09/06/2025
W fotografii przyrodniczej istotna dla mnie jest naturalność i autentyczność scen. Im bardziej się zaangażujemy w temat, im więcej czasu poświęcimy na przygotowanie, im więcej jesteśmy w stanie znieść jeśli chodzi o warunki w jakich fotografujemy tym moim zdaniem przyroda jest łaskawsza i wynagrodzi nas pięknymi scenami. Coraz rzadziej fotografuję z „doskoku” i od lat mam swoje sprawdzone miejsca, które znam na pamięć jak i ich dzikich mieszkańców. Uwielbiam fotografować w szuwarach z wodą po pachy. Jak wyżej pisałem trzeba wiele wycierpieć i przełamać swoje bariery ale w końcu nadchodzi nagroda. Dla mnie oprócz samego spędzania czasu w dzikości o wschodzi słońca są to oczywiście piękne sceny reżyserowane przez samą naturę.
Przebywałem na granicy trzcinowiska już dobrą godzinę przed wschodem słońca aby nie zwracać na siebie uwagi ptasich mieszkańców. Lodowata woda w marcu nie jest niczym przyjemny stojąc bez ruchu, zdrewniałe palce ledwo trzymają aparat, a falujący sprzęt na tafli wody dodatkowo utrudnia zadanie. Nadchodzi jednak oczekiwany przeze mnie moment! Niebo dosłownie spowiło się płomieniami wschodu, nad lustrem wody pojawia się delikatna mgiełka, która tworzy magiczny klimat i pięknie maluje obraz. Ptaki również nie pozostają obojętne na te chwile. Para perkozów wypływa z trzcin i zajmuję się swoimi sprawami kompletnie nie przejmując się dryfująca w ich okolicy kępą trzcin z ukrytym fotografem. Słońce kreuje coraz piękniej scenę szuwarową i przechodzi przez sterczące trzciny tworząc unikatowe tekstury. Tekstury, które również pojawiły się na bohaterach mojej sceny dzięki pięknemu, miękkiemu światłu! Ptaki ukazały się w pełnej krasie barw odbywając taniec godowy, a ja miałem to szczęście, że mogłem to zarejestrować na karcie aparatu.
-
Perkoz dwuczuby (Podiceps cristatus)