14/02/2024
Jest wrzesień, niedzielny poranek. Dzwoni budzik, jest 5 rano... Zwlekam się z łóżka, wciskam bezładne ciało w motocyklowe ciuchy i wychodzę do garażu. Wsiadam na zawsze gotową do jazdy Yamahę i wyjeżdżam. Zaczęło się nieciekawie, zamglone miasto, parujące okulary i wizjer kasku - zaczynałem żałować, że dobrowolnie opuściłem łóżko o tak barbarzyńskiej porze. Ale jakże się myliłem!
Słońce szybko rozprawiło się z poranną mgłą, efekty tej walki widzicie na zdjęciach. Krople rosy na trawie i zapach wilgoci w powietrzu tworzyły niezwykłą atmosferę, która wprowadzała mnie w cudowny nastrój! Puste drogi zachęcały do jazdy, a spektakularne widoki - do postojów. Czasami to właśnie w takich momentach dostrzegamy najwięcej.
W końcu dotarłem do celu mojej mikrowyprawy, ale o tym przeczytacie w kolejnym poście :)