17/06/2026
3 dni w Paryżu na Roland Garros. Zrobiłam sobie prezent na 50. urodziny i to był strzał w dziesiątkę.
Mecze tenisowe oglądam od dziecka. Pamiętam te godziny przed telewizorem, ten dźwięk piłki, emocje. Ale nigdy nie myślałam, że kiedyś będę tu - na żywo, na tej glinie. Marzyłam o Australian Open…
Poleciałam z Anitą, którą poznałam kilka miesięcy wcześniej. Znałyśmy się może 10 minut. Intuicja powiedziała jedź - i się nie pomyliłam.
Dzień pierwszy i od razu historia - Iga kontra Magda Linette. Pierwszy polsko-polski mecz w historii turnieju. Byłam tam. A potem na kortach spotkałam Amélie Mauresmo - legendę, którą oglądałam jako dziecko, a dziś dyrektorkę całego turnieju. Są momenty, których się nie zapomina. To był jeden z nich.
Drugiego dnia zostałyśmy na kortach od południa do późnego wieczora. Bo po prostu nie chciałyśmy wychodzić.
Trzeciego dnia Agnieszka - Polka mieszkająca w Paryżu - zabrała nas na Pola Elizejskie i opowiedziała o tym mieście rzeczy, których nie wyczytasz w żadnym przewodniku.
Wróciłam z pięknymi wspomnieniami, z wdzięcznością i z przyjaźnią, której się nie spodziewałam. A Anitę mam już na zawsze w sercu.
Marzenia nie mają terminu ważności.