DobrymOkiem

DobrymOkiem Przewodniczka leśna i zorzowa. Warsztaty leśne | wyprawy arktyczne | prelekcje o dzikiej przyrodzie. Inspiruję do wyjścia w przygodę. Naturalnie.
(1)

Uczę czytać ślady natury, patrzeć w nocne niebo i naprawdę być w lesie. Patrzę na świat Dobrym Okiem.

07/08/2026

#1 🦡 Borsuki rzadko kopią bez powodu.

Pod ziemią ukryło się gniazdo trzmieli. Dla wielu z nas to pewnie zaskakujące, bo trzmiele obserwujemy głównie, gdy przelatują z kwiatu na kwiat. Znacznie rzadziej zastanawiamy się, gdzie wracają. Tymczasem wiele gatunków buduje swoje gniazda właśnie pod ziemią, często wykorzystując opuszczone nory gryzoni.

Borsuk o tym doskonale wiedział.

Jest wszystkożercą i wykorzystuje to, co w danej chwili oferuje mu las. Kiedy wyczuje pod ziemią gniazdo trzmieli, nie przejdzie obok niego obojętnie. Dla borsuka to po prostu wartościowy posiłek.

Oglądając takie sceny, łatwo stanąć po czyjejś stronie. Trzmieli czy borsuka. Tymczasem las nie zna naszych podziałów. Nie ma w nim dobrych i złych bohaterów. Są głód, życie, śmierć i nieustannie splatające się zależności.
To właśnie próbuję zrozumieć najbardziej.

──────────
🍃 Piątek z przyrodą #1 Borsuk
W każdy piątek zapraszam Was na krótką rolkę z lasu. Będą zwierzęta, rośliny i historie, które pomagają lepiej zrozumieć niezwykły świat przyrody. Bez sensacji. Z uważnością.

Do zobaczenia za tydzień 💚.

Kortyzol można zmierzyć. Ciśnienie również. Tętno także.Ale nie znam urządzenia, które potrafiłoby zmierzyć ulgę, kiedy ...
06/08/2026

Kortyzol można zmierzyć. Ciśnienie również. Tętno także.

Ale nie znam urządzenia, które potrafiłoby zmierzyć ulgę, kiedy zza mgły odzywają się żurawie. Ani takiego, które policzyłoby chwilę, gdy jeleń patrzy na człowieka bez lęku i przez głowę nie przebiega ani jedna zbędna myśl.
Nie znam też skali, na której można byłoby zaznaczyć moment, w którym świat nagle staje się po prostu... wystarczający 🙂.

Nauka całkiem dobrze wyjaśnia, co dzieje się z naszym organizmem, kiedy idziemy do lasu. Wiemy, że kontakt z przyrodą obniża poziom kortyzolu, uspokaja układ nerwowy, pomaga regulować ciśnienie krwi i poprawia koncentrację. Lubię, że potrafimy to dziś wyjaśnić. A jednak coraz częściej mam wrażenie, że organizm na wiele pytań zna odpowiedź wcześniej niż rozum 🙂.

Zanim przeczytałam pierwsze badania na ten temat, już wiedziałam, że wracam z lasu spokojniejsza. Że po poranku nad rzeką oddycha mi się głębiej. Że spotkanie ze zwierzęciem zostawia we mnie coś, czego nie umiem nazwać, ale co bardzo przypomina poczucie bezpieczeństwa.

Czym właściwie jest dom?

Odpowiedź wydaje się oczywista. Adres. Cztery ściany. Miejsce, które z czasem wypełniamy ludźmi, relacjami, codziennością i wspomnieniami.

A może dom poznaje się po tym, że organizm przestaje zachowywać się tak, jakby musiał cały czas na coś uważać? Oddech zwalnia. Serce na chwilę przestaje się bać. Można po prostu być, nie zastanawiając się, skąd bierze się poczucie przynależności do przestrzeni, jedności z mgłą czy potrzeba rozmowy z rzeką.

