Szlaga

Szlaga (1978) – artysta wizualny, fotograf i dokumentalista, autor projektów i książek fotograficznych. Kaszëba
tag

Nordowidnik N°3Od kilku lat piszę Kaszuby wizualnie. Rozglądam się, aktualnie badam tutejszą architekturę zrębową, spraw...
20/05/2026

Nordowidnik N°3

Od kilku lat piszę Kaszuby wizualnie. Rozglądam się, aktualnie badam tutejszą architekturę zrębową, sprawdzam linie napięć. Jako Kaszëba wychowałem się w cieniu tutejszego diabelstwa i zawsze lubiłem tę bliską obecność. Tutejsze demony nie karmią się strachem. Diabeł na Kaszubach to raczej kumpel zza płotu, stały element krajobrazu, ktoś, kogo od małego zna się z imienia i wad. Choćby Jerk, Damk, Pikón, Smãtk, czy Pùrtk, który odpowiada za swary i jarmarczne pierdzenie, oraz Srela, łobuz od srania i brudzenia. Po prostu są. Noszą ludzkie rysy, czerwone gęby i wielkie zęby, z którymi trzeba żyć za pan brat.

6 lipca 2024 roku w Kościerzynie, podczas XXV Światowego Zjazdu Kaszëbów, to domowe diabelstwo wyszło masowo na ulicę. Tłum wybił wtedy oficjalny rekord – zagrały czterdzieści trzy czorty jednocześnie. Ten diabeł na zdjęciu to właśnie jeden z nich. Na kościerskim bruku blaszki przy rondzie jego kapelusza robiły raban, folk i jarmark.

XIX-wieczni niemieccy etnografowie opisywali te idiofony jako teufelsgeige albo brummscheit. W kronikach nazwano je krótko: „lärmwerkzeug – narzędzie do czynienia zgiełku, pozbawione jakiejkolwiek wartości harmonicznej”. U zarania ten sprzęt nie miał grać – miał ryczeć na granicy wsi, żeby samym hałasem odgonić śmierć i upiory.

Ta prostota to jednak pozór – sama gra jest diabelsko trudna. Wymaga jednoczesnego ogarnięcia dwóch światów: wertykalnego uderzenia całego kija o ziemię i horyzontalnego szurania ząbkowanym smyczkiem w poprzek strun (w zasadzie: drutów). Ten zgiełk ma swoją matematykę.

A potem tłum i muzykanci ruszyli do kościoła. Na dole kilka tysięcy Kaszëbów, na górze kilkunastu instrumentalistów. Oddali strefę muzyczną organom – to był czas celebracji śpiewaczego chóru, a kapela ładnie położyła swoje dęciaki, skrzypce, akordeony i bębny na ławkach. Wszystkie instrumenty zasłużyły, by tam posiedzieć.
Diabła jednak nie wpuścili. Został sam, oparty o zieloną, metalową barierę klatki prowadzącej na chór. Z tą swoją wyciosaną maską, kozią brodą i kapeluszem w gwiazdki. Blaszki zamarły w kościelnym bezruchu. Pomyślałem wtedy: zabawne, diable, do kościoła nie wejdziesz. Strefa świętości dobrze pamięta, kogo zostawia się za drzwiami. Organy i ludzkie głosy drżały tam w górze, a ten jeden z czterdziestu trzech czortów przysłuchiwał się stłumionym głosom rozmodlonych, które dochodziły do niego zza drewnianych drzwi.

Nordowidnik N°21 listopada 2008, 17:25:10. Styk stoczni i miasta, 150 metrów od dzisiejszego Europejskiego Centrum Solid...
17/05/2026

Nordowidnik N°2
1 listopada 2008, 17:25:10. Styk stoczni i miasta, 150 metrów od dzisiejszego Europejskiego Centrum Solidarności. W dzień Wszystkich Świętych zakład jest pusty. Wracam do pracowni. Fotografowałem architekturę tak długo, jak pozwalała na to operacja słoneczna. Kiedy nie ma słońca, praca traci sens. Choć rozświetlony plac był tak blisko, w zadrzewionych alejkach stoczni panował nieprzenikniony, głęboki mrok – miałem wrażenie, że idę kompletnie ciemnym lasem przy wygaszonej wsi. W takich miejscach szukam wyłącznie anomalii: gęstej mgły zniekształcającej blask czy awarii zasilania ulicznego, gdy z mroku bije tylko światło z wnętrz budynków.

