02/05/2022
„Nazywam się Andrzej W.”
„Z mamą mieszkaliśmy razem w mieszkaniu w Chełmży. Nie było to mieszkanie własnościowe, tylko wynajmowane przez ZGM Chełmża. Mama zmarła w 2011 roku na raka, a od 2013 roku siedziałem 7,5 roku w zakładzie karnym za nieumyślne spowodowane śmierci.
Mam w nodze śruby. Od pięty, do łydki mam śruby. To jest po wypadku samochodowym. Ten co kierował nie żyje. Ja przeżyłem. Ta noga, gdzie są śruby jest dużo chudsza od tej drugiej, zdrowej. I dziś mam z tą chorą nogą znowu duży problem.
Ostatnio byłem u znajomej dorobić i wychodząc, na klatce schodowej, coś mi w kolanie przeskoczyło. Pojawił się ogromny ból. Trafiłem do szpitala gdzie po całym dniu oczekiwania miałem prześwietlenie. Wynikło, że jest problem z łąkotką. Przez to nie mogę obecnie nawet nic dorobić, bo ja ze zwykłym chodzeniem mam problem. Mam duży problem, żeby to podleczyć będąc w takiej sytuacji, śpiąc w pustostanie. Prosiłem, żeby chociaż zostawili mnie na 2 tygodnie w szpitalu, by noga wyzdrowiała, ale lekarz powiedział, że nie. Mówił, żeby robić sobie okłady. Ja pytam jak mam robić, jak ja jestem osobą bezdomną. Chciałem, żeby chociaż mi dali kulę to powiedzieli, że muszę sobie kupić we własnym zakresie, bo oni nie dają.
Niedawno byłem w szpitalu psychiatrycznym, bo miałem już myśli samobójcze. Sam zadzwoniłem na 112. Miałem przy sobie szkło od słoika i chciałem sobie poderżnąć szyję. To było przy szpitalu. Nawarstwiło się wszystko i miałem załamanie psychiczne. Problem z nogą, problem z mieszkaniem, z całym światem. Nie dawałem sobie sam już rady. Zawieźli mnie do szpitala na Bielany na oddział psychiatryczny.
To wynikło z bójki. Poszło o pewne pieniądze. Pojawiła się bójka. Uderzyłem go tak, że się przewrócił i uderzył głową w schody. Jak policja przyjechała, to powiedzieli mi, że zmarł w szpitalu, ale jak już go zabierali, to był nieprzytomny. Bardzo żałuję tego i będę żałował do końca życia. Jestem bezdomny, ale jak jest wieczór, to zakładam kaptur, idę i jak zamykam oczy to mam cały czas tego klienta przed oczami. Będąc w zakładzie karnym próbowałem się powiesić. Czasu już nie cofnę. Przesiedziałem za to 7,5 roku. Wyszedłem w 2020 roku.
Po odsiadce trafiłem do ośrodka readaptacyjnego, który prowadzi były alkoholik Waldemar Dąbrowski. On ma jeden ośrodek przy Toruniu Wschodnim. Jak ktoś ma rentę, czyli jakieś zarobki to musi zapłacić 400 zł miesięcznie, ale jedzenie wtedy już jest za darmo, kąpiel za darmo, można tam przebywać cały czas. Ale raz wyszedłem na Rubinkowo do rodziny, która mnie nie przyjęła i wtedy nie wróciłem do Waldka.
Kręciłem się po Szerokiej, po mieście i niecały miesiąc potem zadzwoniłem do Waldemara. Powiedziałem jaka jest sytuacja, że źle zrobiłem, że nie wróciłem. On powiedział do mnie, że tak się nie robi, że mogłem przyjść, powiedzieć, ale dał mi ostatnią szansę. Wróciłem do ośrodka. Tam są i mężczyźni i kobiety, ale osobno.