Na szczęście nie wszystko trzeba rozumieć.
Nie wszystko da się zmierzyć.
Niektóre rzeczy wystarczy poczuć.

============
Niekiedy mam wrażenie, że nie tyle jadę na Warmię.
Ja po prostu... wracam do domu 💚???

🍃

"Dziś ja tu stoję, gapię się w jezioro
Pytam kamieni: czy Warmiaczką być mi wolno?

Gdzie jest ten dom, gdzie on jest?
Gdzie moje ja, gdzie ono jest?
Warmia się budzi, bocian na dachu
Kwiaty na polach, w sercu nieco strachu"

(Kasia Kosmos "Dom")

A gdy wydaje mi się, że w lesie już dużo widziałam… 👀😆...Było kilka minut przed czwartą, gdy zaparkowałam na leśnym park...
05/08/2026

A gdy wydaje mi się, że w lesie już dużo widziałam… 👀😆...

Było kilka minut przed czwartą, gdy zaparkowałam na leśnym parkingu. Szybka lista w głowie: aparat, termowizor, karta, baterie. O tej porze mózg jeszcze śpi, więc lepiej sprawdzić wszystko dwa razy (wiem co mówię.. 🤪🫣).

Daleko nie uszłam.

Najpierw przez drogę spokojnie przeszły łanie z tegorocznymi cielakami. Było jeszcze zbyt ciemno, by dostrzec je wyraźnie. Widziałam raczej cienie. W termowizorze zamieniały się w jasne plamy przesuwające się między drzewami. Już miałam ruszyć dalej, gdy odruchowo omiotłam termowizorem las po prawej stronie.

I zamarłam. Sześć byków. Naprawdę blisko. Część z porożem wciąż pokrytym scypułem, które w termowizji świeciło niemal jak latarnie. Przykucnęłam pod jałowcem i zaczęłam negocjować sama ze sobą.
Poczekać, aż zrobi się jaśniej? A jeśli zejdą?
Iść dalej? A jeśli je spłoszę?
Zostać? Tylko... na co właściwie czekać? Czy dobrze rozumiem, którędy pójdą? Zaryzykuję.
Wybrałam ostatnią opcję.

Las powoli nabierał kolorów. Coraz wyraźniej widziałam płowe sylwetki przesuwające się między pniami. Co chwilę zza drzewa wyłaniało się poroże. Słyszałam cichy chrobot zrywanej trawy. Były tak blisko, że nie potrzebowałam niczego więcej.

Wpół do piątej.

I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego zdecydowanie nie miałam wpisanego w scenariusz! Leśną drogą nadjechała kobieta na rowerze. Przejeżdżając obok mnie - osoby siedzącej o świcie pod jałowcem, w kominiarce, chuście i rękawiczkach - nawet się nie zdziwiła. Jakby widok człowieka ukrytego pod krzakiem o świcie należał do najbardziej oczywistych elementów leśnego krajobrazu 😆.

Spojrzała na mnie w przelocie, uśmiechnęła się i rzuciła tylko:
– Wiem, na co pani czeka, ale niestety muszę przejechać 🤷‍♀️. Spieszę się do pracy.
I pojechała.

Sześć byków najwyraźniej uznało, że poranne zebranie właśnie dobiegło końca. Kilka sekund później zniknęły jak duchy.

A ja zostałam pod tym jałowcem, zastanawiając się, czy powinnam była odpowiedzieć:
– Ależ proszę pani... ja jestem już w pracy 😄. Choć przyznam, że moi współpracownicy bywają dość płochliwi 🦌 😆.

Nie zamieniłabym tego "biura" na żadne inne 💚.

PS Zdjęcia powstały przy ISO 25600, więc ich jakość pozostawia sporo do życzenia 😉, ale chciałam podzielić się z Wami tą historią.

