Portret Sugestywny - Sylwester Nesteruk

Portret Sugestywny - Sylwester Nesteruk Uliczna fotografia portretowa. Street portrait photography.

„Mam na imię Waldemar.” „Mieszkałem z konkubiną we Wrocławiu na Macedońskiej. 10 piętro. Żyliśmy razem przez 11 lat. Mie...
21/07/2023

„Mam na imię Waldemar.”

„Mieszkałem z konkubiną we Wrocławiu na Macedońskiej. 10 piętro. Żyliśmy razem przez 11 lat. Mieliśmy brać ślub, ale rak macicy ją wykończył. Przeszło na nerki, na cały organizm. Zmarła przy mnie, na moich rękach. Byłem z nią w szpitalu do samego końca. Trochę narobiłem awantury, bo pierwszy raz ktoś przy mnie umarł. Wpadłem w taką panikę, bo najbliższa osoba przy mnie zmarła. Stało się to po roku od momentu diagnozy.

Mówią na mnie Dziadek. Jestem z zawodu kucharzem. Mam 61 lat. Rocznik 62. Pochodzę ze wsi. Urodziłem się w Wielkopolsce, ale po wojsku zostałem we Wrocławiu. Miałem własne oszczędności, ok 40 tys. zł. Miałem kiedyś samochody. Ale o czym tu gadać. To było kiedyś.
Moja mama zmarła w tym roku, miała 96 lat. Pochodzę z rodziny, gdzie było 11 rodzeństwa.

Byłem parę razy w telewizji, bo zachęcałem, żeby ludzie oddawali pożywienie nadające się do jedzenia do ośrodków dla bezdomnych. Pracowałem jako wolontariusz w Mokotowskim Hospicjum Świętego Krzyża. Pracowałem tam jako kucharz. Wstawałem o 4 rano. Ludzie przychodzili na zupy o 9, była wydawka dla bezdomnych. Gotowałem dla nich. Wszystko musiało być gotowe na 9.
Uczestniczyłem również w projekcie szlakami Warszawy. Tam też jest moje zdjęcie, skąd pochodzę, co robiłem. To było jak pracowałem w hospicjum. Dostałem aparat i robiłem zdjęcia w miejscach w których byłem, generalnie po Warszawie. Łazienki, dworzec centralny.

Z konkubiną mieszkaliśmy razem. To było jej mieszkanie, które było własnościowe. Byłem tam zameldowany. Po śmierci konkubiny pojawiły się pogróżki, nasyłano na mnie ludzi, bo chcieli, żebym się wymeldował, żeby mogli je sprzedać. Z moim meldunkiem nie mogli tego zrobić. Chodzi o rodzinę mojej konkubiny. Po 2 miesiącach zmusili mnie do tego. Przyjechali z bandą, żeby mnie wymeldować, bo inaczej mnie gdzieś wywiozą. Po tej sytuacji uciekłem z Wrocławia do Warszawy i w Warszawie jestem bezdomny od 16 lat.

Pracowałem zarobkowo, dużo pracowałem jako wolontariusz na kuchni. W między czasie udało się coś wynająć, chwilowo z tego wyjść. Ale ten alkohol. To samo się zaczęło pojawiać. Byłem dwa razy na terapii alkoholowej. Próbowałem wyjść z tego, ale nieskutecznie.

Dwa lata temu poznałem kobietę na facebooku. Pisaliśmy, zaprzyjaźniliśmy się przez telefon. Zaprosiła mnie do siebie. Solec Kujawski, okolice Bydgoszczy. Zaprosiła mnie kilka razy do siebie, ma swój dom. Fajnie było. Byłem na święta - na Boże Narodzenie - ale zachlałem ryj i powiedziała, że koniec, z pijakiem nie będę.

Strasznie przeżyłem śmierć konkubiny. Dlatego zacząłem pić. Ja nawet nie miałem siły, żeby chodzić do sklepu. Dawałem swoją kartę, żeby robili mi zakupy. To okazało się, że wyciągali po 1000 czy 2000 zł i moje oszczędności się rozeszły. Dawałem niby kolegom, sąsiadom. Koledzy z osiedla. To było załamanie. Nie chciało mi się nic. Tylko pić.
Obecnie śpię głównie pod Pałacem Kultury. Bezdomność nie zawsze jest wyborem.”

„Mam na imię Basia.” „Przez 10 lat przebywałam w ośrodkach u pana Kotańskiego. Absolutnie nie narzekałam. Czułam się tam...
03/12/2022

„Mam na imię Basia.”

„Przez 10 lat przebywałam w ośrodkach u pana Kotańskiego. Absolutnie nie narzekałam. Czułam się tam dobrze. Atmosfera była jak w domu. Bardzo dobrzy ludzie. Wszędzie, na każdym ośrodku jest zakaz picia alkoholu, a wiedzą, że większość z nas to nałogowi alkoholicy. Moim zdaniem powinna być maksymalna dopuszczalna miara, by móc wypić 2 piwa. Byłoby mniej ludzi na ulicach. Wydaje mi się, że powinno być trochę więcej tolerancji, bo alkoholizm to jest choroba, której nie da się całkowicie wyleczyć. Alkoholik ma w tej chorobie tę tajemnicę, że my sami nawet nie wiemy kiedy nastąpi ta nagła chęć, którą tak bardzo ciężko powstrzymać.

