03/03/2026
✋Wbijam dziś kij w mrowisko – bo ktoś musi.
Zachęcam do przeczytania.
Branża fotografii przedszkolnej nie jest tak kolorowa, jak gotowe tła z banków zdjęć.
Duże firmy wchodzą do placówek hurtowo:
białe tło,
potem wklejane cyfrowe, „tematyczne” tło,
aranżacja? minimum,
światło? „jakoś będzie”,
odblaski w okularach? trudno,
mina dziecka? następnym razem, byle szybko.
Byle ilość się zgadzała, byle tabelka sprzedaży była zamknięta.
A rodzice dostają zdjęcia drukowane na papierze, który po roku wygląda jak ulotka z marketu.
Ja tak nie potrafię.
Każdą scenografię buduję od zera.
Każda okazja jest inna.
Rekwizyty, światło, detale – wszystko dopasowane.
To kosztuje czas, energię i pieniądze.
Dzieci zasługują na coś więcej niż „ctrl+c, ctrl+v”.
Moje ceny stoją w miejscu od momentu, kiedy weszłam w świat fotografii przedszkolnej – już po kursach, kiedy byłam gotowa robić to profesjonalnie. Mimo że wszystko wokół drożeje, dopóki mogę i dopóki nadal jest to dla mnie opłacalne, zostaję przy swoim cenniku.
Nie oferuję Wam „duperelek” – breloczków, magnesów, fotoobrazów i innych dodatków. Dlaczego?
Bo według mnie:
– to rzeczy, które najczęściej po czasie lądują w szufladzie,
– generują dodatkowe, często bardzo wysokie koszty,
– wydłużają czas realizacji zamówień,
– podnoszą cenę całej oferty, choć wcale nie są najważniejsze,
– a przede wszystkim… nie są tym, co ma największą wartość.
Najważniejsze jest zdjęcie. Prawdziwa pamiątka z dzieciństwa. Uśmiech, spojrzenie, etap, który już nigdy nie wróci.
Ceny takich dodatków w innych ofertach potrafią być naprawdę wysokie, czas oczekiwania długi… a ja nie widzę sensu, żebyście płacili więcej za coś, co nie jest esencją tej pamiątki.
Przy sesjach świątecznych oferuję jedynie kalendarz – praktyczny, ponadczasowy i taki, który rzeczywiście ma sens.
Stawiam na prostotę, jakość i uczciwość wobec Was 🤍
I tak chcę, żeby zostało.
Nie mogę też przejść obojętnie obok tematu, o którym mało kto mówi głośno – P R O W I Z J A .
Prowizja w tej branży często jest standardem, ale dla mnie nie ma żadnego uzasadnienia:
*To nie ja korzystam z dyrekcji czy rady rodziców – to ja wkładam czas, serce i pieniądze w przygotowanie każdej sesji.
*To nie klient wybiera dyrekcję, tylko rodzic wybiera mnie – to Wy decydujecie, które zdjęcia kupujecie i w jakiej formie.
*Prowizja oznaczałaby obniżenie jakości albo podwyższenie cen, a ja nie chcę, żeby dzieci dostawały „byle co”, a rodzice płacili więcej.
*Jako jednoosobowa działalność pracuję ciężej i dłużej niż duże firmy, żeby utrzymać standard – nie mogę po prostu oddać procentu „za dostęp do klienta”.
*Chcę, żeby każda sesja była uczciwa i transparentna – paragon zawsze jest, cena jest realna, a rodzic decyduje, co kupuje.
Wysyłam swoje oferty w bliższej i dalszej okolicy – we wrześniu jeździłam osobiście po placówkach i szkołach. I wiecie co było numerem jeden, pytaniem powtarzanym w każdej szkole i przedszkolu? PROCENT OD SPRZEDAŻY.
Kiedy mówiłam, że nie daję prowizji, mina była nie tęga, a moja oferta rzucana była na stół jak kolejna ulotka.
Chciałabym, żebyście Wy, rodzice, byli świadomi, że człowiek naprawdę się stara.
Starannie przygotowuję każdą scenografię, wkładam serce w każde ujęcie, dbam o detale – bo sama mam synów i chcę, żeby mieli piękne pamiątki z okresu przedszkolnego i szkolnego.
Ale to naprawdę ciężka sytuacja.
Bądźcie świadomi: to Wy powinniście decydować, co chcecie i jak ma wyglądać pamiątka Waszych dzieci.
Nie liczcie na „minimum” tylko dlatego, że tak jest łatwiej i taniej.
Nie biorę kosmicznych cen, bo chcę, żeby każdy mógł pozwolić sobie na zdjęcia.
Nie mogę zejść niżej, jeśli chcę:
-dobrej jakości papier,
-dopracowaną scenografię,
-czas na każde dziecko,
-estetyczne pakowanie (folia, wstążka),
-legalną sprzedaż i podatki.
Duże firmy mają niższe ceny, ale:
-hurtowo,tanio,
-skracają czas sesji do minimum,
-nie dopieszczają detali,
-jadą ilością, byle szybciej, byle pieniądze się zgadzały.
Ja jestem jednoosobową działalnością.
Często pracuję x10 więcej, żeby utrzymać standard.
Nie walczę prowizją – walczę sercem, pracą i jakością.
I wiem jedno – wielu rodziców po cichu mówi:
„Te zdjęcia nie są ładne.”
„Szkoda, że znowu to samo.”
„Dlaczego zawsze ten sam fotograf?”
Ale nikt głośno nie powie, że czasem wybór nie wynika z jakości.
Ja daję Wam wybór i pełną kontrolę – galeria online, rodzic decyduje, które ujęcia chce kupić.
Bo to Wy powinniście decydować, jak ma wyglądać pamiątka Waszych dzieci, a nie rynek, prowizja czy hurtowa procedura.
Chcę też zaznaczyć – to nie jest robienie dramy. To pokazanie, jak naprawdę wygląda branża od zaplecza.
Jestem po kursach, tak jak wielu fotografów w Polsce, żeby fotografia przedszkolna i szkolna wyglądała inaczej, ciekawiej. Na forach przewija się cały czas ten sam problem: niska jakość, brak aranżacji, prowizje.
Im więcej czytam i obserwuję, tym bardziej uświadamiam sobie, że wiele osób – w tym rodzice – po prostu nie wiedzą, nie są świadomi, jak to wygląda od środka.
Mam nadzieje, że wiele to rozjaśnia i skłoni do przemyśleń.
Jeżeli przeczytałeś/aś do końca zostaw coś po sobie lub. udostępnij.
D Z I Ę K U J Ę, że jesteście !