Lubię detale 💚. W lesie to właśnie one najczęściej opowiadają najciekawsze historie. Wygniecione źdźbła trawy. Pióro leż...
04/08/2026

Lubię detale 💚. W lesie to właśnie one najczęściej opowiadają najciekawsze historie. Wygniecione źdźbła trawy. Pióro leżące na ścieżce. Trop odbity w błocie. Dźwięk, który trwa kilka sekund.
To z nich próbuję czytać świat.

Poza lasem też zwracam uwagę na drobiazgi.

Od kilku miesięcy tworzę coś, co od dawna nosiłam w sercu. Jeszcze nie zdradzę, co to będzie, ale premierę planuję na 9 października i chwilę później chętni będą dostawać ode mnie przesyłki 📦.

Pomyślałam więc, że skoro paczuchy będą wędrować do Waszych domów, dobrze byłoby zostawić na nich mały ślad DobrymOkiem 🙂 i zamówiłam stempel.

Wczoraj zabrałam go na spacer nad moją ukochaną rzekę 🌿. Zanim zacznie odbijać się na kopertach i paczkach, niech najpierw trochę nasiąknie tym, co lubię najbardziej. Ciszą. Światłem. Wodą. Spokojem.

Niech poniesie ze sobą odrobinę dobrej energii 💌.

Wierzę, że nawet najmniejsze gesty, takie, których być może nie zauważa się od razu, mają znaczenie. Może to właśnie dzięki dzięki nim wszystko staje się odrobinę bardziej... czyjeś?

Mam nadzieję, że kiedy jesienią otworzycie pierwsze przesyłki ode mnie, uśmiechniecie się choć na chwilę 😊.

Ps a pocztówkę z Marózką na podstawie mojego zdjęcia stworzyła przezdolna Ciaastki 💜

🍃

Najbardziej lubię obserwować to, co dzieje się z ludźmi podczas weekendów Między Drzewami 🌿 ☺.W piatek przyjeżdżają zmęc...
03/08/2026

Najbardziej lubię obserwować to, co dzieje się z ludźmi podczas weekendów Między Drzewami 🌿 ☺.

W piatek przyjeżdżają zmęczeni. Rozmawiają o pracy, patrzą w telefon, jeszcze są trochę "gdzie indziej". W sobotę rano zwalniają.

Od sobotniego popołudnia zaczynają dostrzegać rzeczy, obok których wcześniej przeszliby obojętnie. Trop sarny na piaszczystej drodze. Dzięcioła, którego słychać gdzieś wysoko. Mgłę unoszącą się nad łąką. Ciszę...

W niedzielę bardzo często słyszę: "Szkoda, że to już koniec."

Właśnie dlatego powstało Między Drzewami | Wielkopolska.

Nie chciałam organizować kolejnych warsztatów 🙂. Chciałam stworzyć kolejną przestrzeń, z której wraca się trochę spokojniejszym.

Co czeka na Ciebie? Jesienny las. Leśne śniadanie. Tropienie zwierząt. Bekowisko danieli. Rozmowy przy kaflowym piecu. Kameralna grupa ludzi, którzy lubią przyrodę.

Resztę, jak zawsze, dopisze las 💚.

🍂 16–18 października 2026
📌Południowa Wielkopolska.

Jeśli masz wrażenie, że od dawna nie było Cię naprawdę w lesie, może tej jesieni spotkamy się między drzewami? Zajrzyj do Leśny weekend z DobrymOkiem

👉 Link znajdziesz też w komentarzu. A jeśli masz pytania lub watpliwości: napisz do mnie.

Mam wrażenie, że sarny mają trochę pecha 🫤. Żeby zobaczyć rysia, jesteśmy gotowi przejechać pół Polski. Dla wilka wstaje...
31/07/2026

Mam wrażenie, że sarny mają trochę pecha 🫤. Żeby zobaczyć rysia, jesteśmy gotowi przejechać pół Polski. Dla wilka wstajemy o trzeciej nad ranem. Za łosiem jedziemy na bagna.