W Wejherowie u sióstr zakonnych jest ośrodek dla mężczyzn, ale tylko dla mężczyzn i tam mężczyźni mają możliwość wypić 2 piwa dziennie. Jeden, jedyny taki ośrodek o którym słyszałam. Ja sama pochodzę z Wejherowa. Mi się w ośrodkach Kotańskiego udało nie pić, ponieważ miałam pracę. Pracowałam na zmywaku w kuchni. W Głogowie byłam nawet szefem kuchni. To mnie motywowało, żeby działać i nie pić. Alkoholik musi mieć odpowiedzialność, zajęcie. Wtedy jest szansa, że nie będzie pił.

Po śmierci pana Kotańskiego ośrodki zaczęły się rozpadać. Zaczęła się rejonizacja. Ośrodki po odejściu pana Kotańskiego zaczynały być odpłatne. Za jego życia jeżeli pracowało się na rzecz ośrodka nie trzeba było płacić. Najwspanialej wspominam właśnie Głogów. Tam za moją pracę dostawałam papierosy i kawę. Tam pieniędzy w zasadzie nawet nie potrzebowałam, bo wszystko miałam zapewnione. Cały czas było zajęcie i człowiek tak nie myślał o piciu. Wieczorem padałam na nos i nie było czasu o piciu myśleć. A to wszystko się rozpadło.

Wiele lat temu znalazłam się w szpitalu po ciężkim pobiciu. Okradziono mnie i pobito. Tak zwana „dziesiona”. Nie wiadomo kto to zrobił. Dostałam z tylu w głowę, straciłam przytomność. Pobito mnie, pokopano. Miałam popękane jelita, żołądek pękł, została mi 1/3 żołądka. Sina byłam od głowy po pięty. Pięta była wyrwana, jakby ktoś to zrobił hakiem. Dwa miesiące byłam nieprzytomna.
Po wypadku ta pięta - rana - cały czas gniła. Nic nie pomagało. To dotarło aż do kości. Po prześwietleniu okazało się, że kość zaczyna gnić i zaczyna to iść w górę kończyny. Konieczna była amputacja. Dlatego muszę chodzić o kulach.
W szpitalu leżałam pod respiratorem. Jedną nogą byłam już na drugim świecie. Przebudzenie było dla mnie bardzo szokujące. Gdzie jestem, co się stało? Jak czytałam swój wypis ze szpitala to czułam się, jakbym czytała jakąś tragiczną książkę. To był dla mnie duży szok. Lekarz też powiedział jak wygląda moja wątroba, jaki jest stan. Bardzo się tego wystraszyłam i to też pomogło wstać na nogi u pana Kotańskiego.

Po opuszczeniu ośrodka pojawił się nawrót choroby i trwa on do dziś. Wróciłam do nałogu, bo ostatecznie nie uniknęłam ludzi pijących. Nie może być przy mnie rozmowy o piciu. Mój ostatni pobyt był przy ul. Sztutowskiej w Gdańsku, ale wyrzucono mnie. Była wpadka jedna, druga i za trzecią musiałam się pożegnać. Teraz moim domem jest ulica. Muszę coś zrobić, zbliża się zima, jest co raz zimniej. Muszę dokądkolwiek wrócić. Muszę przystopować z piciem. Obecnie wstrzymany mam zasiłek, bo jestem na ulicy i piję. Jak pojawię się w ośrodku to dostanę zwrot za zaległe miesiące: za lipiec i sierpień. A wrzesień normalnie na bieżąco. Muszę naprawdę wziąć się w garść. Chcę wrócić do normalności, do człowieczeństwa. Jeszcze w lato człowiek daje sobie radę.

Wczoraj jeden człowiek ze mną pił, a potem złapał obie moje kule i wrzucił je do rzeki. Jedną kolega, też alkoholik, wyłowił, ale druga popłynęła. Nie pamiętam dlaczego to zrobił, też byłam wypita. Coś powiedziałam i się wkurzył. Została mi jedna kula i mam problemy z przemieszczaniem się.

Żeby przystopować chorobę, mimo mojego kalectwa, potrzebuję pracy. Nie może być wokół mnie towarzystwa, które pije i rozmawia o piciu. Chciałabym jakąkolwiek pracę. Zajęcie ratuje alkoholika. To są nawroty, nawet nie wiadomo kiedy to następuje. To jest bardzo silny przymus, nad którym ciężko zapanować.

Cztery lata leczyłam się u psychiatry. Miałam leki i udało się zapanować jakiś czas nad chorobą. Leki brałam rano, po południu i wieczorem. Myślę, że powinnam wrócić do leczenia. Może to mi pomóc znowu zapanować nad psychiką i pomóc znowu zapanować nad chorobą. A takiego życia na ulicy nikomu nie życzę. Jest duże zagrożenie. Zwłaszcza w piątki, soboty, jak małolaty chodzą na dyskoteki. Są dobrzy ludzie i źli ludzie.
Na co dzień śpię na ławce obok. Nie mam żadnego kącika, wszędzie są domofony, na klatkę się nie wejdzie. Jak jeden wpuści, to ktoś inny pogoni. Typowego kąta nie mam. Jeszcze dobrze, że są dobrzy ludzie, którzy dadzą koc.

Przy tym nałogu nie można dopuszczać do znużenia i pustki. Trzeba mieć głowę zajęta myślami i pracą. To jest naprawdę dobry sposób. I koniecznie unikać towarzystwa ludzi pijących. Cały czas być wśród abstynentów. Bo alkoholikiem zostaje się do końca życia. Cały czas jest się alkoholikiem tyle, że niepijącym.

