14/05/2026
Żuraw na gigancie.
Jadąc dziś drogą wojewódzką 224, odcinkiem leśnym, zauważyłem chodzącego po jezdni młodego ptaka. Wówczas jeszcze nie wiedziałem z jakim gatunkiem mam do czynienia. Zatrzymałem auto na awaryjnych i przegoniłem maluszka na pobocze rozpoznając w nim małego żurawia. Niestety uparciuch nadal chciał na jezdnię, która jest na tym odcinku bardzo ruchliwa. W tym momencie usłyszałem nawoływanie dorosłego żurawia i spostrzegłem, że kilkanascie metrów od drogi, po tej samej stronie, przy leśnej sadzawce, stoją dwa dorosłe i kolejny młody, mniejszy od tego. O dziwo ten, który wchodził na jezdnię nie słuchał rodziców i szedł w przeciwną stronę. Cóż miałem zrobić. Jak objechały mnie samochody, które siłą rzeczy zatrzymałem swoim autem, wziąlem go na ręce i zaniosłem go po skarpie w dół na skraj tej sadzawki. Przeparkowałem auto w bezpieczne miejsce, patrzę a ten gamoń znów zasuwa, tym razem w moją stronę. No to zaniosłem go kawałek dalej. Dorosłe wciąż chodziły i krzyczały. Nie zdążyłem dojść do drogi a ten znów za mną biegnie. Koniec końców wziąłem go na ręce, obszedłem cały ten zbiornik dookoła, i zostawiłem przy drzewie, gdzie wcześniej widziałem dorosłe z drugim młodym, które to rzecz jasna się oddaliły. Wróciłem do auta, wziąłem aparat i schowałem się za krzakami bo powiedziałem sobie, że nie odjade jak nie będę miał pewności, że spotka się z rodzicami i się nim już zajmą. Młody po czasie wskoczył do wody ale w tym momencie zjawili się oboje rodzice i zeszli do niego. Zaraz po tym cały przemoczony wróciłem do auta i odjechałem. Wyjeżdżając tylko widziałem z auta, że rodzic stał już w wodzie koło niego. Martwię się tylko, czy młody nie powtórzy wybryku i znów ciekawy świata sobie wycieczki nie zrobi. Niestety żurawie założyły gniazo bardzo blisko ruchliwej drogi. Ale ciesze sie, że na tą chwile udało się ochronić malucha przed rozjechaniem.