A sarna? Cóż... 🤷‍♀️ Tak zwyczajna, że często nawet nie zwalniamy na jej widok.

Ale bardzo je lubię ❤️.

Za przepastne migdałowe oczy i ten nieustannie pracujący nos. Za pozorną kruchość, pod którą kryje się zwierzę doskonale przystosowane do życia w świecie pełnym drapieżników. I za sposób, w jaki biegną; każdy ich sus wygląda tak, jakby grawitacja obowiązywała je trochę mniej niż całą resztę świata.

Lubię też wiedzieć o nich rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać 🤓.

Ich wzrok nie jest idealnie ostry (mają astygmatyzm), za to znakomicie wychwytują ruch 👀. Nie jedzą wszystkiego, co znajdą. Wybierają najdelikatniejsze pędy, zioła i liście, bo ich niewielki układ pokarmowy najlepiej radzi sobie z pokarmem najwyższej jakości 🌿.

A właśnie teraz trwa ich najbardziej niezwykły czas: sarnie gody 💚. Te pozornie pocieszne gonitwy kozłów są w rzeczywistości poważną rywalizacją o kozę.

U saren występuje ciąża odroczona 🤯. Choć do zapłodnienia dochodzi latem, rozwój zarodka rozpoczyna się dopiero po kilku miesiącach. Dzięki temu koźlęta przychodzą na świat w maju lub czerwcu, kiedy łąki i las dają im najlepszy możliwy start 🌱.

Większość z nas mija sarny niemal codziennie. Stoją na skraju lasu, czasem w zbożu., czy na łąkach. Niekiedy znikają jednym susem, zanim zdążymy się zatrzymać.

Chyba nigdy nie nauczę się traktować ich jak zwykłego elementu krajobrazu 🤎.

🍃

Wczoraj była Pełnia Rogaczy 🌕🦌. Brzmi pięknie, prawda?Jeszcze kilka lat temu powiedzielibyśmy po prostu: „dziś jest pełn...
30/07/2026

Wczoraj była Pełnia Rogaczy 🌕🦌. Brzmi pięknie, prawda?

Jeszcze kilka lat temu powiedzielibyśmy po prostu: „dziś jest pełnia”. Dzisiaj coraz częściej czekamy na Wilczą, Truskawkową, Jesiotrów, Śnieżną czy właśnie Rogaczy. Mam wrażenie, że odkąd zaczęliśmy je nazywać, pełnie stały się bardziej wyczekiwane. Bardziej atrakcyjne. Bardziej... klikalne.

Lubimy nadawać nazwy. Porządkować świat. Opowiadać go sobie tak, żeby każda rzecz miała swoją historię, skrojoną na miarę ludzkiego spojrzenia.

Choć nazwy, których dziś używamy, spopularyzowano dzięki tradycji rdzennych ludów Ameryki Północnej, sama idea jest znacznie starsza i uniwersalna. Ludzie od wieków obserwowali przyrodę i według jej rytmu nazywali kolejne pełnie. Lipcową nazwano Pełnią Rogaczy, bo właśnie wtedy poroże jeleniowatych osiąga niemal pełny rozmiar.

To był kalendarz zapisany nie w datach, lecz w naturze.

I jest coś przewrotnego w tym, że z zachwytem używamy nazw, które narodziły się z życia blisko przyrody, choć wielu z nas od natury dzielą dziś beton, asfalt i ekrany telefonów.

Wczoraj próbowałam sfotografować tę pełnię nad mazowieckim krajobrazem.

Szukałam kawałka świata bez słupów, bez domów i bez dróg. Miejsca, w którym Księżyc mógłby po prostu wzejść ponad horyzont, nie konkurując z naszą cywilizacją. Nie znalazłam go. Był za to słonecznik. Też przecież nie do końca „nasz”, ale przynajmniej próbował dotrzymać Księżycowi towarzystwa.

