30/05/2026
Najpierw kup mieszkanie. Potem płać za to, że je masz?
W ostatnich tygodniach do debaty publicznej wrócił temat podatku katastralnego. Stało się to za sprawą poselskiego projektu Lewicy, który zakłada zmianę sposobu opodatkowania nieruchomości i powiązanie wysokości podatku z ich wartością.
Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że jest ono wymierzone przede wszystkim w osoby posiadające wiele mieszkań oraz w duże podmioty inwestujące na rynku nieruchomości. Argumentują, że pozwoli to ograniczyć spekulację i poprawić dostępność mieszkań dla młodych ludzi.
Przeciwnicy zwracają jednak uwagę na coś znacznie ważniejszego niż sama wysokość proponowanych stawek. Chodzi o zasadę. O pytanie, czy państwo powinno mieć prawo uzależniać wysokość podatku od wartości majątku, który został już wcześniej nabyty za opodatkowane pieniądze.
I właśnie to pytanie wydaje mi się dziś najważniejsze.
Bo dyskusja o podatku katastralnym nie jest wyłącznie sporem o nieruchomości. Jest również sporem o granice własności prywatnej, o rolę państwa i o to, jak daleko politycy mogą sięgać do kieszeni obywateli.
Fakty są takie: do Sejmu trafił poselski projekt dotyczący tak zwanego podatku od biznesu mieszkaniowego. Według dostępnych informacji pierwsza i druga nieruchomość miałyby być objęte stawką 0,02% wartości. Trzecia i kolejne nieruchomości miałyby podlegać wyższym stawkom, które w kolejnych latach mogłyby wzrosnąć nawet do 1,5% wartości.
Dla wielu osób może to brzmieć rozsądnie. W końcu projekt przedstawiany jest jako uderzenie w wielkich inwestorów. Problem polega jednak na tym, że wprowadza on zupełnie nową logikę myślenia o własności.
Do tej pory płaciliśmy podatki od dochodu, od zakupów, od działalności gospodarczej czy od nieruchomości według określonych stawek powierzchniowych. Podatek katastralny opiera się natomiast na wartości majątku. Im więcej wart jest dom, mieszkanie czy działka, tym więcej właściciel miałby płacić każdego roku.
A przecież wzrost wartości nieruchomości nie oznacza automatycznie wzrostu dochodów właściciela.
Ktoś może mieszkać w domu odziedziczonym po rodzicach. Ktoś może kupić mieszkanie wiele lat temu, zanim ceny nieruchomości gwałtownie wzrosły. Ktoś może przez całe życie odkładać pieniądze, inwestować oszczędności i budować swój majątek bez żadnej pomocy państwa. Wartość jego nieruchomości może rosnąć, choć jego dochody pozostają na tym samym poziomie.
W Polsce własne mieszkanie lub dom bardzo często nie są symbolem bogactwa. Są symbolem bezpieczeństwa rodziny. To dorobek rodziców i dziadków, którzy przez lata pracowali, oszczędzali i rezygnowali z wielu rzeczy, aby zostawić swoim dzieciom coś trwałego. Państwo nie powinno traktować takiego majątku jak niewyczerpanego źródła kolejnych danin.
Własność prywatna pełni również ważną funkcję społeczną. Daje rodzinom niezależność, poczucie stabilności i możliwość budowania przyszłości dla kolejnych pokoleń. Im słabsza ochrona własności, tym większa zależność obywateli od państwa i jego programów.
Historia systemów podatkowych pokazuje również, że raz wprowadzone narzędzia bardzo rzadko pozostają niezmienione. Z czasem zmieniają się stawki, progi i zakres obowiązywania. Dlatego warto oceniać nie tylko konkretny projekt, ale także mechanizm, który tworzy.
Nie twierdzę, że polski rynek mieszkaniowy działa idealnie. Nie działa. Młodym ludziom coraz trudniej kupić własne mieszkanie. Ceny nieruchomości są wysokie, a koszty kredytów dla wielu rodzin pozostają ogromnym obciążeniem.
Pytanie brzmi jednak, czy odpowiedzią na te problemy powinno być kolejne opodatkowanie własności prywatnej.
Moim zdaniem nie.
Jeżeli państwo chce poprawić sytuację mieszkaniową, powinno przede wszystkim uprościć przepisy budowlane, ograniczyć biurokrację, przyspieszyć procedury administracyjne i stworzyć warunki do zwiększenia podaży mieszkań. Większa dostępność mieszkań nie bierze się z nowych podatków, lecz z większej liczby mieszkań na rynku.
Niepokoi mnie również coraz częstsze przedstawianie właścicieli mieszkań jako grupy, którą należy dodatkowo obciążać. W Polsce własne mieszkanie lub dom są dla wielu rodzin efektem wieloletniej pracy, wyrzeczeń i oszczędzania. Nie powinny stawać się łatwym celem dla kolejnych pomysłów fiskalnych.
Podatek katastralny jest dziś przedstawiany jako rozwiązanie problemów rynku mieszkaniowego. W mojej ocenie może stać się kolejnym krokiem w kierunku coraz większego uzależniania obywatela od decyzji państwa.
Wolność gospodarcza, bezpieczeństwo własności prywatnej i stabilność prawa nie są przeszkodą w rozwoju kraju. Są jego fundamentem.
Dlatego z dużą ostrożnością patrzę na każdy projekt, który daje państwu nowe możliwości sięgania po majątek obywateli. Zwłaszcza wtedy, gdy jest on przedstawiany jako rozwiązanie problemów, które w dużej mierze zostały stworzone przez samo państwo.
Polska potrzebuje większej wolności gospodarczej, prostszych przepisów, niższych podatków i większego szacunku dla ludzi, którzy pracują, oszczędzają i biorą odpowiedzialność za własne życie. Nie potrzebuje kolejnych danin nakładanych na majątek budowany często przez całe pokolenia.
Własność prywatna nie jest przywilejem nadawanym przez polityków.
Jest jednym z fundamentów wolnego społeczeństwa.