10/10/2026
„Kochani, no nie. To bez sensu. To jest podręcznikowy przypadek dojrzałego masochizmu”.
I ja nawet bym temu przytaknęła. Bo przecież logistyka się nie klei. Oddzielają nas kilometry nie do przepchnięcia i cała ta absurdalna przestrzeń, w której nie da się zrobić najprostszej rzeczy na świecie: przytulić kogoś, albo dotknąć przedramienia bez udziału światłowodu.A jednak, zupełnie wbrew wszystkim przeciwnościom,okazuje się, że kilometry to jest tylko parametr fizyczny, a nie emocjonalny.
Bo kiedy mam absolutny zjazd taki z cyklu „nic nie ma sensu i chyba powinnam zniknąć” Ty robisz jedno zdanie i nagle ta cała gigantyczna odległość się kurczy do rozmiarów małego pokoju. Okazuje się, że można być daleko od siebie, ale rzut beretem od jakiejś zwykłej, bezpretensjonalnej ulgi. Od poczucia, że ktoś po drugiej stronie wie, o co mi chodzi, chociaż sama ledwo to składam w słowa.
Bo przysięgam, żyjemy w czasach, kiedy ludzie potrafią leżeć w jednym łóżku, plecy w plecy, i być od siebie o lata świetlne. A my mamy między sobą ogromną odległość , a wystarczy jeden komunikat, jedno charknięcie do mikrofonu, jedno zdanie pod tytułem „widzę cię”, i ja nagle ląduję na obu nogach. Ty potrafisz mnie pocieszyć z drugiego końca świata szybciej, niż ja sama potrafię zjeść pączka na pocieszenie.
Takie rzeczy nie powstają w sterylnym spokoju i pod kocykiem z idealną temperaturą. Poematy , dobre piosenki i sensowne relacje wymagają odrobiny tęsknoty, twardego lądowania i przeświadczenia, że warto poczekać.
Daleko nam do siebie. Cholernie daleko. Ale do szczęścia? Do szczęścia jest dokładnie tak blisko, jak do następnej wiadomości od Ciebie.