Mnie natomiast towarzyszyła jakaś dziwna melancholia. Ale też kojąca myśl, że przez krótką chwilę tysiące ludzi patrzyły w tym samym kierunku. Jedni z balkonów, inni z leśnych polan, jeszcze inni z górskich szlaków czy nadmorskich plaż.

Jeśli za coś lubię pełnie Księżyca, to nie za ich nazwy. Lubię w nich to, że choć na moment przypominają nam, iż wszyscy żyjemy pod tym samym niebem. Nawet jeśli wiem, że to złudne, chwilowe przypomnienie.

🍃

Historia pewnego zdjęcia... 📸 Bo tęskni mi się za Islandią 🩵. Za zadziwiająco spójną pełnią pustki, który można znaleźć ...
29/07/2026

Historia pewnego zdjęcia... 📸 Bo tęskni mi się za Islandią 🩵. Za zadziwiająco spójną pełnią pustki, który można znaleźć tylko tam.

To była majowa wyprawa z One Small Step. Zostałam na chwilę sama na skraju kanionu Múlagljúfur. Moi Podróżnicy poszli kawałek dalej; wiedziałam, że i tak za moment będą wracać tą samą ścieżką. W czasie wypraw, które prowadzę jako przewodnik, rzadko pozwalam sobie na takie chwile, ale są miejsca, które przyciągają duszę z taką siłą, że człowiek przestaje się spieszyć.

Usiadłam na kamieniu.

Pode mną kanion opadał niemal dwieście metrów w dół. Po jego omszałych ścianach spływały wodospady, a krzyki fulmarów odbijały się od skał i wracały echem. Nad wszystkim górował ośnieżony Öræfajökull. Za plecami miałam błękit lodowca, lagunę Fjallsárlón i równinę ciągnącą się aż po Atlantyk. Była około dwudziestej pierwszej. Szlak powoli pustoszał, ale islandzki dzień wciąż trwał, nie chcąc ustąpić miejsca nocy.

Siedziałam długo. Tak długo, że przestałam czuć twardość kamienia. Tak długo, że właściwie przestałam myśleć. Bo o czym można myśleć, kiedy wokół jest tyle przestrzeni? Kiedy wiatr zabiera każde zdanie, zanim zdąży ono wybrzmieć do końca?

Nagle usłyszałam za plecami ciche chrząknięcie.

– Hey... how are you doing?

Odwróciłam się. Stał za mną wędrowiec z plecakiem, aparatem i szerokim uśmiechem.

– Przepraszam, że przeszkadzam. Tak ładnie komponowałaś się z tym krajobrazem, że zrobiłem Ci kilka zdjęć. Jeśli chcesz, mogę Ci je kiedyś wysłać.

Oczywiście, że chciałam.

– Tylko... to trochę potrwa – uśmiechnął się. – Najpierw muszę wrócić do domu.
– Nie ma sprawy. Nie spieszy mi się. A skąd jesteś?
– Z Australii.

Roześmiałam się. Rzeczywiście, pomyślałam wtedy, szybko to raczej nie będzie.

Minęły miesiące. Dziś dostałam wiadomość. Tim napisał, że wrócił z wędrówki po Europie i zgodnie z obietnicą przesyła zdjęcia. Trafił idealnie w dzień, w którym szczególnie zatęskniło mi się za Krainą Ognia i Lodu. Za wiatrem, który osiadał na wargach słonym smakiem. Za przestrzenią, która nie domaga się słów. Za miejscami, w których człowiek nagle przestaje czuć się środkiem świata, a mimo to dziwnie odnajduje samego siebie.

Nie chciałabym tam mieszkać. Ale tęsknię za tą wyspą całą sobą.

Dziękuję, Tim 🙂. To był mój czas. A Ty zatrzymałeś go w kadrze.

PS Podróże mają niezwykłą właściwość. Pozwalają spotkać ludzi, których prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczymy. Czasem zamienimy z nimi tylko kilka zdań, czasem wspólny uśmiech. A czasem, zupełnie niespodziewanie, zostawią po sobie wspomnienie, do którego wraca się po wielu miesiącach.

