29/07/2026
Historia pewnego zdjęcia... 📸 Bo tęskni mi się za Islandią 🩵. Za zadziwiająco spójną pełnią pustki, który można znaleźć tylko tam.
To była majowa wyprawa z One Small Step. Zostałam na chwilę sama na skraju kanionu Múlagljúfur. Moi Podróżnicy poszli kawałek dalej; wiedziałam, że i tak za moment będą wracać tą samą ścieżką. W czasie wypraw, które prowadzę jako przewodnik, rzadko pozwalam sobie na takie chwile, ale są miejsca, które przyciągają duszę z taką siłą, że człowiek przestaje się spieszyć.
Usiadłam na kamieniu.
Pode mną kanion opadał niemal dwieście metrów w dół. Po jego omszałych ścianach spływały wodospady, a krzyki fulmarów odbijały się od skał i wracały echem. Nad wszystkim górował ośnieżony Öræfajökull. Za plecami miałam błękit lodowca, lagunę Fjallsárlón i równinę ciągnącą się aż po Atlantyk. Była około dwudziestej pierwszej. Szlak powoli pustoszał, ale islandzki dzień wciąż trwał, nie chcąc ustąpić miejsca nocy.
Siedziałam długo. Tak długo, że przestałam czuć twardość kamienia. Tak długo, że właściwie przestałam myśleć. Bo o czym można myśleć, kiedy wokół jest tyle przestrzeni? Kiedy wiatr zabiera każde zdanie, zanim zdąży ono wybrzmieć do końca?
Nagle usłyszałam za plecami ciche chrząknięcie.
– Hey... how are you doing?
Odwróciłam się. Stał za mną wędrowiec z plecakiem, aparatem i szerokim uśmiechem.
– Przepraszam, że przeszkadzam. Tak ładnie komponowałaś się z tym krajobrazem, że zrobiłem Ci kilka zdjęć. Jeśli chcesz, mogę Ci je kiedyś wysłać.
Oczywiście, że chciałam.
– Tylko... to trochę potrwa – uśmiechnął się. – Najpierw muszę wrócić do domu.
– Nie ma sprawy. Nie spieszy mi się. A skąd jesteś?
– Z Australii.
Roześmiałam się. Rzeczywiście, pomyślałam wtedy, szybko to raczej nie będzie.
Minęły miesiące. Dziś dostałam wiadomość. Tim napisał, że wrócił z wędrówki po Europie i zgodnie z obietnicą przesyła zdjęcia. Trafił idealnie w dzień, w którym szczególnie zatęskniło mi się za Krainą Ognia i Lodu. Za wiatrem, który osiadał na wargach słonym smakiem. Za przestrzenią, która nie domaga się słów. Za miejscami, w których człowiek nagle przestaje czuć się środkiem świata, a mimo to dziwnie odnajduje samego siebie.
Nie chciałabym tam mieszkać. Ale tęsknię za tą wyspą całą sobą.
Dziękuję, Tim 🙂. To był mój czas. A Ty zatrzymałeś go w kadrze.
PS Podróże mają niezwykłą właściwość. Pozwalają spotkać ludzi, których prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczymy. Czasem zamienimy z nimi tylko kilka zdań, czasem wspólny uśmiech. A czasem, zupełnie niespodziewanie, zostawią po sobie wspomnienie, do którego wraca się po wielu miesiącach.
Jestem ciekawa, jak jest z Wami 🙂?
Wracacie z podróży przede wszystkim z nowymi miejscami w pamięci, czy również z historiami ludzi, których przypadkiem postawiła na Waszej drodze?
Droga... tak, to ona ostatnio najmocniej mnie woła...