03/04/2022
Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, próbowałam wielu rzeczy, wierząc że któraś z nich pozwoli mi nie wracać na etat.
I tak, miała krótki romans z maszyną do szycia, szydełkiem, makatkami, haftem i pewnie jeszcze kilka innych, których już nawet nie pamietam.
Było gorące popołudnie, kiedy przyszła mi myśl, że przecież zdjęcia to coś, co jest ze mną od zawsze!
Miałam już za sobą próby sesji noworodkowych stylizowanych, studyjnych, reklamowych. Ciagle czułam, że to nie to.
Zaczęłam szukać kogoś, kto pomoże mi rozpocząć na nowo. Wiedziałam, że ma być rodzinnie i naturalnie.
W tamtym czasie warsztaty nie były na wyciągnięcie ręki jak dziś. Wiec sama pisałam do fotografek, które znałam z ig i pytałam, czy któraś z nich podpowie mi jak ruszyć. Niestety, na tamten czas nikt się nie zgodził.
I tak musiało minąć kilka lat, żebym nabrała odwagi i spróbowała, trochę po swojemu, a trochę z pomocą.
Rok temu z lekkim hakiem, siedząc w domu na wypowiedzeniu, w środku któreś z fal pandemii, z podrośniętym dzieckiem i mocnym biciem serca, wzięłam telefon do ręki i bez większego zastanowienia założyłam to konto. Nie mając pojęcia, w co tak naprawdę wchodzę 😉
A jakie są Wasze historie? Macierzyński też był pomysłem na zmianę drogi? I czy udanym? 😉
📸