Gdyby w ośrodkach dziś było tak jak za życia pana Kotańskiego to uważam, ze byłoby dobrze do końca mojego życia. Byłam niepełnosprawna, ale miałam pracę przez cały dzień. Nie było czasu nawet pomyśleć i piciu. Była ciągle praca. Fajnie by było jakbym dostała skierowanie na ośrodek, gdzie cały dzień byłaby jakaś praca. Od rana do wieczora.

Wszystkim alkoholikom życzyłabym, żeby mieli odwagę przestać pić. Żeby każdemu bezdomnemu się udało. Żeby powoli wychodzić z bezdomności. Zwłaszcza młodzi ludzie, bo dużo jest młodych bezdomnych. Jak człowiek idzie pod tą 60-tkę to już trochę godzi się z tym. Sama mam 58 lat. Ale można dać sobie radę. Opieka społeczna też dużo pomaga, a jak ktoś wyjdzie i dostanie mieszkanie socjalne to też są kontrole.
W każdym ośrodku mówili mi: „Baśka, jesteś taka fajna i inteligentna babka, dobrze się z Tobą rozmawia i co się dzieje, że ciągle są te nawroty?”. Dlatego wrócę do tego leczenia psychiatrycznego.

Mam rentę socjalną, zasiłek stały, który został wstrzymany. Tylko trzeba mieć sens i cel, a ja obecnie tego nie mam. Motywacja i zajęcie pozwala uciec od nałogu.
Kiedyś nie wiedziałam, że wyląduję na samym dnie. Myślałam, że piję kulturalnie, a okazało się, że upadłam na samo dno.”

„Nazywam się Wiesław P.”„Miałem żonę, miałem syna. Byli po studiach. Małżonka doskonale znała język niemiecki, a syn ang...
02/09/2022

„Nazywam się Wiesław P.”

„Miałem żonę, miałem syna. Byli po studiach. Małżonka doskonale znała język niemiecki, a syn angielski. Mieliśmy dwa mieszkania. Jedno w Płocku, drugie w Warszawie. W Płocku jako kwaterunek z urzędu miasta, a w Warszawie wynajmowane od prywatnego właściciela na Mokotowie. Mieszkanie w Warszawie było wynajmowane dla żony, bo tam właśnie pracowała. Przyjeżdżała do Płocka, ale ja też tam jeździłem. Warszawa to większe możliwości.

Zona pracowała jako ekonomistka, ale miała też drugi fakultet - mechanik. W Warszawie pracowała w austriackiej firmie. Ona dobrze zarabiała jak na te czasy. Miała wtedy z 5000 zł. Dzisiaj to już trochę inny pieniądz. Ja pracowałem w spółdzielni w Chemiku w Płocku. Długo.

Z pracy w spółdzielni zrezygnowałem po kłótni z prezesem. Powiedziałem, że ja nie będę podpisywać jakichś lewych kontraktów. Nie dałem się po prostu wciągać w takie rzeczy. Na adwokata bym potem od nikogo nie dostał. Ostatecznie tak się pokłóciłem, że drzwi zamknąłem i do widzenia. Kto mi da na adwokata w razie czego? Przecież ktoś by się tym w końcu zainteresował. Chodziło o przetargi, o sprawy elektryki. Pewne roboty nie były wykonywane. Takie rzeczy się dzieją. Ja miałem to podpisywać. Musiałem odmówić, nie zgadzałem się na to.

To się stało po tym, jak małżonka ode mnie odeszła. Syn wyjechał na zachód, a potem ona za nim. Syn zrobił magistra, skończył budownictwo i wyjechał. Znał dobrze angielski. Za nim wyjechała żona. Dostałem od niej telefon, że ma przyjaciela i dziękuje, do widzenia.
Wcześniej nic się nie działo konkretnego. Moim zdaniem tu chodzi o pieniądze. Jej mało było pieniędzy. Mało i mało. Ciągle za mało. Miała duże ambicje.

W Płocku mieszkanie mi ostatecznie zabrano. Miałem sprawę w sądzie. W ostatniej chwili się dowiedziałem, że jakbym chociaż kilkanaście złotych płacił to by udało się je utrzymać. O opłaty mieszkania w Płocku zawsze dbała żona. Najgorsze było to, że zona przestała opłacać te mieszkanie jeszcze przed swoim wyjazdem. W momencie jej wyjazdu mieszkanie było już zadłużone, a ja nie byłem tego świadomy. Moim zdaniem było to zaplanowane, bo ja jej ufałem w kwestii płatności. Ona się tym zajmowała. Nie byłem tego świadomy. Pismo z sądu przyszło może miesiąc po tym, jak wyjechała i mnie zostawiła. A ja byłem wtedy już bez pracy. Mieszkanie zostało zabrane.

Alkohol w moim życiu pojawił się po jej wyjeździe. Wcześniej nie wypadało mi. Nie było żadnych głupot. Ja zawsze byłem grzecznym i spokojnym człowiekiem. Żona jak kiedyś gdzieś setkę koniaku wypiła to było wszystko. Po wylądowaniu na ulicy zacząłem pić. Na ulicy jestem spokojnie od 5 lat, a sam mam skończone 65 lat. Piję od początku mojej bezdomności.
Żyć na ulicy nikomu nie życzę. Jest bardzo ciężko. Prawda jest okrutna. Ulica wciąga. Im dłużej się na ulicy jest, tym trudniej się stąd wydostać.

