10/08/2026
Obraz Boga, który nosisz w sercu, decyduje o tym, czym jest twoja modlitwa.
Bóg Biorca potrzebuje naszych modlitw, postów i zasług. Trzeba Go udobruchać, żeby coś dał. Tak modli się faryzeusz z przypowieści: przyszedł do świątyni z pełnymi rękami — post dwa razy w tygodniu, dziesięcina, żadnych ciężkich grzechów. O jego modlitwie Ewangelia mówi dosłownie, że „modlił się do siebie" (por. Łk 18,11). W pełnych rękach nie było już miejsca na nic od Boga.
Bóg Dawca pragnie dawać siebie i swoją łaskę, zanim o cokolwiek poprosimy. Tak spotyka Go celnik: stanął z daleka, z pustymi rękami, i powiedział tylko: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika" (Łk 18,13). Wrócił do domu usprawiedliwiony.
Sprawdzianem obrazu Boga jest Jezus. „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca" (por. J 14,9). „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości" (por. J 10,10). Nawet z krzyża nie mówi: dajcie Mi. Mówi: „Pragnę" — a pragnie człowieka (por. J 19,28; 1 Tm 2,4).
Najpełniej widać to na Mszy. Bóg nie czeka tam na nasze dary. Pierwsze słowa, które kieruje do nas przy swoim stole, brzmią: „Bierzcie i jedzcie". Przychodzimy jak celnik — z pustymi rękami, żeby zostały napełnione.
Zapisz ten post i wróć do niego, zanim następnym razem staniesz do modlitwy.
Inspiracja: podcast ks. Krzysztofa Augustyna (link w pierwszym komentarzu).