Dariusz Jaworski Barwne Oblicza Natury

Dariusz Jaworski Barwne Oblicza Natury Fotografia przyrodnicza to jedna z najpiękniejszych dziedzin fotografii, którą zajmuję się od jakiegoś czasu.

Tak naprawdę to uczę się fotografować otaczającą nas przyrodę.

Trzy dni z rzędu budzik wyrywał mnie ze snu o 3:00. Trzy razy z rzędu, rzucając wyzwanie własnemu zmęczeniu, stawiałem s...
27/08/2026

Trzy dni z rzędu budzik wyrywał mnie ze snu o 3:00. Trzy razy z rzędu, rzucając wyzwanie własnemu zmęczeniu, stawiałem się nad brzegiem Wisły dokładnie o czwartej rano. Mój cel był jeden: zdążyć przed pierwszym błyskiem światła i dotrzeć na dziką, piaszczystą łachę. Niestety dwa dni pod rząd rzekę spowiła gęsta, mleczna mgła. Świat kurczył się do zaledwie kilku metrów wokół mnie, a wilgoć osiadała na twarzy jak chłodny kompres. Ciszę rozrywał jedynie miarowy, hipnotyzujący szum wody. Wiedziałem, że tam, w tym białym całunie, ukrywa się coś niezwykłego.
Czekanie w absolutnym bezruchu miało w sobie coś z medytacji.
To idealna lekcja cierpliwości, która uczy pokory wobec natury i pozwala uciec od zgiełku codzienności.
Jednak trzeciego dnia natura przygotowała zupełnie inny spektakl. Tym razem lekka mgła unosiła się kilka metrów nad samą wodą, tworząc puszysty dywan nad lustrem rzeki. Powietrze było w miarę krystalicznie czyste. Dzięki temu moim oczom ukazał się niesamowity widok. Na piaszczystej łasze spało gigantyczne stado żurawi. Blisko dwieście ptaków, uśpionych i dostojnych, odcinało się na tle jaśniejącego nieba, niczym rzeźby zatopione w białym puchu.
Nagle, jeszcze przed świtem, gdy mrok ledwo zaczął rzednąć, powietrze zadrżało. Ptaki zaczęły się zrywać. Setki skrzydeł uderzały o ciężkie od mgły powietrze, a przestrzeń wypełnił potężny, niemal pierwotny klangor. Sylwetki żurawi przelatywały tuż nad moją głową, zostawiając po sobie czysty zachwyt.
Dla takich chwil warto było nie spać.

Usiadłem na środku rozległej łąki, naciągając na siebie siatkę maskującą, która idealnie wtapiała mnie w otaczające traw...
28/05/2026

Usiadłem na środku rozległej łąki, naciągając na siebie siatkę maskującą, która idealnie wtapiała mnie w otaczające trawy. Po kilkunastu minutach z pobliskich zarośli wyszedł młody koziołek, zupełnie nieświadomy mojej obecności. Zwierzak zachowywał czujność, co kilka kroków gwałtownie unosił głowę, strzygł uszami na boki i intensywnie węszył, próbując złapać wiatr. Gdy upewnił się, że jest bezpieczny, spokojnie zaczął skubać świeże pędy traw. Co chwilę drapał się racicą po boku, jakby chciał pozbyć się resztek zimowej sierści. Przez teleobiektyw mogłem podziwiać, jak jego dotychczasowa, gęsta suknia ustępuje miejsca intensywnie rudawej, letniej okrywie. Kępki starego, poszarzałego futra wciąż wisiały na jego bokach, tworząc na zdjęciach niezwykły, kontrastowy wzór.

Spotkanie niedolisków, czyli młodych lisów, w ich naturalnym środowisku to niezwykle emocjonujące i pełne uroku doświadc...
26/05/2026

Spotkanie niedolisków, czyli młodych lisów, w ich naturalnym środowisku to niezwykle emocjonujące i pełne uroku doświadczenie fotograficzne. Te ciekawskie maluchy na przełomie wiosny i lata zaczynają odważnie wyglądać z nor, badając otoczenie swoimi wielkimi oczami. Zrobienie im bliskich ujęć portretowych wymaga ogromnej cierpliwości, bezruchu oraz użycia teleobiektywu, który pozwala zachować bezpieczny dystans i nie spłoszyć zwierząt.
W ciasnym kadrze z pięknie rozmytym leśnym tłem, udaje się uchwycić miękkie, szarorude futerko, bystre spojrzenie oraz dziecięcą niewinność drapieżnika. Ich ciekawość poznania leśnego luda jest tak duża, że mogą podejść na kilkanaście centymetrów, obwąchać buty, by następnie uciec w pobliskie zarośla.