Odejście małżonki odebrałem ze spokojem. Nie wściekałem się. Dostałem eksmisję i wyszedłem. Znam Płock. Żadnych pokazówek nie robiłem. Na spokojnie po prostu sobie poszedłem. Żalu do żony nie miałem. Wziąłem to wszystko na chłodno. Co, miałem się mścić? Tak widocznie miało być. Uważam, że aspiracje mojej rodziny były większe, niż ja. Ja byłem tylko zwykłym elektrykiem w spółdzielni.”

„Nazywam się Andrzej W.”„Z mamą mieszkaliśmy razem w mieszkaniu w Chełmży. Nie było to mieszkanie własnościowe, tylko wy...
02/05/2022

„Nazywam się Andrzej W.”

„Z mamą mieszkaliśmy razem w mieszkaniu w Chełmży. Nie było to mieszkanie własnościowe, tylko wynajmowane przez ZGM Chełmża. Mama zmarła w 2011 roku na raka, a od 2013 roku siedziałem 7,5 roku w zakładzie karnym za nieumyślne spowodowane śmierci.

Mam w nodze śruby. Od pięty, do łydki mam śruby. To jest po wypadku samochodowym. Ten co kierował nie żyje. Ja przeżyłem. Ta noga, gdzie są śruby jest dużo chudsza od tej drugiej, zdrowej. I dziś mam z tą chorą nogą znowu duży problem.

Ostatnio byłem u znajomej dorobić i wychodząc, na klatce schodowej, coś mi w kolanie przeskoczyło. Pojawił się ogromny ból. Trafiłem do szpitala gdzie po całym dniu oczekiwania miałem prześwietlenie. Wynikło, że jest problem z łąkotką. Przez to nie mogę obecnie nawet nic dorobić, bo ja ze zwykłym chodzeniem mam problem. Mam duży problem, żeby to podleczyć będąc w takiej sytuacji, śpiąc w pustostanie. Prosiłem, żeby chociaż zostawili mnie na 2 tygodnie w szpitalu, by noga wyzdrowiała, ale lekarz powiedział, że nie. Mówił, żeby robić sobie okłady. Ja pytam jak mam robić, jak ja jestem osobą bezdomną. Chciałem, żeby chociaż mi dali kulę to powiedzieli, że muszę sobie kupić we własnym zakresie, bo oni nie dają.

Niedawno byłem w szpitalu psychiatrycznym, bo miałem już myśli samobójcze. Sam zadzwoniłem na 112. Miałem przy sobie szkło od słoika i chciałem sobie poderżnąć szyję. To było przy szpitalu. Nawarstwiło się wszystko i miałem załamanie psychiczne. Problem z nogą, problem z mieszkaniem, z całym światem. Nie dawałem sobie sam już rady. Zawieźli mnie do szpitala na Bielany na oddział psychiatryczny.

To wynikło z bójki. Poszło o pewne pieniądze. Pojawiła się bójka. Uderzyłem go tak, że się przewrócił i uderzył głową w schody. Jak policja przyjechała, to powiedzieli mi, że zmarł w szpitalu, ale jak już go zabierali, to był nieprzytomny. Bardzo żałuję tego i będę żałował do końca życia. Jestem bezdomny, ale jak jest wieczór, to zakładam kaptur, idę i jak zamykam oczy to mam cały czas tego klienta przed oczami. Będąc w zakładzie karnym próbowałem się powiesić. Czasu już nie cofnę. Przesiedziałem za to 7,5 roku. Wyszedłem w 2020 roku.

Po odsiadce trafiłem do ośrodka readaptacyjnego, który prowadzi były alkoholik Waldemar Dąbrowski. On ma jeden ośrodek przy Toruniu Wschodnim. Jak ktoś ma rentę, czyli jakieś zarobki to musi zapłacić 400 zł miesięcznie, ale jedzenie wtedy już jest za darmo, kąpiel za darmo, można tam przebywać cały czas. Ale raz wyszedłem na Rubinkowo do rodziny, która mnie nie przyjęła i wtedy nie wróciłem do Waldka.

Kręciłem się po Szerokiej, po mieście i niecały miesiąc potem zadzwoniłem do Waldemara. Powiedziałem jaka jest sytuacja, że źle zrobiłem, że nie wróciłem. On powiedział do mnie, że tak się nie robi, że mogłem przyjść, powiedzieć, ale dał mi ostatnią szansę. Wróciłem do ośrodka. Tam są i mężczyźni i kobiety, ale osobno.
Poznałem tam taką Magdę. Ona była po przejściach. Jeszcze wtedy miałem możliwość zamieszkania w tym mieszkaniu w rodzinnej Chełmży. Magda była alkoholiczką i bała się ze mną zamieszkać, ale w końcu się zgodziła. Jednak ponownie zaczęła nadużywać alkoholu. Pewnego razu powiedziała, żebym załatwił jej coś do picia. Wyszedłem to załatwić, a ona zadzwoniła do Waldemara i po nią przyjechał. Trafiła ponownie na ośrodek. Ale prawda jest taka, że ja piłem z Nią. Miała przez to pokusy, bo ja też piłem.

