07/06/2026
Czerwcówka upłynęła pod znakiem kompromisu między moją pracą, a czasem rodzinnym. Odwiedziliśmy miejsca, w których Szymek spędzał wakacje będąc dzieckiem, dzięki czemu poznałyśmy historie z jego życia, o których wcześniej nie słyszałyśmy. Spacerowaliśmy wspólnie przez lasy i łąki zastanawiając się czy spotkamy niedźwiedzia, w nadziei, że jednak nie. Za to widzieliśmy latające bociany, sarny, jeże, a obok naszej przyczepy swoją norkę miały jaszczurki. Piliśmy herbatki z kwiatów i polnych ziół. Pływaliśmy zabawną elektryczną łódeczką po solińskich wodach. Był deszcz, słońce, koncert świerszczy i cykad, a także pana z gitarą. By nie było zbyt romantycznie, w naszym sąsiedztwie odbyła się również mocno zakrapiana impreza w towarzystwie dzieci w akompaniamencie disco polo puszczanego ze świecącego kolorowo ogromnego głośnika. Taki campingowy folklor. 😅
Odkąd mamy przyczepę więcej czerpiemy z natury. Nasze dzieci biegają boso po trawie i poznają nowe miejsca. Wszyscy jesteśmy bliżej siebie. Nie tylko ze względu na mini metraż domku na kółkach. Bo tak po prawdzie to na tych wyjazdach mamy o wiele więcej przestrzeni niż na codzień… Spełniamy marzenia o śniadaniach z widokiem na jeziora, góry, łąki czy las. Dobrze nam z tym.