02/10/2023
Ta mina to wpływ analogowej fotografii. Serio. W 3 klasie uczę ciemni i fotografii tej z którą startowałem i ja. Niesamowite że fotografia cyfrowa nie robi tego wow, co robi fotografia srebrowa. Czemu? Długo nad tym myślałem... i wymyśliłem.
Od jakiegoś czasu żyjemy w cyfrowym świecie, wokół nas świat stał się obrazkowy, dookoła wszędzie zdjęcia - brzydkich panów kandydujących do sejmu, nierealnie pięknych kobiet zachwalających co popadnie, pieski, kotki, mięso mielone, serek wiejski. Gdzie nie spojrzysz obraz, lepszy, gorszy, kolorowy - świeci i dudni i drenuje nam wyobraźnię gotową odpowiedzią. Wstajesz rano - obraz z komórki, masz co chcesz, w każdej chwili i w każdym miejscu. Chcesz wiedzieć czym jest tromtadracja, pyk - masz. Chesz zjeść "ok google, znajdź mi najbliższą restaurację nepalsko-indyjską" - pyk - masz. Odpowiedź od razu. Zniknęły z półek słowniki i encyklopedie. Kiedyś moja matematyczka w podstawówce mówiła ucz się tabliczki mnożenia, bo przecież nie będziesz miał przy sobie zawsze kalkulatora. I co? Szach-mat facetko. Mamy podane na tacy, tu i teraz.
A jak jest z fotografią analogową? No bo po co ten cały wywód?
Trzeba poczekać, uzbroić się w cierpliwość i wyobrazić sobie jak halogenki srebra ułożą się w obraz. Jak wywoływacz wzmocni ten utajony obraz. , to co zostało zapisane.
Lubię jak dzieciaki po raz pierwszy robią zdjęcie analogiem. Po naciśnięciu (nie kliknięciu) spustu, patrzą na tylną ściankę aparatu i śmieją się do siebie ze swojego odruchu. Mają w ręce mój aparat, to Nikon F4, masywna, piękna konstrukcja. To nie jest tani plastik, to nie jest urządzenie przewidziane na 2 lata. To maszyna do robienia zdjęć, bez udawania, bez kompromisów, zrobiona zanim księgowi weszli do firm. Wszystko w tym aparacie porusza się za pomocą mechaniki, każdy dżwięk jest opatrzony odgłosem sprężynki, tytanu i pocierania metalu o film. Cud techniki lat 80. Mogę o nim opowiadać bitą godzinę - jak siedzi w dłoni, jakie rozwiązania ma by ułatwić zrobienie zdjęcia. Jest starszy od nich, ma 30 lat.
Pokazuję im jak nawinąć film, mówię jaki dzwięk zaraz usłyszą. Nasłuchujemy w ciszy. Ksz, ksz, ksz, cyk-cyk. Film gotowy, nastawiamy iso, można zaczynać, zatem... do dzieła.
Jest takie powiedzenie, że cyfrowym aparatem zrobisz 1000 zdjęć a 6 będzie dobrych, zrobisz analogiem 36 i 6 będzie dobrych. I to prawda, przy analogu włącza im się myślenie, już nie klik, klik bezmyślne, tylko każde zdjęcie przemyślane. Jeden film robią półtorej godziny. Szybka matematyka, tym razem w głowie, 90 minut podzielone przez 36, to się równa 2 i pół minuty na jedno zdjęcie. To sporo, cyfrówką zrobiliby pewnie 36 w tym samym czasie.
Skończyli, idziemy do ciemni. Swoją wiedzę jak wywołać film, zawdzięczam pasjonatom fotografii ze szkoły w Katowicach. Zapamiętałem i podaję dalej moim uczniom. Przychodzi mi to łatwo, bo widzę w ich oczach podobny błysk do mojego. Wywoływanie w ciemni ma klika zasad, swój zapach, a przede wszystkim magię. Opowiadam jak dużo można zepsuć zanim dostanie się gotową odbitkę, jaki wpływ ma temperatura, jak mieszać, jakie odczynniki, jaki czas. To nie jest wiedza tajemna, ale magia alchemiczna. Gaszę światło, nawijam ich film na szpulę. Pytam czy mają otwarte oczy, czy zamknięte. Ja mimo jakiegokolwiek światła mam zawsze otwarte, a Ty? Opowiadam jak kawałek żelatyny z halogenkami srebra zanurzony w wywoływaczu przyciemnia się tam gdzie padnie światło, jak utrwalacz wypłukuje te halogenki, które nie zostały naświetlone. Jak tiosiarczan sodu wypłukuje się z filmu, jak zmniejszyć napięcie powierzchniowe wody i jak wysuszyć film. Wieszamy negatyw, miny takie same jak na tym zdjęciu powyżej...
I najfajniejsze jest to że jeszcze nie robili odbitki, to dopiero będzie mina!
Modelka Julia, fotografowała Ola Mruk