Tamtego wieczoru w tę wygaszoną przestrzeń uderzyło jednak tektoniczne świetlne pęknięcie. Plac Solidarności regularnie przyciąga różne aktywności w konkretnych datach – tym razem rozbłysły tam telewizyjne szperacze. Oni realizowali swoje wydarzenie za płotem, ale kilkusetmetrowym snopem światła weszli głęboko w miejsce, w którym byłem ja. Ten widok mnie urzekł, zmuszając do zmierzenia się ze sceną. Postanawiam nadal fotografować. Nie jestem tu zupełnie sam. Przez te wszystkie wielogodzinne wyjścia towarzyszy mi owczarek niemiecki, Herman. Zawsze ma na stoczni własne sprawy, ale stale mnie pilnuje. Po prostu orbituje w mroku wokół mojego stanowiska.

W snopie światła dzieje się coś wyjątkowego. Mewy, które naturalnie królują na dokach na styku lądu i wody, raz na jakiś czas wlatują w ten sztuczny blask, na ułamek sekundy rozbłyskując czystym, żywym srebrem. Kontrast jest uderzający: kilka czarnych ptaków i ten jeden błysk. Bardzo chcę zapisać to srebro. Ryzykuję z czasem ekspozycji na granicy widzialności, dociągając możliwości niskiego zapisu matrycy do granic.

Nie udaje się. Detektor nie zarejestrował tamtego rozbłysku. Jako artysta akceptuję tę porażkę – to, co ostatecznie zostaje na zdjęciu, to wyłącznie czarne, lekko poruszone sylwetki. Przez niską ekspozycję i wydłużony czas ptaki tracą swoją idealną, biologiczną linię. W dużym powiększeniu ich kształt rwie się i przypomina raczej rękoskrzydłe nietoperze, zawieszone w błękitnej, granatowej masie powietrza.

Ta fotografia to dla mnie zapis osobistego przełomu. Do 2007 roku w dużej mierze byłem zafascynowanym naturą pejzażystą, dla którego stocznia była pełna oczywistego piękna. Jednak tego wieczoru wracam już z zupełnie nowego typu pracy – systematycznego, chłodnego dokumentowania układów urbanistycznych. Rejestruję ten świat cegła po cegle, drzewo po drzewie, ulica po ulicy, widząc, jak po pierwszych wielkich wyburzeniach sprzed roku stocznia znika. Pięć lat później ta fotografia, wraz z kilkudziesięcioma innymi kadrami, stworzyła pierwszy, beztekstowy rozdział mojej książki „Stocznia” (2013). Był on wizualnym zachwytem wprowadzającym widza do części drugiej: „To, czego nie ma”. Do surowej opowieści o miejscu, które z czasem zamieniło się już w gruz.

Nordowidnik N°1 (2010) (pt. Cisza)Kadrując ten widok w Świbnie, oddałem się bez reszty linii horyzontu. Nie szukałem tu ...
14/05/2026

Nordowidnik N°1 (2010) (pt. Cisza)

Kadrując ten widok w Świbnie, oddałem się bez reszty linii horyzontu. Nie szukałem tu jednak chłodnej teorii sztuki, lecz tego szczególnego rodzaju uważności, który towarzyszy japońskim mistrzom sztuki utrwalania – głębokiego, pełnego pokory i wyciszenia skupienia na potędze natury. Świata zredukowanego wyłącznie do wody i powietrza.
To, co widzicie na pierwszym planie, to nie jest miękkie, malarskie w wyrazie rozmycie fali. To bezwzględne zatrzymanie czasu. Szczelina migawki zwęziła się do minimum, wpuszczając światło na matrycę zaledwie przez kilkutysięczną część sekundy. Ten czysto fizyczny, surowy zapis sprawia, że woda traci swą płynność. Staje się ciężka, monumentalna, niemal geologiczna w swojej skamieniałej, zastygłej strukturze. To fotograficzne, bezkompromisowe dążenie do prawdy o obiekcie zbliża mnie do surowej myśli nadreńskich dokumentalistów. Zamiast budować nastrój, rejestruję chłodny fakt. Tam, gdzie obiektyw działa jak precyzyjny skaner, rodzi się świecka teologia nieobecności.
Moja obecność na tej plaży to ukryte działanie. Jako kolejne wcielenie dawnego rybaka stanąłem na granicy ujścia Wisły i morza, podejmując samotną grę z literackim stworem. W tym miejscu świat naturalny i domniemany przenikają się bez granic. Wołałem prosto w ołowianą pustkę: „Płastugo! Płastugo!”. To moje osobiste, ciche „sprawdzam”. Wiedziałem przecież, że fotografuję brak reakcji – grassowskie, skośnookie flądrzysko ne odpowie, choć tak bardzo chciałbym, żeby mogło to zrobić. Turbot milczy. Naszą ludzką naturą jest jednak to, że wciąż potrzebujemy pytać, szukając mistycznego sensu w pustce. Pozostaje mi tylko czuła rejestracja tej nieobecności.
Pod tą gęstą taflą kryje się to, czego nie widzimy – bezwzględny, podwodny cmentarz tych, którzy przez wieki docierali na północ i polegli tu razem ze swoimi okrętami. To naturalne, mroczne mieszkanie dla monstra maris – morskich potworów, które przerażały dawnych żeglarzy i wciąż budzą lęk przed nieznanym. A jednak tu, na samym brzegu, na styku z tą zastygłą masą, wciąż można czuć się bezpiecznie.

