Marcin Kaźmieruk Fotografia

Marcin Kaźmieruk Fotografia +48 505 183 969
(308)

😍🥰Perun, Łada i Lelum, Swaróg, Makosz a nawet Rodzanice nich im będą przychylni...Madzia zrobiła wspaniałą słowiańską ur...
15/06/2026

😍🥰Perun, Łada i Lelum, Swaróg, Makosz a nawet Rodzanice nich im będą przychylni...Madzia zrobiła wspaniałą słowiańską uroczystość w klimacie uszytym idealnie pod naszą parę młodą :) wzrusz był co chwilę, ogrom emocji... a pogoda nawet jak padało....było gorąco ! Odezwijcie się do Madzi jak marzy Wam się uroczystość absolutnie indywidualna i uszyta pod Was ! Magdalena Wesołowska - Wasz ślub humanistyczny

🦌 DZIKI WODOSPAD w Karpaczu… miejsce, które złapało mnie za serce‼️Dziki WodospadBywam tam z aparatem od jakiegoś czasu ...
09/06/2026

🦌 DZIKI WODOSPAD w Karpaczu… miejsce, które złapało mnie za serce‼️

Dziki WodospadBywam tam z aparatem od jakiegoś czasu i za każdym razem czuję, że to dopiero rozgrzewka, że najlepsze ciągle przed nami.
😍 Zacznę od wieczoru, który został we mnie na długo. Kolacja degustacyjna, którą miałem okazję fotografować, była dla mnie czymś więcej niż zleceniem. Motyw przewodni: stare składniki, używane niegdyś w Karkonoszach, w zupełnie nowej odsłonie i z twistem. Sześć dań i słodki finał. Dawne receptury z regionu podane w nowoczesnej formie, z dodatkami z całego świata. Całość poprowadził Błażej Stachewicz.

🔥 Przy stołach gotowała mocna ekipa: Miroslaw Jadach, Andać Ozer, Mateusz Szpytma, Paweł Kucharski i Igor Plis. Kaszanka z foie gras, pstrąg confit, królik z kaszą gryczaną, kebab barani po swojemu… A na start welcome drink od Ima Distillery, w wersji z procentami i bez, przygotowany przez Piotra Puchalskiego z Whisky Embassy a także przez Mateusz Zajac.

🤓 A teraz to, co u nich najświeższe. Stery w kuchni przejął Igor Plis, szef, który warsztat szlifował w najlepszych restauracjach Trójmiasta. Klasyczne techniki, szacunek do produktu, dbałość o każdy detal… do tego prawdziwa fascynacja kuchnią Dalekiego Wschodu, którą splata z polską i europejską tradycją. Jego pomysł na to miejsce to eleganckie bistro z charakterem, gdzie wyrafinowana kuchnia zostaje przystępna, a każdy talerz opowiada własną historię. Ale o Igorze najpiękniej nie powiem ja, więc oddam głos komuś, kto zna go najlepiej. O tym za moment 💙

🎬 Najlepiej tę kuchnię widać przy wieczorach filmowych pod chmurką. Ekran na tle Karkonoszy, leżaki, koce i tematyczna karta menu dopasowana do tego, co leci na płótnie. Przy „Tokyo Drift" lądowało sashimi, pierożki gyoza, a pod francuski film... rillettes z kaczki i francuska zupa cebulowa. Te azjatyckie nuty to już cały Igor.
Takich miejsc się nie zapomina, bo nie chodzi w nich o jedno danie czy jeden seans, tylko o ludzi, którzy wkładają w to serce. I to czuć w każdym talerzu i mówię tutaj o całej zespole tam pracującym bo oni tym miejscem żyją i oddychają.

A teraz obiecane słowa o Igorze, prosto od serca Alicji, jego narzeczonej 💙

„Igor jest przede wszystkim bardzo dobrym człowiekiem. Każdy kto go zna wie, że zawsze można liczyć na jego pomoc, acz temperament ma taki, że czasem lepiej zejść mu z drogi. W kuchni nie ma jednak sobie równych – kiedy jest na zmianie, każdy wie, że nawet przy największym młynie wszystko wyjdzie na czas i będzie dopięte na ostatni guzik. Taka ma energię - ludzie czują się w jego towarzystwie bardzo dobrze i jakoś pewniej. Ma niespotykane poczucie smaku i umiejętności przygotowania dań, które zapadają w pamięci na długo. Potrafi ugotować potrawy z najbardziej wyszukanych składników świata, a jednocześnie jest tak normalny, że zapytany, na co ma ochotę, najczęściej odpowie: „na pieczywko czosnkowe z Gazowni". I właśnie taki jest, genialny szef kuchni, a jednocześnie skromny chłopak z Przesieki.
To mój ulubiony człowiek, dla którego warto było rzucić Trójmiasto i morze, i wyjechać w Karkonosze, dla wszystkich dobrych i trudnych chwil, dla każdego latającego talerza i tych wszystkich podanych z wielką miłością. Jesteś moją inspiracją, a twoje ratunkowe crêpes suzette po tragicznym dyżurze powinno być stałym elementem każdej życiowej karty dań, love youuuu."