Po czasie poznałem pewną dziewczynę. Byliśmy w Aleksandrowie Kujawskim. Tam okazało się, że jej były konkubent, który w przeszłości był wobec niej agresywny, chciał ją z powrotem zwerbować do siebie. My się już wtedy spotykaliśmy. I była sytuacja na rynku, gdzie on się pojawił i ją zawołał, a ona poszła do niego porozmawiać. Ja z jej siostrą Mariolą czekałem i widziałem, że zaczyna się do niej przytulać, że zaczęli się godzić. Nie wytrzymałem tego. Powiedziałem nieprzyjemne słowa, miałem scyzoryk, który wyciągnąłem, ale tam byli ludzie i mnie powstrzymali. Prokurator dał mi za to dozór. Przez jakiś czas się stawiałem, ale w pewnym momencie miałem wszystkiego dosyć i przestałem się pojawiać. Wtedy zacząłem być poszukiwany. Policja mnie znalazła i dostałem kolejną odsiadkę. Tym razem 9 miesięcy bezwzględnego więzienia. To był mój drugi wyrok. Wyszedłem w 2022 roku, w marcu na dzień kobiet. Już za młodego kradłem nie raz z kolegą z młodego lasu, który mnie w to wprowadził. Potem poznałem paru innych nieprzyjemnych ludzi i tak to szło. Aż do momentu, kiedy zrozumiałem, że tak nie wolno.

Ja niektórym ludziom nie potrafię spojrzeć w oczy. Boję się niektórych ludzi. Moja psychika jest już nie do końca zrozumiała. Ja cały czas mam świadomość, że przeze mnie zginął człowiek. Ciężko mi się z tym pogodzić.
Gdy wydarzyła się druga sytuacja w Aleksandrowie Kujawskim, to w głowie pojawiła się myśl, że znowu może się coś stać. Dzięki Bogu nie stało się nic złego. Na rynku mnie wtedy powstrzymali ludzie. To dzięki ludziom, ale to też była jakaś opatrzność.

Powiem ci, że ja sam się chyba nie ogarnę. Jakby była druga połówka to może by się jakoś udało, ale jak jestem tak sam, to nie wiem. Nie ma to jak mieć kogoś przy sobie. Masz wtedy wsparcie, nie jesteś sam. Ja bym chciał się jakoś w życiu ogarnąć. Nie wiem, może jeszcze na kogoś trafię. Jak to będzie dalej, czas pokaże.

Staram się dbać o siebie, chodzić czysty, w miarę możliwości dobrze ubrany. Ludzie inaczej patrzą. Ja chciałbym wrócić do tego Waldka, ale on mnie już chyba nie przyjmie.
W tym momencie jednak najważniejsze, żeby mi noga wyzdrowiała. Jak jesteś osobą bezdomną to dużo musisz chodzić, a jak problem jest z nogami to jest to bardzo duży problem.

Miałem taką wspaniałą babcię. Chciała dla mnie jak najlepiej. Ojca za to nigdy nie poznałem. Matka przed śmiercią mi powiedziała, że gdzieś mieszka w Toruniu, że ma firmę. Po śmierci matki zacząłem go szukać, ale nie udało się go znaleźć. Nigdy go nie widziałem na oczy.
Miałem ojczymów, „wujków” jak to się mówi. Może jakbym był wychowany tylko przez matkę bez tych wszystkich ojczymów to by wyrosło ze mnie coś innego.”

„Nazywam się Wojciech M.”„Jestem załamany. Po 21 latach zostawiła mnie kobieta. Ma innego fraj*ra. To mówię otwarcie. Dw...
25/02/2022

„Nazywam się Wojciech M.”

„Jestem załamany. Po 21 latach zostawiła mnie kobieta. Ma innego fraj*ra. To mówię otwarcie. Dwa, trzy tygodnie temu wyszło to na jaw. Moja konkubina pojawiała się na TikToku. Iwona O., a on Krystian O. Poznali się na TikToku. Wiedziałem, że ma tam konto, bo cały czas się pojawiała. Ja też miałem tam profil. Założyłem lewe konto, żeby zobaczyć co ona wrzuca. Ona ma 38 lat, jest 20 lat ode mnie młodsza. Powiedziałem „żebyś Ty ku**o zdechła na ulicy”.

Poznaliśmy się jak był stary wodnik, jak ją matka wyrzuciła, gdy miała 17 lat. Ja jej dużo pomogłem, bo ja cały czas robiłem. Zapie*dal*łem po 10-12 godzin, a teraz taki numer mi wywinęła. Ja się załamałem. Nasza córka ma 17 lat, a miała niespełna 1 rok jak próbowałem się powiesić.
Zgłoszenie na policję. Byłem 21 razy na izbie przez nią. Nie mogłem piwa w domu wypić, nie mogłem żadnego alkoholu, bo zaraz dzwoniła. A ona mogła iść się bawić, pić alkohol.
Jakbym miał teraz telefon od Szczepana, to bym pokazał wiadomość, że „siostra otworzyła oczy, Ty będziesz w domu starców, a moja siostra będzie brała ślub”. Telefonu akurat nie mam, bo Szczepan wziął go do ładowania. Szczepan to mój kolega. Wziął naładować mi go do swojego domu.

