25/08/2026
Jeśli od miesięcy myślisz o sesji, ale ciągle znajdujesz powód, żeby odłożyć ją na później, nie zaczynałabym od zmieniania swojego ciała.
Zaczęłabym od czegoś zupełnie innego.
1. Zastanowiłabym się, na co właściwie czekam.
Dokończ zdanie:
„Umówię się na sesję, kiedy…”
A potem zapytałabym siebie: kiedy właściwie to nastąpi? Czy mam konkretną datę, do której chcę schudnąć, poczuć się pewniej albo znaleźć więcej czasu? Bo jeśli nie, to może się okazać, że ten moment wcale nie nadejdzie.
Kiedy schudnę? Kiedy będę miała więcej czasu? Kiedy poczuję się pewniej? Kiedy moje ciało będzie wyglądało inaczej?
2. Wyciągnęłabym swoje zdjęcia sprzed 10 lat.
Zwłaszcza te, których wtedy nie lubiłam.
I sprawdziłabym, jak patrzę na nie dzisiaj.
3. Spisałabym wszystkie powody, przez które odkładam sesję.
„Nie umiem pozować.”
„Źle wychodzę na zdjęciach.”
„Nie podoba mi się mój brzuch.”
„Nie wiem, co zrobić z rękami.”
A potem zastanowiłabym się, ile z tych rzeczy naprawdę zależy ode mnie, a ile od fotografa, który powinien umieć mnie poprowadzić.
4. Przestałabym pracować nad ciałem, żeby zasłużyć na zdjęcia.
Zamiast tego spróbowałabym trochę inaczej popracować z tym, jak na siebie patrzę.
5. Zadałabym sobie pytanie: jak chcę się czuć?
Nie tylko jak chcę wyglądać.
Jak chcę czuć się podczas sesji? A jak wtedy, kiedy zobaczę swoje zdjęcia?
6. I w końcu po prostu porozmawiałabym z fotografem.
Z kimś, z kim czuję dobre flow. Przy kim nie muszę niczego udawać i czuję, że jestem naprawdę wysłuchana.
Bo może wcale nie potrzebujesz jeszcze pół roku, żeby przygotować się do sesji.
Może potrzebujesz kogoś, kto pokaże Ci, że nie musisz się do niej najpierw zmieniać.