Byliście już w Dzikim Wodospadzie? A na co czekacie najbardziej, kolacja degustacyjna czy seans pod gwiazdami? Piszcie w komentarzach 👇 TAKO Gastro było obecne na pewno :)

PYTANIE O POLECAJKI 😍Gdzie spędzacie ten długi weekend ⁉️ Zostajecie w naszych pięknych okolicach, czy ruszyliście w tra...
04/06/2026

PYTANIE O POLECAJKI 😍
Gdzie spędzacie ten długi weekend ⁉️ Zostajecie w naszych pięknych okolicach, czy ruszyliście w trasę?

Sypnijcie polecajkami, dawajcie znać o miejscach, w których warto być i które warto zjeść. Niekoniecznie z naszego regionu. Knajpki, kawiarnie, widoki, kryjówki w górach, wszystko się liczy. Zbierzmy w komentarzach małą mapę dobrych miejsc na czerwcówkę. 👇
Miasto Jelenia Góra

Ja dzisiaj zawitałem do Dom Laboranta - kawiarnia i kreatywna pracownia Pałac Spiż Miłków Spoon's American BBQ Zamek Księcia Henryka

PRZECZYTAJCIE DO KOŃĆA‼️TEGO MOŻECIE O MNIE NIE WIEDZIEĆ :) Kim jestem a kim byłem🤔💙Dziś Dzień Dziecka, więc pomyślałem,...
01/06/2026

PRZECZYTAJCIE DO KOŃĆA‼️TEGO MOŻECIE O MNIE NIE WIEDZIEĆ :) Kim jestem a kim byłem🤔

💙Dziś Dzień Dziecka, więc pomyślałem, że się Wam trochę przedstawię wspominając moją dziecięcą ciekawość świata która ze mną jest do dziś. Bo zanim trafiłem za aparat, próbowałem właściwie wszystkiego.

🦌Dumny jeleniogórzanin od urodzenia. Uczeń Żeroma. Tancerz towarzyski przez chyba dekadę, potem capoeira. Studia z anglistyki. Jedyny mój wypad naukowy poza Jelenią to Wrocław, gdzie zrobiłem magisterkę z dziennikarstwa, PR i edukacji społecznej, a później podyplomówkę z tłumaczeń specjalistycznych.

🤓Po drodze lata pracy w kulturze i jako nauczyciel. Uczyłem chyba każdego, od przedszkolaków , poprzez młodzież po dorosłych i studentów wykładając projektowanie komunikacji . Stałem za deckami w klubie a także byłem managerem.... ciągle szukałem swojego miejsca na świecie.
Ostatecznie jestem fotografem. I to był ten zakręt, który połączył wszystkie poprzednie. Rosło to we mnie od kiedy pamiętam, utrwalanie chwil, momentów, ważnych i pięknych kadrów ciągle próbowało się wydostać na powierzchnię.

😎I tak dzięki aparatowi byłem już w naprawdę różnych światach. Fotografowałem festiwale i koncerty, pracuję z aktorami w teatrach, działam w hotelach i restauracjach, na wydarzeniach kulinarnych, gdzie poznałem ludzi z całej Polski i zza granicy. Ta sama ciekawość, która kiedyś pchała mnie do tańca, sztuk walki, języków i sceny, dziś po prostu patrzy przez obiektyw.

💪I szczerze? Nie żałuję żadnego z tych zakrętów.

‼️‼️I tu pytanie do Was : kim chcieliście być, jak byliście dziećmi? Wyszło, czy życie zaprowadziło Was zupełnie gdzie indziej? Piszcie w komentarzach, serio jestem ciekaw.