Ten facet, którego sobie znalazła jest młodszy. Przez te 20 lat co była ze mną, dzieci się urodziły, to alimenty pobierała. Alimenty rodzinne, 500 plus. Ja miałem mieć mordę zamkniętą. Jak mordy nie zamknę, to mnie wyrzuci z domu. Mieszkanie w którym mieszkaliśmy było wynajmowane, ale wszystko było na nią, umowa była na nią. Ja nie mam meldunku, bo miałem komorników powiązanych z alimentami, dlatego mieszkanie w którym mieszkaliśmy przez 20 lat było na umowie na nią. Dlatego ja w ogóle nie figurowałem, tylko byłem taką przydupą. Zarabiać pieniądze i to wszystko. A umowa była na nią.
Policja jeżeli przyjeżdżała to nie mam meldunku. Nie mogłem go mieć, bo ona musiałaby to załatwić. A jakby to się udało załatwić, to by z opieki pieniędzy żadnych nie dostała, a korzystała z nich przez 20 lat. Moje dochody by przekroczyły standard. Także ma wyłudzenia z opieki, z urzędu miasta, z alimentów. Z alimentów jest wyłudzeniem, bo jeżeli z nią byłem, to pieniądze przynosiłem. Wszystko oddawałem. Czy zarobiłem 5, 3 czy 4 tysiące, a ona jeszcze brała z banku alimentacyjnego. Jeżeli bym poszedł na Batorego do banku alimentacyjnego i powiedział, że mieszkam z nią to by nie dostała tego. Ja byłem tam po cichu. Zmuszała mnie do tego i tak samo robiła jej matka. Ona nauczyła się tego od matki. Urszula z Jackiem. Jacek tak samo był zrobiony. Jeżeli kasy nie dał, był wy**bany z chałupy. Tak samo córka tej Urszuli, Andżelika. Ma dziecko z innym chłopem, a inny płaci alimenty.

Generalnie na początku poszło o 19 tysięcy złotych spadku po mojej matce. Cześć z tych 19 tysięcy oddałem. Co ona może mieć do spadku po mojej matce, który mi się należał? Oddałem jej z tego około 1500 zł. Reszta została u mnie. To było w maju, i o to poszło. Ona uważała, że 9000 zł należy się jej. Tu zaczął się konflikt.

Wcześniej, zanim poznałem Iwonę siedziałem w więzieniu za różne sytuacje. Łącznie około 12 lat. Jednak od 1999 roku jak z nią byłem – nie było zakładu karnego w moim życiu. Jak się syn urodził to nie było niczego takiego. Więzienie było za dziesionę, złodziejstwo. To było około 12 lat.

Ojczyma miałem kawał ch*ja. Napi**dalał mnie kablem, czym tylko popadnie. Matka też musiała mu się poddawać. Był katem w domu. W takim się wychowywałem klimacie. Bił mnie za wszystko. Nie żyje już pe**ł. Nie chciałem, żeby leżał z matką w jednym grobie.

Ja bym chciał żeby ktoś mi pomógł. Ja nie mam w Toruniu nikogo. Matka mi zmarła 6 lat temu. Mam złe myśli w głowie. Jestem sam, nie mam nikogo, to wie Pan jakie myśli są? Żeby się powiesić. 12 września zadzwoniłem do konkubiny, że chcę popełnić samobójstwo. Zespół ratownictwa medycznego wraz z policją mnie znaleźli. Namierzali mnie przez telefon. Po odnalezieniu odwieźli mnie do szpitala psychiatrycznego na ul. Mickiewicza. Serce oddałem, dużo dałem, a tak mnie potraktowała. Co ja mam powiedzieć? Pan zobaczy co się stało ze mną. Nawet ciuchów nie mam. Jestem w jednych butach, spodniach. Chcę iść do pracy, mieć dach nad głową. Byle gdzie. Móc z kimś porozmawiać, normalnie na życie zarabiać, odejść od alkoholu. Chcę zapomnieć o wszystkim.”

„Mam na imię Krysia.” „Jestem w kryzysie bezdomności od około 20 lat. Straciłam pracę i lokum po śmierci męża. Mąż choro...
05/01/2022

„Mam na imię Krysia.”

„Jestem w kryzysie bezdomności od około 20 lat. Straciłam pracę i lokum po śmierci męża. Mąż chorował na nogi. Obcięto mu dwie nogi i po 3 miesiącach zmarł. On wiedział, że go to czeka. Wiedział, bo jego tata stracił najpierw jedną nogę, a po miesiącu następną, bo wdała się gangrena. I jemu też amputowano dwie nogi. Mąż powiedział mi: „jak coś ci się stanie, nie pozwól sobie nóg obciąć, bo jak dasz sobie obciąć to dwa, trzy miesiące i po Tobie”. Jak się dowiem, że mam cukrzycę, to nie dam sobie ich usunąć.

Mąż zmarł, poszłam do mieszkania tam, gdzie mieszkaliśmy. Ono było wynajmowane. Najpierw mieszkałam na ul. Podmurnej, potem na ul. Antczaka. Tyle co ja mieszkań wynajmowałam... No i ostatnie mieszkanie na ul. Targowej. Tam 20 lat przeżyłam. Umowa wynajmu była na męża. Tam też rozpoczęła się moja bezdomność, niedługo po śmierci mojego małżonka - Stanisława.

Po śmierci Stasia miałam wolne, ale spóźniłam się z przyjściem do pracy dwa dni. Byłam podłamana. Byłam nawet w szpitalu dla psychicznie chorych na ul. Mickiewicza, bo wszędzie go widziałam. Miałam halucynacje.
To było na Wrzosach. Szkoła muzyczna. Ja tam sprzątałam. Kierownik nie był miły. Potem były jeszcze prace dorywcze. Jeszcze chwilę miałam te mieszkanie.