Nordowidnik to w języku kaszubskim „północny horyzont”.Zamknąłem prace nad serią, którą komunikowałem od dawna. Po drodz...
08/05/2026

Nordowidnik to w języku kaszubskim „północny horyzont”.Zamknąłem prace nad serią, którą komunikowałem od dawna. Po drodze było wiele zmian w oprawie i edycji – w końcu jestem zadowolony.Dzielę się 42 kadrami z lat 1999–2024. To wątki, którym poświęciłem artystyczne życie: Stocznia i Pomorze. W kolekcji znajdziecie nieznane prace z 1999 r., nowe ujęcia z doków oraz 10 fotografii z książki „Stocznia” (2013), które nie weszły do wystawy „Dokument utraty”.Obecnie mam na warsztacie Kaszuby i nad nimi pracuję najintensywniej. Ten etap reprezentują widoki znad jeziora Lubygość, z Jaru Raduni, tutejszych jezior, Helu i Gdyni, ale też „niestoczniowy” Gdańsk czy Żuławy. To obrazy regionu, który kocham; jedne wycięte z moich najważniejszych cykli, inne będące wynikiem ciągłej obserwacji Pomorza trwającej od trzech dekad.Nordowidnik to edycja 100 egzemplarzy w trzech formatach (bok 30, 60 i 120 cm). Do pomysłu podchodzę punkowo: nie określam edycji dla konkretnych wielkości. O formacie decyduje zamawiający. Standardem jest rama z litego drewna, szkło antyrefleksyjne i sygnowanie. Jakość muzealna. Obiekty przygotowuje .Do uruchomienia strony Nordowidnika upłynie jeszcze trochę wody, ale jestem otwarty na kontakt w DM. Pełen zysk ze sprzedaży przeznaczam na realizację kolejnych niezależnych projektów – teraz na kontynuację kwerendy kaszubskiej architektury drewnianej „Radunia – Chëcz”.W kolejnych postach będę przedstawiał poszczególne fotografie. O to, co przedstawiają, możecie pytać już teraz w komentarzach (o ile wzrok przebije się przez te 42 miniatury na styk).Nordowidnik wisi już w kilku miejscach – od niedawna 4 prace w największym formacie ma u siebie , czego gratuluję i dziękuję 🌊 ̇neartphotography

Niemal 190 centymetrów wysokości. Ta konkretna odbitka od 2019 roku nie była pokazywana w Gdańsku, a to jedna z najważni...
01/05/2026