💙Wszystkiego najlepszego dla wszystkich dzieciaków, tych małych i tych dużych, co dalej robią głupie miny przed lustrem. 😄

Miasto Jelenia Góra

😲 1 MIEJSCE W TOP 50 RESTAURATORÓW dla Marta Sternicka  Andrzej Sternicki 💙Ogrom moich zdjęć pojawiło sie w Forbes.pl w ...
28/05/2026

😲 1 MIEJSCE W TOP 50 RESTAURATORÓW dla Marta Sternicka Andrzej Sternicki 💙Ogrom moich zdjęć pojawiło sie w Forbes.pl w związku z mega wspaniałym wyróżnieniem jakie otrzymali genialni restauratorzy w kategorii kuchnia polska💪, jestem mega zaszczycony, że mogę z nimi współpracować i obserwować jak zdobywają kolejne szczyty. Ogromne gratulacje dla każdego kto dołożył swoją cegiełkę do powstania tych wyjątkowych miejsc , a zespół jest naprawdę liczny💪💙 Gratulacje Restauracja U Wieniawy Akademia Restauracja Ave Pegaz Ogrody Wieniawy 💪💪💪 Made For Restaurant

Dobranoc 💙Z jednego z moich ulubionych miejsc Villa Greta________Bądźcie dla siebie życzliwi 💙
24/05/2026

Dobranoc 💙
Z jednego z moich ulubionych miejsc Villa Greta
________
Bądźcie dla siebie życzliwi 💙

NADRABIAM ZALEGŁOŚCI 🥰 Od razu będzie SWEEEEET!Można nabawić się cukrzycy od oglądania fot więc robicie to na własną odp...
20/05/2026

NADRABIAM ZALEGŁOŚCI 🥰 Od razu będzie SWEEEEET!
Można nabawić się cukrzycy od oglądania fot więc robicie to na własną odpowiedzialność :P

🏆Trzy wyróżnienia w Foodelia w tym miesiącu są wyjątkowo słodkie 🍰

Wszystkie powstały podczas warsztatów Słodki Stół w Pracownia Kulinarna w Miasto Jelenia Góra, prowadzonej przez Dorotę Puć-Pietrzykowską, a te słodkie warsztaty poprowadził Mariusz Łęszczak, szef cukierni pięciogwiazdkowego Monopol Katowice w Katowicach. Takie wyróżnienia pokazują jakim szczęściarzem jestem, że ta praca stawia mnie obok ludzi robiących rzeczy najwyższej klasy.
A co mamy na wyróżnionych fotach ?
😍 sernik rumiankowy z karmelizowanymi orzechami i czekoladą, na czarnym fakturowanym talerzu, pod światłem przesianym przez delikatne cienie.

😍 krem z białej czekolady z bergamotką pod lustrzaną polewą truskawkową. Jeden z tych kadrów, w których wystarczy ustawić światło, aparat i poczekać, aż grawitacja zrobi resztę roboty.

😍 krem kawowy z Cremeux z jeżyny i chantilly waniliowym. Czarna lustrzana glazura, jeżyny, biały talerz. Czysta forma, ani jednego elementu za dużo.

Mariusz Łęszczak to doświadczony cukiernik z wieloletnim stażem, który zdobywał szlify między innymi w Atelier Amaro. Dziś prowadzi cukiernię oraz kursy i szkolenia. Precyzja, jakość, tradycja zderzona z kreatywnością. Dorota Puć-Pietrzykowska pracowała w londyńskim Heddon Street Kitchen Gordona Ramsaya, odbyła staż w Atelier Amaro, a w 2017 otworzyła Pracownię Kulinarną w Jeleniej Górze. To jedno z tych miejsc, do których fotograf wraca, bo wie, że tu będzie miał co jeś...fotografować 🤣.
Dziękuję Dorocie za zaproszenie i Mariuszowi za warsztat na poziomie, przy którym samo dokumentowanie staje się lekcją.

Mega podziękowania dla Fine Dine a genialne talerze do sesji‼️💪

💔Dziś po południu odeszła Stanisława Celińska. Miała 79 lat. Trudno o aktorkę, która w polskim kinie, teatrze i piosence...
12/05/2026

💔Dziś po południu odeszła Stanisława Celińska. Miała 79 lat.

Trudno o aktorkę, która w polskim kinie, teatrze i piosence zrobiła dla widza więcej, i trudno o osobę, która robiła to z większą prawdą i ciepłem. Była po prostu nasza Stasia, jak pisała o niej dziś Joanna Trzcińska. Trafniej tego nie da się ująć.

