10/05/2026
TO NIE JEST TEATR DLA DZIECI...no nie do końca :)
„Dzienniki gwiazdowe" w Zdrojowy Teatr Animacji w Jeleniej Górze im. Bogdana Nauki 🚀
Dzisiaj wieczór premierowy dla publiczności. „Dzienniki gwiazdowe" Stanisława Lema w reżyserii Andrzeja Bartnikowskiego trafiły wreszcie pod jeleniogórską kopułę , a ja miałem przyjemność być tam z aparatem. 🌟
‼️Teatr świętuje właśnie pięćdziesięciolecie działalności i ćwierć wieku w zabytkowym Teatrze Zdrojowym w Cieplickim Parku.
Warto przy okazji przypomnieć coś, o czym wiele osób zapomina, bo nazwa „animacji" myli, a parkowa lokalizacja kojarzy się z niedzielnym spacerem z dzieckiem. Zdrojowy nie jest teatrem wyłącznie dla najmłodszych. W repertuarze dla widza dorosłego są obecnie trzy pozycje, każda z innej galaktyki: „Poradnik dla niegrzecznych dziewcząt i chłopców…" oparty na książce Stanisława Teofila Kurkiewicza z 1905 roku, przedwojenny „Hemar z homarem" i nowiutkie „Dzienniki gwiazdowe".
Lem napisał rzecz, w której skafander można ukraść samemu sobie cofniętemu w czasie, a porcja polędwicy wołowej zamiast trafić na talerz wystrzeliwuje na orbitę jako sputnik. Każda strona to zaproszenie do absurdu zbudowanego na żelaznej logice. Tu reżyser rozwiązuje problem adaptacji w sposób, który Mistrz by chyba pochwalił. Nie próbuje udawać kosmosu. Buduje własny teatralny kosmos, w którym lalka większa od człowieka jest tak samo wiarygodna jak kapsuła z pleksi , a Ijon Tichy w dresie z napisem „TICHY" to dokładnie ten Tichy, którego znamy z lektury, tylko przyłapany w domowych pantoflach. Rafał Ksiądzyna w roli głównej daje bohaterowi tę uprzejmą, lekko zmęczoną, zaskakująco cierpliwą zdolność dziwienia się światu, który zwariował, ale zwariował konsekwentnie.
Wokół Tichego krąży galeria mieszkańców jego wszechświata. Wielkie oko na cienkich nóżkach, obok niej stwór z workowatym cielskiem, hybryda na pograniczu owada i koszmaru. Stado postaci w białych szatach i spiczastych kapeluszach z trzecim okiem na czole. Lalki Moniki Wójcik robią dokładnie to, co u Lema robi proza: są zbyt poważne, żeby być tylko zabawne, i zbyt zabawne, żeby były tylko poważne.
Gdzieś w tle przewija się Tarrakanin z Podróży ósmej, ten sam, który podczas obrad Organizacji Planet Zjednoczonych poparł tezę przedstawiciela Thubanu, że ludzkość należy do gatunku Monstroteratum Furiosum, czyli Ohydka Szaleja. I wyobraźcie sobie, że patrząc na to wszystko ze swojego siedzenia, trudno z tą klasyfikacją polemizować.
Najmocniejszy moment spektaklu to sekwencja Tichych z Podróży siódmej, paradoks czasowy w czystej postaci. Zespół w identycznych zielonych koszulkach podpisanych „Tichy piątkowy", „Tichy sobotni", „Tichy za rok", „Tichy czwartkowy", w mgle podświetlonej na zielono i fioletowo, na tle ogromnego okna z widokiem na kosmos. Każdy z nich jest sobą, ale w innej dacie, i każdy ma rację, której pozostali nie chcą uznać. Sercem tej sekwencji jest scena bójki w slow motion pomiędzy trzema Tichymi z różnych dni tygodnia, choreograficzny majstersztyk Eweliny Ciszewskiej, w którym muzyka Piotra Klimka rozciąga każdy ruch do granic absurdu, a logika Lema (jak wymierzyć cios samemu sobie sprzed dwóch dni) staje się fizycznie namacalna. Cała trójka schodzi się tu w jedno i działa na widownię jak dobrze skonstruowany dowód matematyczny, którego konkluzja nas rozbraja.
A potem przychodzi finał, w którym reżyser pokazuje, że Lema czyta naprawdę uważnie. Na scenie pojawiają się dwie postacie, Ban i Pug (wystarczy je wymówić jednym tchem, żeby usłyszeć, kto naprawdę odpowiada za nasze losy). Świeci UV, migają resztki zepsutego jedzenia rozsypanego po scenie, dwóch całkowicie pijanych demiurgów w stanie najwyraźniej już lekko boskim miesza, dolewa, próbuje, znowu miesza i niechcący wytrąca z tej kosmicznej mikstury Ohydka Szaleja, czyli nas, homo sapiens.
Genialne, gorzkie i bardzo lemowskie zamknięcie spektaklu. Klamra Podróży dwudziestej w czystej postaci. Życie na Ziemi powstaje nie z planu, tylko z bałaganu, kaca i przeterminowanej spiżarni dwóch boskich pijanych żartownisiów. Trudno o trafniejszą puentę.
Spektakl unika dwóch pułapek, w które najczęściej wpadają adaptacje Lema: nie próbuje go ilustrować i nie próbuje go uwspółcześniać. Po prostu zaufał materiałowi, w przekonaniu, że proza, która wyprzedziła swoją epokę o pół wieku, pewnie jeszcze trochę wytrzyma. Wytrzymuje.
Obsada: Rafał Ksiądzyna, Sylwester Kuper, Sławomir Mozolewski, Dorota Korczycka-Bąblińska, Dorota Fluder-Głowacka, Diana Jonkisz, Aga Ejsmont, Katarzyna Fornal. Zespół gra ten spektakl jak ekipa na jednym oddechu.
Wychodząc z teatru, miałem uczucie, które towarzyszy lekturze Lema od pierwszej strony do ostatniej. Świat jest absurdalny, owszem, ale w tym absurdzie da się żyć z godnością, a nawet z poczuciem humoru. Reżyser ze swoją ekipą czyta to bardzo uważnie i podaje na scenie z takim samym mrugnięciem oka, z jakim Lem podawał to czytelnikom przez sześćdziesiąt lat.
Dziękuję dyrektorowi Andrzejowi Bartnikowskiemu i całemu zespołowi Zdrojowego Teatru Animacji za zaproszenie. Życzę spektaklowi długiej kosmicznej podróży i pełnego pokładu za każdym razem.
.... a no i jeszcze jedna scena!!
Gdzie to celnie punktuje moment, w którym metafory religijne zderzają się z inną logiką, prowadząc do tragikomicznego finału – spełnienia marzenia, które okazuje się okrutnym wyrokiem. No to było boskie :D
Miasto Jelenia Góra
Jerzy Łużniak- Prezydent Miasta Jeleniej Góry