07/02/2026
Tego dnia zorza zaczęła tańczyć na niebie około godziny 21.
Jej wstęgi szukały dziur w częściowo zachmurzonym niebie, a jaj blask walczył ze światłem księżyca, który nie chciał jej ustąpić na rozgwieżdżonym niebie północnej Norwegii. O tej godzinie jeszcze sporo turystów i fotografów kręciło się po skalistym wybrzeżu.
Przed północną, gdy zorza lekko przygasła, postanowiliśmy zmienić miejsce obserwacji i wybraliśmy się na inną plażę.
Większość ludzi już odpuściła nocny spektakl i wraz z dwójką znajomych mieliśmy całą plażę tylko dla siebie. Wiedząc, że jest odpływ poszedłem na najbardziej wysuniętą w ocean część skał. Okazało się, że około godzinę po północy zorza zatańczyła raz jeszcze szalejąc po całym niebie. W pewnym momencie już nie było wiadomo, jakim kierunku robić zdjęcia. Zielone smugi wiły się bezpośrednio nad moją głową.
To było coś niesamowitego. W końcu odłożyłem aparat i stanąłem na surowym brzegu…
Powietrze jest ostre i krystalicznie czyste. Szczypie w płuca, pachnie solą, lodem i morzem.
🌊 Słyszę fale. Ich spokojny, rytmiczny szum wypełnia przestrzeń wokół mnie — rozbijają się o skały miękko, jednostajnie. Co pewien czas woda omywa moje buty.
🌬️ Wiatr świszcze cicho, jest tej nocy umiarkowany, ale czuję go wyraźnie na twarzy. Jest chłodny, ale niesie ze sobą poczucie wolności i bezkresu.
🌌 Podnoszę wzrok. Nad głową rozciąga się głębokie, gwiaździste niebo, a po nim płynie spokojnie zorza — zielone światło, które faluje i zmienia kształt. Patrzę, jak rozwija się nad horyzontem i odbija w wodzie, barwiąc śnieżne góry delikatną poświatą. Trudno oderwać wzrok — to hipnotyzujące, niemal nierealne.
Stoję w ciszy i czuję jednocześnie spokój i zachwyt. Jestem małą częścią ogromnej przestrzeni.
Po prostu jestem: słucham fal, czuję wiatr i patrzę, jak światło tańczy nade mną tej księżycowej, zimnej nocy.
W tym tygodniu wróciłem z kolejnego wyjazdu na Lofoty i już chciałbym tam wrócić…