Miałem szczęście, naprawdę wielkie szczęście, spotkać ją osobiście i fotografować podczas 59. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 2022 roku. Pamiętam dokładnie ten wieczór. Wielki amfiteatr, niebieski wieczór nad Opolem, scena rozpalona na pomarańczowo, akordeon, kontrabas, skrzypce, klawisze i pośrodku tego wszystkiego ona, w czarnej brokatowej sukni, z mikrofonem trzymanym jak ktoś, kto wie, że piosenka to nie zawód, tylko sposób oddychania. Śpiewała tak, jak grała przez całe życie: bez chwili udawania.

Bywa, że ta praca daje fotografowi prezenty, których żadnym budżetem nie da się kupić. Możliwość stanięcia kilka metrów od człowieka, który jest częścią kulturalnego DNA naszego kraju, i złapania momentu, w którym jest na scenie najbardziej sobą. To są te chwile, dla których kupuje się aparat. Mam świadomość, jakim szczęściarzem jestem, że taki zawód mnie wybrał.

Stasia była aktorką niemożliwą do zaszufladkowania. Wajdowski „Krajobraz po bitwie" w 1970 roku, „Panny z Wilka", „Katyń". Dla mnie, jak dla wielu, najbliższa pozostanie jej rola Lusi w „Nie ma róży bez ognia" Barei z 1974 roku, w której grała z Tymem, Fedorowiczem, Czechowiczem, Gołasem, Pokorą i całą tą absurdalnie genialną obsadą jednego z najlepszych filmów PRL-u. Sama scena, w której milicjant wkracza do zatłoczonego mieszkania, wszyscy udają, że to nie jest to, na co wygląda, a Lusia mówi z pełną powagą „to nie jest moja koszula", to małe arcydzieło absurdu w wykonaniu trzech sekund. Plus oczywiście Bożena Lewicka z „Alternatywy 4", nauczycielka, której twarz pamięta każdy, kto kiedykolwiek oglądał Polskę z lat osiemdziesiątych. „Tak z profilu przypomina mi pan zupełnie Gregory Pecka" mówiła do docenta Furmana z taką powagą, że do dziś nie wiadomo, czy to było zauroczenie, ironia, czy obie te rzeczy naraz.

A potem była jeszcze ta druga, śpiewająca Stasia. „Nowa Warszawa", „Atramentowa", „Malinowa". Niska, mocna, ciepła barwa głosu, w której zmieściła się cała Warszawa i całe życie.

Dziś żegnamy ją wszyscy. Ja żegnam się też po cichu z tym jednym opolskim wieczorem, w którym ona stała na scenie a ja byłem pod sceną z aparatem. Dziękuję, Pani Stanisławo. Za każdą rolę, za każdą piosenkę i za te kilka minut spojrzenia w obiektyw, które zostają w pamięci na długo.💙

Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu

TO NIE JEST TEATR DLA DZIECI...no nie do końca :)„Dzienniki gwiazdowe" w Zdrojowy Teatr Animacji w Jeleniej Górze im. Bo...
10/05/2026

TO NIE JEST TEATR DLA DZIECI...no nie do końca :)
„Dzienniki gwiazdowe" w Zdrojowy Teatr Animacji w Jeleniej Górze im. Bogdana Nauki 🚀

Dzisiaj wieczór premierowy dla publiczności. „Dzienniki gwiazdowe" Stanisława Lema w reżyserii Andrzeja Bartnikowskiego trafiły wreszcie pod jeleniogórską kopułę , a ja miałem przyjemność być tam z aparatem. 🌟

‼️Teatr świętuje właśnie pięćdziesięciolecie działalności i ćwierć wieku w zabytkowym Teatrze Zdrojowym w Cieplickim Parku.
Warto przy okazji przypomnieć coś, o czym wiele osób zapomina, bo nazwa „animacji" myli, a parkowa lokalizacja kojarzy się z niedzielnym spacerem z dzieckiem. Zdrojowy nie jest teatrem wyłącznie dla najmłodszych. W repertuarze dla widza dorosłego są obecnie trzy pozycje, każda z innej galaktyki: „Poradnik dla niegrzecznych dziewcząt i chłopców…" oparty na książce Stanisława Teofila Kurkiewicza z 1905 roku, przedwojenny „Hemar z homarem" i nowiutkie „Dzienniki gwiazdowe".