Piękny poranek, poszedłem sprawdzić, co na kamerkach. Nagle ciszę przerwał głęboki, miękki odgłos łamania gałęzi. Kucnął...
25/05/2026

Piękny poranek, poszedłem sprawdzić, co na kamerkach. Nagle ciszę przerwał głęboki, miękki odgłos łamania gałęzi. Kucnąłem pod jałowcem i czekałem. Z za zielonej ściany wyłoniła się smukła, wysoka na długich nogach sylwetka, a zaraz za nią druga. To były dwa b*ki łosia. Nie znam się, ale na moje oko to chyba były dwuletnie byczki. Ich maleńkie, dopiero rosnące poroża pokrywał delikatny aksamit. Zamiast ruszyć w głąb lasu, oba samce zastygły. Coś przykuło ich uwagę.
Powiem Wam, że wstrzymałem oddech. Wielkie, ciemne oczy obu łosi wpatrywały się prosto w kępę jałowca. Ten troszkę masywniejszy uniósł wysoko głowę, a jego ruchliwe, szerokie nozdrza zaczęły gwałtownie wciągać powietrze. Zapach człowieka zmieszany z wilgotną ziemią wyraźnie intrygował leśnych olbrzymów. Zamiast uciec, łosie, niesione wrodzoną ciekawością, zaczęły powoli, wręcz majestatycznie, kroczyć w moją stronę.
Każdy krok na długich, badylastych nogach stawiany był z przesadną ostrożnością. Mniejszy b*k wysunął się naprzód, a jego uszy obracały się jak radary. Zaskoczony tą sytuacją zacząłem przestawiać ustawienia aparatu. Zwierzęta były już tak blisko, że słyszałem ich głębokie, świszczące oddechy. Pamiętałem jedno, że jak zwierz ma położone uszy, to należy spier…ć. One jednak były zaciekawione zielonym ludzikiem kucającym pod krzakiem. Podniosłem dłoń i nacisnąłem migawkę. Poszła seria cichych kliknięć. Ruch ręką sprawił, że oba łosie jednocześnie drgnęły i cofnęły się o krok. Po chwili uznały najwyraźniej, że tajemniczy krzak nie stanowi zagrożenia, pokazały język i spokojnym, leniwym krokiem odeszły w głąb lasu.

Siedziałem bezruchu pod siatką z obiektywem wycelowanym w piaszczysty nasyp w szkółce leśnej. Siedziałem i czekałem, w k...
20/05/2026

Siedziałem bezruchu pod siatką z obiektywem wycelowanym w piaszczysty nasyp w szkółce leśnej. Siedziałem i czekałem, w końcu moja cierpliwość się opłaciła. Z nory najpierw wysunął się czarny nos, a chwilę później na zewnątrz skoczyły dwa małe, rude liski.
Maluchy były pełne energii. Kulały się w kropelkach rosy, podgryzały nawzajem swoje puszyste ogony. Aparat pracował cicho, rejestrując każdy ich skok i nieporadny piruet w porannym słońcu.
Nagle lisięta znieruchomiały, a ich uszy wystrzeliły w górę. Od strony siatki okalającej leśną szkółkę nadchodziła lisica. Szła powoli, widać była zmęczenie, ale z wysoko podniesioną głową. W pyszczeniu niosła coś dużego i białego. To była biała kaczka.
Na ten widok w młodych obudził się instynkt łowców. Z radością podbiegły do matki, która ostrożnie położyła zdobycz w bruździe. Jeden z lisków złapał ptaka za skrzydło, próbując przeciągnąć go w swoją stronę. Niestety rosnące młode drzewka mocno ograniczały widok ucztujących lisków, jednak udało się zrobiłem serię niesamowitych ujęć tej dzikiej uczty.

Poranny chłód i mgła unosząca się nad leśną ściółką tworzyły idealne warunki do zdjęć. Gdy w obiektywie aparatu nagle po...
17/05/2026

Poranny chłód i mgła unosząca się nad leśną ściółką tworzyły idealne warunki do zdjęć. Gdy w obiektywie aparatu nagle pojawiły się dwa małe, rudawe kształty, aż wstrzymałem oddech. Młode liski, zupełnie nieświadome mojej obecności, bawiły się beztrosko w ciepłych promieniach wschodzącego słońca. Każde naciśnięcie migawki rejestrowało ich niezwykłą ekspresję – od ciekawskich spojrzeń prosto w obiektyw, po zabawne skoki na pieńkach ściętych drzew.
To magiczne spotkanie i kadry, które udało mi się uchwycić, bez wątpienia zrekompensowały każdą minutę porannego czekania.

