13/10/2026
Norwegia kupiła mnie zorzą 💚. Tym, jak wśród fiordów ta Wariatka potrafi nagle rozpędzić się w zenicie, jak szybko zmienia kształt, jak bezczelnie intensywna bywa jej zieleń i jak łatwo sprawia, że człowiek na chwilę przestaje pamiętać o wszystkim poza niebem.
To właśnie zorza jest dla mnie największym zachwytem tej Północy 🇳🇴.
Bo jeśli mam powiedzieć szczerze, to krajobrazowo, przestrzennie, emocjonalnie, w marzeniach i w sposobie odczuwania świata moim miejscem nadal jest Islandia 🇮🇸 (Warmia 🩵 jest oczywiście poza klasyfikacją, ona nie bierze udziału w żadnym konkursie 😉).
Islandia trafia gdzieś głębiej, w ten rodzaj tęsknoty, której nie umiem do końca wyjaśnić. Wprost w moje saudade. W surowość, przestrzeń, wiatr, światło, pustkę i przedziwne poczucie, że człowiek jest tam jednocześnie bardzo mały i bardzo istotny.
Ale Norwegia też zostawiła swoje ślady 😊.
W stalowych fiordach, w ostrych liniach gór, w małych czerwonych domach pod ciężkim niebem, w drogach wijących się między wodą, a skałą. W październiku próbowałam ją sobie poukładać po swojemu, zamknąć w kadrach nie tylko to, jak wygląda, ale też to, jak się tam czuję.
Oto kilka zdjęć z miejsca, które już 10 lat próbuję okiełznać i które najpiękniej przemawia do mnie zielonym światłem.
Do którego wracam już całkiem niedługo. Po Aurorkę 💚.