Lem napisał rzecz, w której skafander można ukraść samemu sobie cofniętemu w czasie, a porcja polędwicy wołowej zamiast trafić na talerz wystrzeliwuje na orbitę jako sputnik. Każda strona to zaproszenie do absurdu zbudowanego na żelaznej logice. Tu reżyser rozwiązuje problem adaptacji w sposób, który Mistrz by chyba pochwalił. Nie próbuje udawać kosmosu. Buduje własny teatralny kosmos, w którym lalka większa od człowieka jest tak samo wiarygodna jak kapsuła z pleksi , a Ijon Tichy w dresie z napisem „TICHY" to dokładnie ten Tichy, którego znamy z lektury, tylko przyłapany w domowych pantoflach. Rafał Ksiądzyna w roli głównej daje bohaterowi tę uprzejmą, lekko zmęczoną, zaskakująco cierpliwą zdolność dziwienia się światu, który zwariował, ale zwariował konsekwentnie.

Wokół Tichego krąży galeria mieszkańców jego wszechświata. Wielkie oko na cienkich nóżkach, obok niej stwór z workowatym cielskiem, hybryda na pograniczu owada i koszmaru. Stado postaci w białych szatach i spiczastych kapeluszach z trzecim okiem na czole. Lalki Moniki Wójcik robią dokładnie to, co u Lema robi proza: są zbyt poważne, żeby być tylko zabawne, i zbyt zabawne, żeby były tylko poważne.

Gdzieś w tle przewija się Tarrakanin z Podróży ósmej, ten sam, który podczas obrad Organizacji Planet Zjednoczonych poparł tezę przedstawiciela Thubanu, że ludzkość należy do gatunku Monstroteratum Furiosum, czyli Ohydka Szaleja. I wyobraźcie sobie, że patrząc na to wszystko ze swojego siedzenia, trudno z tą klasyfikacją polemizować.

Najmocniejszy moment spektaklu to sekwencja Tichych z Podróży siódmej, paradoks czasowy w czystej postaci. Zespół w identycznych zielonych koszulkach podpisanych „Tichy piątkowy", „Tichy sobotni", „Tichy za rok", „Tichy czwartkowy", w mgle podświetlonej na zielono i fioletowo, na tle ogromnego okna z widokiem na kosmos. Każdy z nich jest sobą, ale w innej dacie, i każdy ma rację, której pozostali nie chcą uznać. Sercem tej sekwencji jest scena bójki w slow motion pomiędzy trzema Tichymi z różnych dni tygodnia, choreograficzny majstersztyk Eweliny Ciszewskiej, w którym muzyka Piotra Klimka rozciąga każdy ruch do granic absurdu, a logika Lema (jak wymierzyć cios samemu sobie sprzed dwóch dni) staje się fizycznie namacalna. Cała trójka schodzi się tu w jedno i działa na widownię jak dobrze skonstruowany dowód matematyczny, którego konkluzja nas rozbraja.

A potem przychodzi finał, w którym reżyser pokazuje, że Lema czyta naprawdę uważnie. Na scenie pojawiają się dwie postacie, Ban i Pug (wystarczy je wymówić jednym tchem, żeby usłyszeć, kto naprawdę odpowiada za nasze losy). Świeci UV, migają resztki zepsutego jedzenia rozsypanego po scenie, dwóch całkowicie pijanych demiurgów w stanie najwyraźniej już lekko boskim miesza, dolewa, próbuje, znowu miesza i niechcący wytrąca z tej kosmicznej mikstury Ohydka Szaleja, czyli nas, homo sapiens.
Genialne, gorzkie i bardzo lemowskie zamknięcie spektaklu. Klamra Podróży dwudziestej w czystej postaci. Życie na Ziemi powstaje nie z planu, tylko z bałaganu, kaca i przeterminowanej spiżarni dwóch boskich pijanych żartownisiów. Trudno o trafniejszą puentę.

Spektakl unika dwóch pułapek, w które najczęściej wpadają adaptacje Lema: nie próbuje go ilustrować i nie próbuje go uwspółcześniać. Po prostu zaufał materiałowi, w przekonaniu, że proza, która wyprzedziła swoją epokę o pół wieku, pewnie jeszcze trochę wytrzyma. Wytrzymuje.

Obsada: Rafał Ksiądzyna, Sylwester Kuper, Sławomir Mozolewski, Dorota Korczycka-Bąblińska, Dorota Fluder-Głowacka, Diana Jonkisz, Aga Ejsmont, Katarzyna Fornal. Zespół gra ten spektakl jak ekipa na jednym oddechu.