Brzozowy lasek na obrzeżach Grudziądza kąpał się w nieśmiałym, kwietniowym popołudniowym słońcu. Biel pni zdawała się aż...
22/04/2026

Brzozowy lasek na obrzeżach Grudziądza kąpał się w nieśmiałym, kwietniowym popołudniowym słońcu. Biel pni zdawała się aż razić w oczy, a młode, ledwo rozwinięte listki tworzyły nad głową seledynową mgiełkę.
Szedłem miękkim dywanem zeszłorocznych liści, gdy nagle, między wąskimi drzewami, dostrzegłem ruch.
Kilkadziesiąt metrów dalej, w samym sercu brzozowej bieli, stały dwa daniele. To były te same b*ki, które jesienią podczas bekowiska rywalizowały ze sobą. Pamiętałem odgłosy ich starć - głuche uderzenia poroża i napięcie unoszące się w powietrzu. Były inne – brakowało im tej majestatycznej korony, która zwykle zdobi ich głowy. Właśnie teraz, wiosną, zrzuciły poroże. Ich łby wydawały się nienaturalnie lekkie, niemal pokorne, choć w spojrzeniu wielkich, ciemnych oczu wciąż tliła się dzika duma.
Nie uciekły. Jeden z nich spojrzał w moją stronę czujnie, ale bez wrogości. Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w tym dziwnym zawieszeniu – ja, zafascynowany ich surową, „bezkrólewską” sylwetką, i one, spokojni gospodarze grudziądzkiej kniei. Gdy pozwoliły mi zrobić kilka ujęć, zniknęły między brzozami, zostawiając po sobie jedynie ciszę i zapach wilgotnej ziemi.
To spotkanie wywołało we mnie dziwne uczucie, którego nie potrafię porównać z niczym innym – czułem się, jakbym niechcący uchylił drzwi do prywatnej komnaty lasu. Towarzyszyło mi głębokie poczucie pokory wobec cyklu życia, widząc te dumne zwierzęta w momencie ich największej „odsłony”, gdy pozbawione oręża stają się na chwilę bezbronne i surowe. Miałem wrażenie, że uczestniczę w intymnym akcie natury, który dzieje się w ciszy, z dala od ludzkiego wzroku, co sprawiło, że poczułem się wyjątkowo wyróżniony przez los.
Pozorne zwyczajne wiosenne daniele były najlepszym dowodem na to, że każdy koniec jest jednocześnie początkiem czegoś nowego.

Czy fotograf jest największym wrogiem natury?Długo zastanawiałem się, czy napisać ten post. O etyce w fotografii przyrod...
12/04/2026

Czy fotograf jest największym wrogiem natury?

Długo zastanawiałem się, czy napisać ten post. O etyce w fotografii przyrodniczej mówi się ostatnio dużo – o zakazach, sumieniu, granicach. Mam jednak wrażenie, że same zakazy nie wystarczą. Edukacja jest kluczowa, bo bez niej zawsze znajdzie się ktoś, kto dla „wyjątkowego ujęcia” dudka, żołny, zimorodka czy dzięcioła czarnego zaryzykuje spokój gatunków objętych ścisłą ochroną.
Inspiracją do tych przemyśleń stało się moje niedawne spotkanie z żurawiami. W sieci często widzimy zachwyty nad zdjęciami tych ptaków, ale gdy tylko pojawia się ujęcie z gniazda, wybucha burza o etykę i płoszenie lęgów.
Moje doświadczenie pokazało mi jednak drugą stronę medalu.

Znalazłem puste gniazdo na środku leśnego mokradła. Po kilku dniach wróciłem tam pod osłoną nocy, zasiadłem zamaskowany i czekałem na świt. Gdy się rozjaśniło, przez obiektyw 600 mm z telekonwerterem 1.4x zobaczyłem samicę na wysepce. Po około 2 godzinach wstała, odsłaniając dwa jaja. Uśmiech na mojej twarzy zgasł jednak błyskawicznie. Z głębi lasu dobiegł ryk pił, chyba rozpoczęła się wycinka. Przestraszona samica natychmiast porzuciła gniazdo i odleciała.
Wracając, zobaczyłem stosy świeżo ściętych gałęzi niedaleko mokradła. To daje do myślenia. Piętnujemy fotografów-amatorów i nie tylko za dokarmianie w zimę, czy wycinanie trzcin do zdjęcia, a tymczasem tuż obok lęgu, za zgodą zarządców terenu, prowadzi się ciężkie prace leśne.

Fotografowanie przy gnieździe to ogromna odpowiedzialność.