Wcześniej pracowałam na produkcji. To było na ul. Poznańskiej, firma Agrohansa. Najpierw była tam fabryka ryb, później zrobili fabrykę pieczarek, a następnie halę truskawek. Tam przepracowałam 3 lata, bo mi zmarł brat, a on był tam brygadzistą. Miał 33 lata, ale zmarł jeszcze przed moim mężem. Kupił sobie malucha i nie wiem czy ciśnienie nie wytrzymało z radości, ale dostał wylewu. Nie zdążyli go uratować. Po śmierci brata pracowałam tam tylko do wypłaty. Brat zmarł 1 kwietnia, a 10 kwietnia dostałam ostatnią wypłatę i wypowiedzenie.

Potem zatrudniłam się na Wrzosach, a następnie pracowałam w PCK jako opiekunka osób niepełnosprawnych i starszych. Tam jak umarła taka starsza pani to ja już nie wytrzymałam tego i zrezygnowałam. Potem już dorywczo. Ulotki, takie dorywcze prace, żeby przeżyć. Dostawałam 5 zł za godzinę.

Alkohol pojawił się po śmierci męża. Zaczęłam pić, po 2 piwa. Nie to, żeby wódkę. A w końcu piłam po 10 piw. Picie zaczęło się po wylądowaniu na ulicy. To była samotność, tak żeby nie myśleć o tym. Picie alkoholu dawało ulgę. Napiłam się, spałam, obudziłam się. Odejście w zapomnienie.

Dzisiaj praktycznie w ogóle nie piję alkoholu po wizycie w szpitalu psychiatrycznym. Sam lekarz powiedział mi, że nie wolno od razu odstawiać alkoholu u osoby, która piła długo, bo pojawia się padaczka alkoholowa. A jak nie ma drugiej osoby żeby pomoc, to człowiek umiera. Dziś palę, ale nie piję. Ja po tej padaczce jak wchodziłam do sklepu, to jak widziałam alkohol to szybko wychodziłam, bo wymiotowałam na ten widok.

Obecnie mam problem z nogami po odmrożeniach. Jak były przymrozki miesiąc temu... dziś jest wrzesień? To przegapiłam swoje urodziny. U mnie nie ma już lata. Mi w nocy jest zimno.
Być może odmrożenia miałam już wcześniej, a poważne objawy zaczęły pojawiać się po czasie. Możliwe, że dlatego mylę to wszystko. Ja nawet nie pamiętam kiedy się kąpałam. Tyle co ręce umyłam, buzię, pupę wodą z butelki. Przepraszam, że tak bezpośrednio. Czasami chodzi po Szerokiej młoda z wianuszkiem i rozdaje mydełka, to zawsze wezmę i korzystam.

Mam już problemy z pamięcią, tego się nie da ukryć. Ja mam 73 lata. Daty mylę, roczniki, ale momentami przypominam sobie. Mam problem z pamięcią, ale trafiam wszędzie.

Stanisław, mój mąż, był dobrym człowiekiem. Miałam też przyjaciela, ale on już też zmarł. Bardzo dużo mi pomógł w życiu. I finansowo, i wykąpać się mogłam, i zjeść, ale nie mogłam u niego spać.

Po trafieniu na ulicę na początku było ciężko. Miejsca szukałam gdziekolwiek byle się tylko przespać, jakaś klatka. Zaczęli domofony zakładać. To nad Wisłę poszłam i w krzakach spałam. Jak nie pada to też idę nad Wisłę. Najgorzej jak pada.
Ludzi się zaczęłam bać. Ktoś krzyknął, to ja podskakiwałam. Dwa lata zajęło mi przyzwyczajanie się do życia na ulicy. Krzyczeli, bili się to już mnie to tak nie obchodziło. Tylko odchodziłam jak najdalej.”

16/12/2021

⬇️ PIENIĄDZE ZE ZBIÓRKI NA JARKA "PELEGO" I SYLWIĘ ⬇️

Dziś przyjechałem do miasta, w którym mieszka Jarek z Sylwią. Jadąc do Torunia zadzwoniłem, że dziś tu będę i czy możemy się umówić. Jarek chętnie podał adres gdzie mogę podjechać i udałem się tam około godziny 19:10.

Sprawa na dzień dzisiejszy wygląda bardzo dobrze. Jarek wraz z Sylwią wynajmują skromny, mały domek z podwórkiem i żyją tam. Mają ciepło, mają gdzie się wykąpać i gdzie spać. Dodatkowo obecnie przebywa u nich znajomy bezdomny, któremu nie dali spać na zewnątrz ze względu na temperatury. Jarek cały czas powtarza, że nie wyrzeknie się kolegów bezdomnych. Jarek i Sylwia cały czas żyją w trzeźwości.

Mają też pieska, którego przygarnęli. Groziło mu schronisko w związku ze stanem zdrowia właścicielki i która nie mogła dalej się nim opiekować. Jarek powiedział, że jak usłyszał, że miałby trafić do schroniska to od razu zdecydowali się go przygarnąć.

Pokazali mi materiały ze swojego ślubu i dalej z wesela, które odbyło się potem w ich małym, wynajmowanym domku. Był stół, muzyka, tańce w kącie i kilka osób - wszyscy znajomi bezdomni. Skromnie, ale miło. Były to fotografie oraz kilka filmików z telefonu.

