26/06/2026
Miesiąc czerwiec to chyba mój ulubiony. Po pierwsze z kilku osobisto-sentymentalnych powodów po drugie za sprawą sezonu na czereśnie i bób ale przede wszystkim z powodu obfitości tzw. plenerowych wydarzeń muzycznych.
W tym roku po latach nieobecności, zawitałem na czerwcowe Dni Bochni. Dni Bochni, na których gościłem nie raz, a które niezmiennie zachęcają i poszerzają horyzonty zarówno tej starszej jak i młodszej publiczności. W ramach trzydniowej imprezy Bochnia oferuje wielopokoleniowe klasyki (wyskakaliśmy T. Love jak nigdy), "Mikrofon Dla Młodych", "Bocheńskie Wątki Muzyczne" - odkrywające karty historii artystów związanych z regionem, "Nową Polską Muzykę", "Solną Fuzję Dźwięków" - która znów łączy wielu Bocheńskich artystów - plus jeszcze z kilka tuzinów "towarzyszących" wydarzeń kulturalnych.
Tak się przypadkowo ;) złożyło , że w ramach "drugiego dnia" imprezy swój jubileusz obchodził zespół Blood Money Blues Band. Jubileusz, i to nie byle jaki bo tych "18tych" urodzin trzeba przecież doliczyć wiek założycieli. Młody, energiczny bluesowy "mini big band" rodem z Blues Brothers w latach 80' i 90' często pojawiał się na scenach i festiwalach bluesowych. Podążając za trendem, "nowym otwarciem" dla bluesowej muzyki przecierał szlaki i aspirował do zasilenia czołówki polskich kapel tego gatunku. Gdzieś na przełomie wieków Blood Money Blues Band zawiesił jednak działalność i tak zostało na dłuższy czas.
Na 40 lecie powstania zespołu ciut bardziej dojrzała ekipa z Bochni odświeżyła i przygotowała to co powstało w najlepszych czasach aby zaprezentować młodszym słuchaczom: "jak to się kiedyś grało bluesa". No i zagrali - było selektywnie, było emocjonalnie, było energicznie, było wspominkowo, było wzruszająco - było "zawodowo".
Nie wiem czy kontynuują swoją "misję od Boga" ale jestem pewien, że z takim składem i serduchem do grania na pewno uratowali z opresji niejeden sierociniec... zanim to było modne.
Wpadajcie do Bochni jak najczęściej, bo to prawdziwa muzyczna "undergroundowa stolica Polski".