Poznałem tam taką Magdę. Ona była po przejściach. Jeszcze wtedy miałem możliwość zamieszkania w tym mieszkaniu w rodzinnej Chełmży. Magda była alkoholiczką i bała się ze mną zamieszkać, ale w końcu się zgodziła. Jednak ponownie zaczęła nadużywać alkoholu. Pewnego razu powiedziała, żebym załatwił jej coś do picia. Wyszedłem to załatwić, a ona zadzwoniła do Waldemara i po nią przyjechał. Trafiła ponownie na ośrodek. Ale prawda jest taka, że ja piłem z Nią. Miała przez to pokusy, bo ja też piłem.
Po czasie poznałem pewną dziewczynę. Byliśmy w Aleksandrowie Kujawskim. Tam okazało się, że jej były konkubent, który w przeszłości był wobec niej agresywny, chciał ją z powrotem zwerbować do siebie. My się już wtedy spotykaliśmy. I była sytuacja na rynku, gdzie on się pojawił i ją zawołał, a ona poszła do niego porozmawiać. Ja z jej siostrą Mariolą czekałem i widziałem, że zaczyna się do niej przytulać, że zaczęli się godzić. Nie wytrzymałem tego. Powiedziałem nieprzyjemne słowa, miałem scyzoryk, który wyciągnąłem, ale tam byli ludzie i mnie powstrzymali. Prokurator dał mi za to dozór. Przez jakiś czas się stawiałem, ale w pewnym momencie miałem wszystkiego dosyć i przestałem się pojawiać. Wtedy zacząłem być poszukiwany. Policja mnie znalazła i dostałem kolejną odsiadkę. Tym razem 9 miesięcy bezwzględnego więzienia. To był mój drugi wyrok. Wyszedłem w 2022 roku, w marcu na dzień kobiet. Już za młodego kradłem nie raz z kolegą z młodego lasu, który mnie w to wprowadził. Potem poznałem paru innych nieprzyjemnych ludzi i tak to szło. Aż do momentu, kiedy zrozumiałem, że tak nie wolno.
Ja niektórym ludziom nie potrafię spojrzeć w oczy. Boję się niektórych ludzi. Moja psychika jest już nie do końca zrozumiała. Ja cały czas mam świadomość, że przeze mnie zginął człowiek. Ciężko mi się z tym pogodzić.
Gdy wydarzyła się druga sytuacja w Aleksandrowie Kujawskim, to w głowie pojawiła się myśl, że znowu może się coś stać. Dzięki Bogu nie stało się nic złego. Na rynku mnie wtedy powstrzymali ludzie. To dzięki ludziom, ale to też była jakaś opatrzność.
Powiem ci, że ja sam się chyba nie ogarnę. Jakby była druga połówka to może by się jakoś udało, ale jak jestem tak sam, to nie wiem. Nie ma to jak mieć kogoś przy sobie. Masz wtedy wsparcie, nie jesteś sam. Ja bym chciał się jakoś w życiu ogarnąć. Nie wiem, może jeszcze na kogoś trafię. Jak to będzie dalej, czas pokaże.
Staram się dbać o siebie, chodzić czysty, w miarę możliwości dobrze ubrany. Ludzie inaczej patrzą. Ja chciałbym wrócić do tego Waldka, ale on mnie już chyba nie przyjmie.
W tym momencie jednak najważniejsze, żeby mi noga wyzdrowiała. Jak jesteś osobą bezdomną to dużo musisz chodzić, a jak problem jest z nogami to jest to bardzo duży problem.
Miałem taką wspaniałą babcię. Chciała dla mnie jak najlepiej. Ojca za to nigdy nie poznałem. Matka przed śmiercią mi powiedziała, że gdzieś mieszka w Toruniu, że ma firmę. Po śmierci matki zacząłem go szukać, ale nie udało się go znaleźć. Nigdy go nie widziałem na oczy.
Miałem ojczymów, „wujków” jak to się mówi. Może jakbym był wychowany tylko przez matkę bez tych wszystkich ojczymów to by wyrosło ze mnie coś innego.”