Jarek wspominał o tym, jak spał na klatkach, na pustostanach, a jak to wygląda na dzień dzisiejszy u nich. Że nie chce pić i żyć tak, jak to wyglądało 2 lata temu. Chodzą na meetingi.

Wczoraj na zrzutce wydałem dyspozycję o przerzuceniu pieniędzy (970 zł) na moje konto, a dzisiaj wypłaciłem je w bankomacie (1000 zł).
Przekazałem je w zamkniętej kopercie osobiście. Jarek i Sylwia byli bardzo zaskoczeni tym, że została zorganizowana zbiórka i że w ogóle przekazuję im kopertę. Przy mnie koperty nie otworzyli. Bardzo dziękowali. Kazali wszystkim za to podziękować.

Kilka minut po tym, jak odjechałem, dzwoni Jarek. Powiedział, zacytuję: "jak otworzyliśmy kopertę, to aż nogi nam się ugięły, tyle pieniędzy! Czy Wyście zdurnieli?!".
Nie spodziewał się takiej kwoty. Dla nich są to ogromne pieniądze i ogromna pomoc w tym całym procesie wychodzenia z sytuacji, w której byli.

Kazał jeszcze raz wszystkim bardzo podziękować za taką pomoc. Jest bardzo, bardzo wdzięczny.

Z tego miejsca dziękuję i ja, bo to dzięki Wam udało się tyle zebrać na nowy start dla Jarka i Sylwii. Dzięki! 👊🤘💪

„Nazywam się Jarek K.”„Mówią na mnie Pele. Jestem osobą bezdomną, choć mam nadzieję, że już niedługo. W bezdomności jest...
26/11/2021

„Nazywam się Jarek K.”

„Mówią na mnie Pele. Jestem osobą bezdomną, choć mam nadzieję, że już niedługo. W bezdomności jestem kilkanaście lat. Obecnie przebywam w schronisku dla bezdomnych. Niedługo, 27 listopada o godzinie 13.50, biorę ślub z bezdomną kobietą - Sylwią. Poznaliśmy się na ulicy, a wylądowaliśmy na schronisku, ponieważ ona zachorowała, a ja też mam problemy ze zdrowiem.

Moi biologiczni rodzice rozeszli się jak miałem 3 latka. Wychowała mnie rodzina zastępcza. Mnie matka chrzestna, a brata babcia. Z tego co mi wiadomo mamę powiozło w lewo, a ojca w prawo. Mieliśmy skończyć w domu dziecka, ale babcia i chrzestna się nie zgodziły. Chodziłem do szkoły, było normalnie, ale z czasem poznałem towarzystwo. Pojawił się alkohol, przestałem chodzić do pracy. Pojawiły się kradzieże. Wszystko co zarobiliśmy poszło na alkohol. Spanie na klatkach. Alkohol to najgorsze co może być. Kto chce to się obudzi i zareaguje.

Obecnie nie piję dłuższy czas. Musiałem wybrać ze względu na stan wątroby. Lekarze powiedzieli, że albo w jedną stronę na komunalny albo w drugą. Przestałem pić ze względu na zdrowie. To był mój wybór i ja z tym walczę. Mam nadzieję, że wytrzymam, ale nigdy nie wiadomo jak będzie. Ja chcę żyć, mam 51 lat. Parę lat można jeszcze przeżyć. Tak zdecydowaliśmy z Sylwią.

Kolegów jednak nie zostawię. Ja też jadłem ze śmietników. Nie unikam innych bezdomnych. Kiedyś razem z nimi chlałem, ale dziś ich nie zostawię. Nie wstydzę się ich. Na schronisku siedzą prawnicy, inżynierowie, lekarze.
Był też epizod więzienia. Łącznie 4 lata. Raz za alimenty, reszta za kradzieże. Siedziałem w Sztumie.

Jak poznałem Sylwię to piłem. Myśmy razem pili. Sylwii też zdrowie padło. Nie piła 9 miesięcy, ja też prawie 8. Myślałem, że jak wypiję jedno piwo to będzie ok. Okazało się, że nie. To jedno piwo i poszło. Nawrót choroby. Doprowadziłem się do stanu, że znowu wylądowałem na klatkach, w bunkrach.

Zacząłem wymiotować krwią. Zabrało mnie pogotowie. Dostałem 7 kroplówek na dzień dobry. Jak zobaczyłem wyniki badań i to, co powiedział lekarz, to aż zbladłem. Lekarz powiedział, że albo przestaniesz pić, albo na komunalny.
Jest mi czasami ciężko. Mam czasami ochotę na piwo, ale wiem czym to się skończy. Jak się nie pije, to wszystkiego można się dorobić.

Teraz jestem na zasiłku, mam 350 zł. Sylwia też, ale ona ze względu na swoją chorobę ma więcej. Póki co najważniejszy jest ślub. To będzie sam ślub w urzędzie stanu cywilnego. Na lokal mnie nie stać. Zaproszony jest kierownik schroniska, moi koledzy bezdomni. Każdy jest powiadomiony. To będzie ślub dwojga bezdomnych ludzi.”

Adres

Płock

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Portret Sugestywny - Sylwester Nesteruk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Portret Sugestywny - Sylwester Nesteruk:

Udostępnij

Kategoria