23/05/2026
"Złoty Bezkres"
Kiedy rok temu po raz pierwszy trafiłem na to drzewo, od razu wiedziałem, że chcę tam wrócić, gdy pole wokół wypełni się żółcią rzepaku. Spodziewałem się, że będę musiał poczekać na odpowiedni płodozmian znacznie dłużej, dlatego odkrycie rzepakowego pola już w kolejnym sezonie było naprawdę miłym zaskoczeniem. Już wcześniej fotografowałem to miejsce wielokrotnie (co pewnie zauważyliście) i tym zdjęciem zaczynam kolejną serię stamtąd.
To drzewo wyróżnia przede wszystkim jego położenie. Większość samotnych drzew rośnie na granicach pól albo pomiędzy nimi, a ono stoi całkowicie pośrodku jednej ogromnej przestrzeni pola. Z niemal każdej perspektywy wygląda na zupełnie odcięte od reszty krajobrazu.
Tamten wyjazd o mało w ogóle się nie wydarzył. Prognozy z każdym dniem wyglądały coraz gorzej i do samego końca nie byłem pewien, czy jest sens ruszać w trasę. Miałem przygotowane dwie różne rowerowo-fotograficzne wycieczki - jedną przez Kociewie, drugą po Kaszubach, niedaleko tego drzewa. Warunki zapowiadały się w tej części Pomorza nieco lepiej, więc wybrałem właśnie ten kierunek. Już tego dnia o poranku byłem bliski zrezygnowania, gdy o 7 widziałem za oknem duże opady deszczu. Koniec końców jednak zaufałem instynktowi i prognozie mówiącej o stopniowych przejaśnieniach. Ostatecznie dwa z czterech pól, które chciałem sfotografować, okazały się polami rzepaku. Trudno było liczyć na lepszy scenariusz.
Silny wiatr nieustannie przesuwał chmury, a światło pojawiało się i znikało, oświetlając tylko fragmenty pejzażu. Czekałem, aż drzewo na moment znajdzie się w jasnym pasie światła. Właśnie ten kontrast stworzył kadr, na którym najbardziej mi zależało.
I jeszcze jedna rzecz, która może nie być od razu oczywista - to zdjęcie wykonałem dronem. Brak linii energetycznych pozwalał mi swobodnie latać nisko nad polem i pokazać drzewo całkowicie samotne, nawet z wysokości zaledwie kilku metrów. Zrobiłem też sporo ujęć teleobiektywem z ziemi, ale to właśnie ten kadr wydaje mi się najlepszy z całej sesji tam.
Jako ciekawostkę wspomnę, że o mały włos nie zaliczyłem lądowania na polu. Otóż, byłem tak zajęty komponowaniem zdjęć, czekaniem na odpowiednie światło, które co raz się pojawiało, co znikało, iż w ogóle nie śledziłem poziomu naładowania baterii w dronie. Zerknąłem na niego dopiero, gdy dron miał już zaledwie 30% baterii, a ja byłem oddalony o dobre kilkaset metrów od niego. Na szczęście nie leciałem pod wiatr, a prostopadle do niego, więc udało mi się wylądować w ostatnim momencie. Jednak trochę stresu było. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a ja mogę się dzielić z Wami kadrami z tej owocnej wycieczki.
Bardzo dziękuję za przeczytanie opisu. Dziś trochę dłuższa opowieść, więc tym bardziej duży szacunek za dotarcie tutaj 😃