20/04/2026
Adam Mazur - wielki człowiek fotografii, zainspirowany jedną z moich fotografii napisał esej. To nie list pochwalny, raczej requiem dla fotografii artystycznej, niemniej jednak ciekawy i może jednak przewrotnie optymistyczny? Poniżej fragment. Chętnych odsyłam na moją stronę gdzie przeczytacie cały tekst (6 min czytania:). Dajcie znać co myślicie, tutaj albo prywatnie.
"Każdy fotograf umrze. Tylko po nielicznych pozostaną zdjęcia, którymi zainteresują się żywi. Wyraźnych reguł w procesie fotograficznej kanonizacji brak. Z pewnością jeszcze za życia należy zadbać, by przechodzący żałobę bliscy nie wyrzucili w pierwszym odruchu archiwum na śmietnik lub bez sensu nie rozproszyli dorobku. Warto też zastanowić się, co się fotografuje i co chce się w fotografii osiągnąć. Szansę na dającą się objąć ludzkim umysłem nieśmiertelność zwiększa bycie z aparatem w miejscu i czasie, gdy dzieje się historia. W polu sztuki wypadałoby eksperymentować, konsekwentnie działać i pogłębiać temat nie oglądając się na trendy i licząc na obecność w podręcznikach historii w jakiejś mniej lub bardziej awangardowej niszy. Zwyczajowo większe zainteresowanie gawiedzi budzą kolorowe zdjęcia pięknych kobiet, wszelkiej maści bohaterów, zmysłowych kwiatów, serdecznych michałków, czy egzotycznych pejzaży. O niebo trudniej znaleźć amatorów nudnych, czarno-białych i szarych fotografii, na których nic się nie dzieje i nikogo nie widać. To nisza nisz, co z tego, że artystyczna. Operujący w skali szarości artyści mogą wprawdzie liczyć na odkrycie po śmierci, na przewagę, którą da im czas, bo przecież fotograficzni celebryci dość szybko giną zadeptywani przez kolejne fale spragnionych sławy i pieniędzy konformistów. Mogą liczyć, ale mogą się też przeliczyć. Niektórzy powracają po śmierci z marginaliami, przyćmiewającymi dzieło życia, a w tle słychać chichot historii. W ostatnich dekadach coraz więcej kanonicznych figur to outsiderzy jak Vivian Maier, czy Miroslav Tichy..."
więcej na https://www.wojtekmoskwa.com/adam-mazur/