Wychodząc z teatru, miałem uczucie, które towarzyszy lekturze Lema od pierwszej strony do ostatniej. Świat jest absurdalny, owszem, ale w tym absurdzie da się żyć z godnością, a nawet z poczuciem humoru. Reżyser ze swoją ekipą czyta to bardzo uważnie i podaje na scenie z takim samym mrugnięciem oka, z jakim Lem podawał to czytelnikom przez sześćdziesiąt lat.

Dziękuję dyrektorowi Andrzejowi Bartnikowskiemu i całemu zespołowi Zdrojowego Teatru Animacji za zaproszenie. Życzę spektaklowi długiej kosmicznej podróży i pełnego pokładu za każdym razem.
.... a no i jeszcze jedna scena!!
Gdzie to celnie punktuje moment, w którym metafory religijne zderzają się z inną logiką, prowadząc do tragikomicznego finału – spełnienia marzenia, które okazuje się okrutnym wyrokiem. No to było boskie :D

Miasto Jelenia Góra
Jerzy Łużniak- Prezydent Miasta Jeleniej Góry

„Nihil Sine Deo" — obiecany album 📷🔥 Pestka FestivalObiecane zdjęcia z „Nihil Sine Deo", finałowego spektaklu XVII edycj...
03/05/2026

„Nihil Sine Deo" — obiecany album 📷🔥 Pestka Festival

Obiecane zdjęcia z „Nihil Sine Deo", finałowego spektaklu XVII edycji Pestka Festival. Ten wieczór zostawił po sobie coś, co trudno opisać słowami i czego nie dało się zmieścić w jednym poście. Stąd osobny album. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem w aparacie ostrzeżenie o przegrzewającej się karcie pamięci, bo kadry sypały się jeden za drugim, a żaden nie chciał wyglądać tak samo.

Spektakl rumuńskiej grupy Contemporary Creative Dreamers w reżyserii i choreografii Daniela Alexandru Dragomira to godzina, w czasie której nie ogląda się tańca, tylko oddycha razem z tancerzami. Sześcioro przecudownych tancerzy na scenie... Iulia Andro, Anastasia Preotu, Bianca Ardeleanu, Daniel Dragomir, George Pleșca i Sergiu Diță, każde z innego świata, każde z własną "gramatyką" ruchu. Klasyczny balet, street, taniec współczesny, gdzieś pomiędzy elementy pracy z ciałem, w których odnalazłem capoeirę, której kiedyś sam się uczyłem przez parę lar. Wszystko to splecione w jeden wspólny rytm, w jeden oddech, który Dragomir wskazuje jako fundament tej choreografii. Bo to właśnie oddech, a nie pojedyncze figury, jest tu wspólnym językiem dla ciał wychowanych w tak różnych szkołach.

Sceniczny pejzaż utkany ze srebrnych i złotych "konfetti" rozsypanych po podłodze, w które tancerze wchodzą boso, z których biorą garściami i rzucają w światło. Czerwień, błękit, fiolet, biel. Pejzaż zmienia się z każdą sekwencją tak konsekwentnie, że na widowni traci się poczucie czasu. Bębny dudnią jak bicie serca usłyszane z wewnątrz. Język bez słów, bez sylab a gęsty od znaczeń.

Spektakl jest fizycznym zapisem procesu poszukiwania, zrozumienia i przyjęcia Absolutu, jak sam Dragomir definiuje swoją pracę. Ciało traktowane jest jak narzędzie modlitwy i jak narzędzie wątpienia, nieustannie oscylując między akceptacją a zaprzeczeniem boskości. Spektakl-manifest, próbujący zerwać bariery na drodze do świata idealnego. Animus i anima spotykające się w lustrze. Deliberacja ciała od świadomych działań, moment wyczerpania jako jedyny, w którym da się rozpoznać to, co większe od nas. To wszystko jest na scenie i wszystko to widać i czuć gdzieś tam w środku patrząc na ich piękno w ruchu.

Dziękuję Danielowi i całemu zespołowi za tę godzinę, którą zostawiliście na scenie. Dziękuję Łukasz Duda i ekipie Jeleniogórskie Centrum Kultury za to, że ten spektakl trafił do programu PESTKI. To był jeden z tych wieczorów, dla których chce się brać aparat do ręki kolejny raz.
A teraz... zapraszam do albumu.

Adres

Jelenia Góra
58-500

Telefon

+48505183969

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marcin Kaźmieruk Fotografia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Marcin Kaźmieruk Fotografia:

Udostępnij

Kategoria