Jeśli zaczynasz tę przygodę, pamiętaj o kilku żelaznych zasadach:
*** Dobro obiektu nad zdjęciem. Żurawie są niezwykle płochliwe. Jeśli przez Ciebie ptak zejdzie z gniazda, jaja mogą się wyziębić lub paść łupem drapieżników. Żadne zdjęcie nie jest warte straconego lęgu.
*** Dystans i sprzęt. Zapomnij o podchodzeniu. Używaj długich ogniskowych (minimum 500-600 mm) i pracuj z dużej odległości.
*** Czatownia i technika „dwóch osób”. Nie wchodź do gniazda „strzelić fotkę”. Czatownię ustaw wiele dni wcześniej, by ptaki do niej przywykły. Wchodź do niej nocą. Skuteczną metodą jest wejście we dwójkę i odejście jednej osoby – ptaki nie potrafią liczyć i myślą, że intruz opuścił teren.
*** Nie zostawiaj śladów. Wydeptane ścieżki w trzcinach to „autostrady” dla lisów i jenotów, które doprowadzisz prosto do gniazda.
*** Zachowaj absolutną ciszę – używaj migawki elektronicznej lub wytłum lusterkowca.
*** Etyka publikacji. Nigdy nie podawaj dokładnej lokalizacji. To największe zagrożenie dla rzadkich gatunków.

Nie zatrzymam ludzi, którzy "chcą" wykonać zdjęcie rzadkiego ptaka, dlatego poprzez edukację przedstawiłem kilka moich zasad, które dadzą sukces fotograficzny.

Inna sprawa.
Czy dbamy o naturę kompleksowo, czy tylko wtedy, gdy łatwo jest kogoś skrytykować w komentarzu?

Zostawiam to pod rozwagę.

Lustro niewielkiego jeziorka przy brzegach jeszcze trzymało cienką taflę lodu, ale marcowe słońce zaczynało już swoją ni...
30/03/2026

Lustro niewielkiego jeziorka przy brzegach jeszcze trzymało cienką taflę lodu, ale marcowe słońce zaczynało już swoją nieustępliwą pracę. W samym sercu zatoczki, tam gdzie woda była najgłębsza i najczystsza, rozgrywał się spektakl.
Kaczor gągoła był dziś w wyjątkowej formie. Jego głowa, lśniąca metaliczną zielenią, kontrastowała z nieskazitelnie białą plamą przy dziobie. Wiedział, że brązowa – samica o skromniejszym, popielatym upierzeniu – obserwuje go z kępy trzcin.
Nie był sam. Trzech innych konkurentów już krążyło w pobliżu, prężąc białe piersi.
Nagle kaczor gwałtownie wyrzucił głowę do tyłu, niemal dotykając potylicą własnego grzbietu. W ułamku sekundy wyprostował się, wyrzucił fontannę wody pomarańczowymi płetwami i wydał z siebie krótkie, zgrzytliwe „p-biik!”.
Czując przypływ energii, zaczął gwałtownie potrząsać głową na boki, demonstrując siłę i witalność. Woda wokół niego wrzała. To nie była zwykła kąpiel – to był taniec o przyszłość.
Brązowa wypłynęła z trzcin. Nie patrzyła bezpośrednio na kaczora, ale jej powolne, rytmiczne zanurzanie dzioba było jasnym sygnałem. Podpłynęła bliżej pokazując, że zwycięzca jest tylko jeden.

Świt nad wodą był jeszcze chłodny, a delikatna mgła unosiła się tuż nad powierzchnią jeziorka. W trzcinach słychać było ...
23/03/2026

Świt nad wodą był jeszcze chłodny, a delikatna mgła unosiła się tuż nad powierzchnią jeziorka. W trzcinach słychać było pierwsze głosy ptaków. Siedziałem cicho w małym roślinnych szałasie, czekając, aż słonce pokaże się nad linią drzew.
Nagle na spokojnej wodzie pojawiły się dwa ptaki. To były gągoły. Samiec błyszczał w pierwszym świetle dnia: jego ciemno zielonkawa głowa i biała plama przy dziobie odbijały się w wodzie jak w lustrze. Obok pływała spokojnie samica, brązowa, nieco bardziej niepozorna, ale równie piękna.
Pływały blisko siebie, nurkując co chwilę pod wodę. Wynurzały się to bliżej, to dalej, jakby bawiły się ze mną w chowanego.
Co jakiś czas samiec starał się zwrócić uwagę samicy. Gwałtownie odchylał głowę do tyłu, a następnie szybko wyrzucał do przodu. Towarzyszyło temu mocne pluskanie wody i wydawanie specyficznego dźwięku. Trwało to dobrą godzinę.
Słonce zaczęło wschodzić coraz wyżej, barwiąc wodę na złoto.
W pewnym momencie para poderwała się do lotu. Skrzydła przecięły powietrze charakterystycznym świstem, by po chwili zniknąć za pasem trzcin.

Adres

Toruńska 9
Grudziadz
86-300

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dariusz Jaworski Barwne Oblicza Natury umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria