A jeśli Wy czujecie, że chcecie uciec jutro od obowiązków domowych i spędzić miło czas to wiem, że jeszcze możecie dołączyć do nas podczas Pole Technique’owego 'christmas day' ❤️ poprowadzi dla Was warsztaty z pięknych i prostych figur na sesję zdjęciową, a popracuje nad Waszym skillem w combosach 🔥



naturalne emocje | kobiecość | fotografia portretowa | światła | autentyczność | wizualna opowieść | wolność | retro vibe | cinematic | filtry kreatywne |

Adres

Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mia Stamm photography umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mia Stamm photography:

Udostępnij