Jestem ciekawa, jak jest z Wami 🙂?
Wracacie z podróży przede wszystkim z nowymi miejscami w pamięci, czy również z historiami ludzi, których przypadkiem postawiła na Waszej drodze?

Droga... tak, to ona ostatnio najmocniej mnie woła...

Chyba nie potrzebujesz kolejnego weekendu pełnego atrakcji 😉. Być może potrzebujesz weekendu, podczas którego wreszcie n...
28/07/2026

Chyba nie potrzebujesz kolejnego weekendu pełnego atrakcji 😉. Być może potrzebujesz weekendu, podczas którego wreszcie nic nie musisz ☺.

Tylko las 🍂, jesienne mgły, tropy zwierząt, wspólne wędrówki i ludzie, którzy tak jak Ty lubią być blisko natury 💚.

🌲Tak właśnie wygląda weekend Między Drzewami.

W połowie października zamieszkamy w Pałac w Orli, będziemy przemierzać wielkopolskie lasy, wsłuchiwać się w odgłosy przyrody, szukać śladów zwierząt i - jeśli dopisze nam szczęście - usłyszymy daniele podczas bekowiska.

Zapraszam Cię na weekend, który pozwala złapać oddech.

📅 16–18 października 2026
Południowa Wielkopolska (300km na zachód od Warszawy).

Link znajdziesz w komentarzu.

🌿 Do zobaczenia Między Drzewami.

Jedni mówią, że to bardziej lipcopad niż lipiec. Drudzy dyszą pod pręgierzem rekordowych upałów. Trzeci mokną wakacyjnie...
27/07/2026

Jedni mówią, że to bardziej lipcopad niż lipiec. Drudzy dyszą pod pręgierzem rekordowych upałów. Trzeci mokną wakacyjnie... Mi ta pogoda zupełnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że świat zwolnił odrobinę i pozwolił mi odetchnąć 🙂.

Niby trochę odpoczywam. Włóczę się po lasach 💚. Pławię się w luksusie porannych mgieł 🤍, długich wędrówek, dobrych rozmów ze szczerymi ludźmi, przeplatanych moją ciszą. Zbieram zachwyty, których nie da się zapisać w kalendarzu.

A jednocześnie od kilku tygodni tworzę coś, co od dawna nosiłam w sercu 😊.

Jak zwykle czerpię z tego, co znam najlepiej. Z natury. Z własnych wzruszeń. Z doświadczeń, które przez lata zbierałam gdzieś pomiędzy warmińskimi ścieżkami, islandzkim wiatrem i chwilami, gdy świat na moment zwalniał na tyle, by można było usłyszeć samego siebie.

Dziś mogę już powiedzieć jedno ↘️.

➡️To jest gotowe 🥳.

Patrzę na to z ogromną radością. Nie dlatego, że wiem, iż Wam się spodoba. Tego przecież nie wiem 🙂 (i wcale nie jestem pewna 😶‍🌫️). Być może pokochacie to od pierwszej chwili. A być może wcale nie odnajdziecie w tym siebie 🤷‍♀️.

Ale jestem szczęśliwa, że potrafiłam nadać fizyczny kształt czemuś, co przez tak długi czas istniało tylko w mojej wyobraźni 🫶.

Teraz pora na współtwórców, dzięki którym ten pomysł będzie mógł naprawdę zaistnieć 🤝.

A potem... oddam go w Wasze ręce 🫣.

I chyba właśnie to jest najpiękniejszy, ale i najbardziej wzruszający moment tworzenia. Kiedy to, czemu nadałam wartość dla mnie - przestaje być tylko moje.

Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła Wam opowiedzieć o tym więcej 😊.

🌲Premiera 9 października. W dość szczególną dla mnie datę 😉

Będziecie ze mną ?


🍃

Adres

Ul. Prawdziwka 2
Powsin
02-973

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy DobrymOkiem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria