09/08/2026
🚲📸 50 kilometrów, wiatr, drewniane kościoły i kilka zupełnie nieplanowanych spotkań… czyli kolejna fototrasa za mną!
28 lipca wsiadłem na rower z jednym prostym założeniem — trochę pojeździć, trochę pozwiedzać i oczywiście zrobić po drodze kilka zdjęć. 📸🚲 Jak się później okazało, trasa miała dla mnie przygotowanych kilka całkiem miłych niespodzianek. 😉
Początek? No cóż… wiatr postanowił od razu sprawdzić moją determinację. 🌬️😂 Zanim dotarłem do kaplicy w Krzyżówkach, przez chwilę naprawdę zastanawiałem się, czy zawrócenie nie byłoby jednak całkiem rozsądnym pomysłem. Ale skoro człowiek już wyjechał, to przecież głupio wracać… 😅
Uparłem się więc i pojechałem dalej. Celem był drewniany kościół w Kościelcu. ⛪📸 Kiedy dotarłem na miejsce, przypomniałem sobie, że dokładnie rok wcześniej byłem tutaj… strażackim Żukiem. 🚒 Wtedy przyjechałem na ceremonię ślubną, eskortując naszą druhnę i druha. Tym razem zamiast sygnałów i strażackiego klimatu był rower, aparat i chwila spokojnego zwiedzania.
W drodze powrotnej szybko zdałem sobie sprawę, że na domowy obiad u siebie w okolicy raczej nie zdążę. 😅 Na szczęście przypomniałem sobie, że gdzieś w Cekowie znajduje się restauracja. Problem był tylko jeden — nie pamiętałem jej nazwy. 🤦♂️
I wtedy los postanowił trochę pomóc. Tuż przed kolejnym drewnianym kościołem, tym razem w Kosmowie, minął mnie samochód dostawczy z charakterystycznym oznakowaniem właśnie tej restauracji. No dobra… skoro reklama sama mnie znalazła, to chyba nie było innego wyjścia. 😂🍽️
Zestaw dnia nie był może moim pierwszym wyborem, ale… zupełnie się na nim nie zawiodłem. Wręcz przeciwnie — po kilkudziesięciu kilometrach i walce z wiatrem smakował wyjątkowo dobrze. 😋
I tutaj pojawiła się kolejna niespodzianka. W trakcie obiadu do lokalu wszedł kurier z paczką. Spojrzałem… i okazało się, że to Piotrek — znajomy, z którym pracowałem na sortowni jakieś 8 lat temu! 😲
Po obiedzie ruszyłem jeszcze do lokalnego DINO, licząc na moje ulubione, wodniste lody. 🍦 Niestety — tym razem lodówka nie spełniła moich oczekiwań. 😂 Za to przy sklepie znajdował się paczkomat, a przy nim… ponownie Piotrek!
Zamiast więc szybkiego „cześć” zrobiła się całkiem długa i bardzo sympatyczna rozmowa. Pogadaliśmy o różnych sprawach, powspominaliśmy trochę dawne czasy, pośmialiśmy się, ale w głowie cały czas miałem jedną myśl: „Grzegorz, fajnie się rozmawia, ale do domu jeszcze kawał drogi…” 😅🚲
Wtedy Piotrek zaproponował mi nawet podwózkę busem. Okazało się, że jedzie w kierunku mojego domu, bo obsługuje również rejony w mojej okolicy.
Gdybym miał awarię roweru — pewnie skorzystałbym bez większego zastanowienia. 😉 Ale skoro rower działał, nogi jeszcze też, a fototrasa miała zostać ukończona na dwóch kołach, podziękowałem i ruszyłem dalej.
I tak, mimo mocnego wiatru 🌬️, udało się pokonać ponad 50 kilometrów. 🚲💪
Lubię takie wyjazdy. Nie zawsze chodzi o wielkie podróże i odległe miejsca. Czasami wystarczy skręcić w drogę, którą wcześniej się nie jechało, zatrzymać się przy drewnianym kościele, zrobić kilka zdjęć, zjeść coś dobrego i… przypadkiem spotkać człowieka, którego nie widziało się od ośmiu lat. 📸❤️
I chyba właśnie za takie historie najbardziej lubię rowerowe fototrasy — nigdy do końca nie wiadomo, co wydarzy się po drodze. 😉
Cieszę się, że w tym roku udało mi się trochę lepiej poznać najbliższą okolicę z perspektywy rowerowego siodełka. 🚲🌿 I mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec!
W te wakacje chciałbym zrobić co najmniej dwie kolejne fototrasy. 📸🚲
A teraz pytanie do Was 👇
Jakie ciekawe miejsca polecacie w promieniu około 30 km od Koźminka? Mogą być drewniane kościoły, ciekawe budynki, nietypowe miejsca, punkty widokowe, mało znane zakątki… właściwie wszystko, co warto zobaczyć i sfotografować. 📸
Podrzucajcie namiary w komentarzach! Może właśnie tam poprowadzi mnie kolejna spontaniczna trasa. 😉🚲