Niemal 190 centymetrów wysokości. Ta konkretna odbitka od 2019 roku nie była pokazywana w Gdańsku, a to jedna z najważniejszych prac w moim dorobku. Do 30 maja macie jedną z tych rzadkich okazji, by stanąć z nią — i jej bohaterem — twarzą w twarz.
„Stocznia N°25” przedstawia Łukasza Wyczyńskiego, malarza-piaskarza. Nasza historia zaczęła się zimą 2003 roku, kiedy jako świeżo upieczony absolwent studiów artystycznych bez pracy i konkretnych planów, zatrudniłem się w tej samej brygadzie Wydziału Kadłubowego B1. Tam przez krótką chwilę pracowaliśmy ramię w ramię.
Fotografia powstała w kwietniu 2004 roku na terenie dawnego wydziału K-2 Stoczni Gdańskiej. Łukasza uchwyciłem w apollińskim kontrapoście – pozycji, którą przyjął zupełnie naturalnie. Nie wykreowałem jej; po prostu stanął w taki sposób, a ja skupiłem się na zapisie tej autentycznie pięknej sceny i równie pięknego człowieka. Bohater, gdańszczanin i syn stoczniowca, zaraz po wejściu Polski do UE wyjechał do norweskiego Bergen. Do dziś uprawia tam swój fach, rozpięty między dwoma brzegami Bałtyku.
Dziś praca ta funkcjonuje w ważnych kolekcjach publicznych i prywatnych. Edycja wynosi zaledwie 5+2A.P. — identyczna odbitka tej wielkości znajduje się w zbiorach paryskiego Centre Pompidou oraz CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Pozostałe duże egzemplarze trafiły do kolekcji prywatnych. Muzeum Narodowe w Gdańsku posiada mniejszą wersję tej fotografii, dlatego możliwość zobaczenia jej w tej monumentalnej skali poza murami największych instytucji to wyjątkowa sytuacja.
Okazją do tego pokazu jest wystawa „powitalna” dziesięciu nowych członków Okręgu Pomorskiego ZPAF. Zdecydowałem się na ten krok po ponad 20 latach samodzielnego tworzenia i wystawiania. Pracę zestawiam z moją książką „Stocznia” z 2013 roku — ona i ponad trzysta zawartych w niej fotografii będą na Was czekać w Oliwskim Ratuszu Kultury.
Zapraszam Was serdecznie, szczególnie w najbliższy poniedziałek, 04.05 o godzinie 19:00. Będę na miejscu razem z pozostałymi autorami, więc będzie okazja do osobistego spotkania.
📍 Miejsce: Oliwski Ratusz Kultury, Gdańsk
🗓️ Czas: Do 30.05 (Spotkanie: 04.05, godz. 19:00)

Wystawa „NOWE  NOWI” to prezentacja dziesięciorga twórców i twórczyń przyjętych do Okręgu Pomorskiego ZPAF w 2025 roku. ...
25/04/2026

Wystawa „NOWE NOWI” to prezentacja dziesięciorga twórców i twórczyń przyjętych do Okręgu Pomorskiego ZPAF w 2025 roku. Ekspozycja nie ma kuratora – to oddolny pokaz środowiska samotników, którzy na co dzień sami wykuwają swoje koncepcje. W ramach tej konkretnej grupy nie należy szukać ideowej spójności; to raczej kalejdoskop postaw osób urodzonych na przestrzeni czterech dekad (1948–1988). Znajdziemy tu zarówno rygorystyczny dokument (Maciej Moskwa, Michał Szlaga, Grzegorz Mehring, Leszek Żurek), jak i poszukiwania skupione na kolorze, formie i metaforze (Marek Hasso-Agopsowicz, Kamila J. Gruss, Zbigniew Czerwiński, Michał „Tegieer” Sikorski, Oskar Szramka, Beata Podwysocka). Wystawa jest dowodem na to, że pomorska fotografia pozostaje żywym, różnorodnym organizmem, łączącym bułhakowską tradycję z nowoczesną, indywidualną ekspresją.

📅 WERNISAŻ: 4.05.2026 r. (poniedziałek), godz. 19:00
📅 WYSTAWA CZYNNA: do 30.05.2026 r.

📍 MIEJSCE: GALERIA SZTUKI NOWY WARZYWNIAK Oliwski Ratusz Kultury ul. Opata Jacka Rybińskiego 25, Gdańsk

🎨 PROJEKT GRAFICZNY PLAKATU: Chmielarz Sylwia

Z nieukrywaną przyjemnością zapraszamy na wystawę NOWYCH koleżanek i kolegów w Okręgu Pomorskim ZPAF! 👏

To aż 10 osób przyjętych w roku 2025 - będzie się działo! Wernisaż w Galerii Oliwskiego Ratusza Kultury w dniu 4 maja o godz. 19:00 - bądźcie tam z nami! 👇👇👇

Artyści:
Zbigniew Czerwiński
Kamila J. Gruss
Marek Hasso-Agopsowicz
Grzegorz Mehring
Maciej Moskwa
Beata Podwysocka
Tegieer Michał Sikorski
Szlaga
Oskar Szramka
Leszek Żurek

Partnerzy/współpraca:
Oliwski Ratusz Kultury
Nowy Warzywniak Art Gallery
Radio Gdańsk
GTF Gdańskie Towarzystwo Fotograficzne
Wspólnota Gdańska
Animal Helper

fotografia użyta do grafik wystawowych: Maciej Moskwa
projekt grafik: Sylwia Chmielarz

Adres

Niterów 3
Gdansk
80-864

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szlaga umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Szlaga:

Udostępnij